PG Zasoby

Następca Księdza Bosko: syn, uczeń, apostoł

LETTERA DEL RETTOR MAGGIORE - ACG 405


LUDZKA SYLWETKA BŁOGOSŁAWIONEGO MICHAŁA RUA

“Następca Księdza Bosko: syn, uczeń, apostoł”

LUDZKA SYLWETKA BŁOGOSŁAWIONEGO MICHAŁA RUA

W setną rocznicę jego śmierci

1. Ks. Rua “najwierniejszy Księdzu Bosko”. Sześć słów, które powracają. – Dwa naglące zadania: pierwsze dla Ks. Bosko, drugie dla Michała. – Proroczy list na biurku. – Być Ks. Bosko w Mirabello Monferrato. – “Być Ks. Bosko tutaj, w Oratorium”. 2. Ks. Rua: “Żywa Reguła”. Cała praca zakończona. Czy kończy się także ks. Rua? – Ks. Bosko przekazuje mu swoje myśli i swoje serce. – Stawać się Ks. Bosko dzień po dniu. - Zatwierdzone ‘Reguły’ stają się drogą świętości. - “Ks. Rua przyglądał się uważnie mnie, a ja uważnie przyglądałem się jemu”. – Ręka Ks. Bosko w ręku ks. Rua. 3. Ks. Rua: wierność życiu konsekrowanemu “przez całe życie”.   Owocna wierność Ks. Bosko. - “Wszystko, co mamy, zawdzięczamy Najświętszej Maryi Wspomożycielce”. - Posłuszeństwo. - Ubóstwo. - Czystość. 4. Ks. Rua: “ewangelizator młodzieży”.   Nowe pola pracy duszpasterskiej. – Wśród robotników i synów robotników. – Wśród górników w Szwajcarii. – Emigrant wśród emigrantów. – Ryzykować wszystko, co jest do zaryzykowania. - “Ta prostota, która towarzyszyła jego dziełom”. Zakończenie. – Modlitwa o uproszenie kanonizacji Błogosławionego Michała Rua.

 

Rzym, 8 września 2009

Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

Drodzy Współbracia,

już trochę czasu upłynęło, jak do was ostatnio napisałem. Nie było to moim zaniedbaniem, a tym bardziej brakiem chęci, a przeciwnie, wiecie, jak bardzo was kocham i noszę w moim sercu. Wizytując Inspektorie zdałem sobie sprawę z tego, już po raz wtóry, że listy okólne, jak i różne dokumenty Zgromadzenia, docierają do was z rozmaitą prędkością; jest to spowodowane wieloma przyczynami, nie jedyną jest tutaj opóźnienie w tłumaczeniach. Tak więc zdarza się, że dokumenty się gromadzą i ostatecznie istnieje niebezpieczeństwo, co nie jest tylko kwestią wyobraźni, że nie będą czytane. W ten sposób tracimy okazję do umocnienia naszej tożsamości charyzmatycznej i dzielenia się refleksją na temat naszego życia i posłannictwa. Tak więc po rozmowie z Radą Generalną zdecydowałem się ograniczyć do trzech, zamiast czterech dotychczasowych, moje listy okólne w ciągu roku, wśród których jeden z nich będzie poświęcony prezentacji i komentarzowi do Wiązanki. Także Dokumenty Rady Generalnej będą ukazywać się co kwartał: w styczniu, maju i wrześniu. Mam nadzieję, że ta decyzja pomoże lepiej docenić naszą literaturę salezjańską, pogłębić ją i wprowadzić w życie. Tylko w ten sposób będzie można osiągnąć główny cel, jakim jest kształtowanie “kultury salezjańskiej” w Zgromadzeniu.

 

W ostatnim czasie miały miejsce bardzo znaczące i interesujące wydarzenia, które angażowały w sposób szczególny Przełożonego Generalnego, co mogliście śledzić poprzez ANS na naszej stronie sdb.org, a w niektórych przypadkach poprzez bezpośrednie transmisje telewizyjne lub streaming. Przypomnę wam o niektórych: wygłoszenie rekolekcji dla dyrektorów Inspektorii ICC, ICP, ILE, INE, przynależących do Regionu Włoch i Bliskiego Wschodu, co jest jedną z najbardziej znaczących posług Przełożonego Generalnego, mającą na celu promocję powołań; udział w “Święcie Młodzieży” Inspektorii INE w Jesolo, które było dla mnie okazją do przyjrzenia się i docenienia jednej z lepiej zorganizowanych imprez w zakresie duszpasterstwa młodzieżowego; spotkanie z Inspektorami Polski i Okręgu Wschodniego, w czasie którego rozmawialiśmy o relacjach tych Inspektorii z Inspektoriami Regionu Europa Północna, z resztą Europy, z Przełożonym Generalnym i Radą Generalną, a także – o nowej sytuacji, tak bardzo odmiennej od tej w latach nazizmu i komunizmu, w której te Inspektorie znajdują się obecnie i przeżywają charyzmat salezjański, oraz o roli tych Inspektorii w Projekcie Europa; wizyta w Okręgu Wschodnim, której celem była ocena przebytej drogi od chwili jego ustanowienia, pogłębienie wyzwań i propozycji wysuniętych przez Radę Inspektorialną i Delegaturę Ukraińską oraz inne części Okręgu, wskazanie linii działania, jakie należy podjąć w chwili obecnej.

Następnie, miały miejsce inne wydarzenia, w których brałem udział: obchody 150. rocznicy założenia Zgromadzenia Salezjańskiego w Inspektorii ICP w Turynie, które były w jakimś stopniu wyrazem tego, co Inspektorie aktualnie przeżywają, a co znajdzie swój punkt kulminacyjny 18 grudnia, w dniu, w którym jesteśmy wezwani do odnowienia naszych ślubów; udział w I Forum MGS nowego Okręgu ICC z okazji 50. rocznicy Świątyni Ks. Bosko w Cinecittà i zainicjowania peregrynacji urny Ks. Bosko; zamknięcie Krajowego Kongresu ADMA w Albacete (Hiszpania); wygłoszenie Rekolekcji w Inspektorii Walenckiej i wizyta w Inspektorii Sewillskiej; udział w różnych spotkaniach w ramach Unii Przełożonych Wyższych, jako Przewodniczący, i w Zgromadzeniu Semestralnym na temat “Zmiany geograficzne i kulturalne w Kościele i życiu konsekrowanym: wyzwania i perspektywy”; sesja plenarna Rady Generalnej w czerwcu i lipcu, wraz z pielgrzymką śladami św. Pawła; powitanie Ojca Świętego w naszym domu w Les Combes; i w końcu – pierwsze spotkanie Komisji ds. Projektu Europa.

Jest mi bardzo miło zapoczątkować ten nowy etap naszej komunikacji listem na temat pierwszego następcy Ks. Bosko, inicjując w ten sposób Rok poświęcony Ks. Rua w Setną rocznicę jego śmierci, która miała miejsce 6 kwietnia 1910 roku. W celu pogłębienia jego sylwetki już wkrótce odbędzie się w Turynie V Międzynarodowy Kongres Historii Dzieła Salezjańskiego, którego organizatorem jest ACCSA i ISS; odbędzie się on w ramach przygotowań do Międzynarodowego Kongresu Zgromadzenia Salezjańskiego w Rzymie w 2010 roku. Już teraz dziękuję Stowarzyszeniu Historyków Salezjańskich, Historycznemu Instytutowi Salezjańskiemu i Komisji ds. Międzynarodowego Kongresu, którzy podjęli się z oddaniem, odpowiedzialnością i kompetencją tego zadania, które zostało im powierzone[1].

“Przypominając Ks. Rua” możemy poznać fundamentalną część historii naszego Zgromadzenia i znamienitą sylwetkę, która odzwierciedla jego tożsamość. Ten mój list nie ma być rodzajem małej biografii, stanowić alternatywę dla dzieła napisanego przez ks. F. Desramaut, do którego lektury was zachęcam, ale przybliżeniem jego ludzkiej i duchowej sylwetki poprzez studium tego, co zostało do tej pory napisane, a oprę się tutaj przede wszystkim na “Positio2, które zostało przygotowane w związku z jego procesem beatyfikacyjnym. Mamy nadzieję, że wkrótce będziemy świadkami kanonizacji Ks. Rua, stąd też będziemy go wzywać, prosząc Boga o pomoc i łaski za jego wstawiennictwem. 

 

 

 

 

 

 

 

1. Ks. Rua “najwierniejszy Księdzu Bosko”

 

«Ks. Rua był najwierniejszy, ponieważ był najpokorniejszym a zarazem najmężniejszym synem Ks. Bosko»3. Tymi słowami, wypowiedzianymi w zdecydowanym tonie 29 października 1972 r., Papież Paweł VI wyrzeźbił na zawsze ludzką i duchową sylwetkę Ks. Rua. Papież w swoim kazaniu, wygłoszonym pod Kopułą Bazyliki św. Piotra, ujął nowego Błogosławionego w słowach, które prawie że żłobią tę jego fundamentalną cechę, jaką jest wierność. «Następca Ks. Bosko, to znaczy kontynuator: syn, uczeń, naśladowca... Uczynił z przykładu Świętego – szkołę, z jego życia – historię, z jego reguły – ducha, z jego świętości – typ, wzorzec; uczynił ze źródła rwący nurt, rzekę». Słowa Pawła VI wynoszą na najwyższy piedestał ludzkie życie tego “wątłego i wyniszczonego księdza”. Odkrywają diament, który błyszczał w spokojnej i pokornej treści szarych dni.

Wszystko zaczęło się dawno temu dziwnym gestem. Jako ośmiolatek, po stracie ojca, z czarną wstążką zatkniętą przez mamę w klapie marynarki, wyciąga rękę, aby otrzymać medalik od Ks. Bosko. Ale zamiast medalika ks. Bosko podaje mu swoją lewą rękę, podczas gdy prawą uczynił gest, jakby ją chciał przedzielić na pół. I powiedział do niego: “Weź ją Michałku, weź ją”. I wobec jego wytrzeszonych  oczu, które patrzyły na niego ze zdziwieniem, wypowiedział sześć słów, które miały stać się sekretem jego życia: “My dwaj będziemy dzielić wszystko po połowie”.

I powoli, stopniowo rozpoczyna się ta wspaniała współpraca pomiędzy świętym mistrzem i uczniem, który dzielił z nim po połowie wszystko i wszędzie. W następnych dniach Ks. Bosko zechciał, aby Michał z nim przebywał, ale także, żeby każdego wieczoru wracał na kolację i spoczynek do swojej mamy, pani Giovanny Marii4. W ten sposób Michał zaczynał przyswajać sposób myślenia i zachowania Ks. Bosko. “Wywierało na mnie największe wrażenie – powie później – obserwowanie Ks. Bosko w jego czynnościach, także tych najmniejszych, jak lektura i medytacja jakiejś pobożnej książki”.5 Przebywając z Ks. Bosko musiał gromadzić w swym małym ciele tyle pogodnej siły, żeby mu mogło wystarczyć na całe życie, w którym musiał się odznaczyć niespożytą energią.

 

Sześć tajemniczych słów, które powracają

 

3 października 1852 r., w czasie pobytu w Becchi z okazji święta Matki Boskiej Różańcowej, w którym każdego roku brali udział najlepsi chłopcy z Oratorium, Ks. Bosko przywdział na niego kościelną szatę. Michał miał wtedy 15 lat. Wieczorem, wracając do Turynu, Michał przezwyciężył nieśmiałość i zapytał Ks. Bosko: «Czy pamięta ksiądz nasze pierwsze spotkanie? Ja poprosiłem wtedy o medalik, a ksiądz uczynił dziwny gest, jakby chciał przeciąć rękę i mi ją dać, i powiedział do mnie: ‘My dwaj będziemy dzielić wszystko po połowie’. Co ksiądz chciał przez to powiedzieć?». A on na to: «Ależ, drogi Michale, jeszcze tego nie zrozumiałeś? A przecież to bardzo oczywiste. Im bardziej będziesz posuwał się w latach, tym lepiej zrozumiesz, co chciałem ci przez to powiedzieć: W życiu my dwaj będziemy się zawsze dzielić po połowie. Bóle, troski, odpowiedzialności, radości i wszystko inne będzie dla nas wspólne».  Michał pozostał  w milczeniu, przepełniony szczęściem: Ks. Bosko w prostych słowach uczynił go swoim całkowitym spadkobiercą6.

Ks. Giulio Barberis został wybrany pierwszym magistrem nowicjuszy salezjańskich, ponieważ Ks. Bosko odkrył w nim przenikliwego znawcę i wychowawcę dusz. Dziesięć lat młodszy, żyje przy boku Michała Rua przez 49 lat jako uczeń, współbrat, powiernik, przyjaciel. W czasie procesu beatyfikacyjnego w ten sposób zobrazował jego wewnątrzną osobowość: “Jego staraniem było zawsze odkryć myśli Ks. Bosko, wyrzec się swoich zamiarów i swoich opinii, aby się dostosować” do wizji Ks. Bosko. “Jak tylko się dowiedział, że ten ma zamiar założyć Zgromadzenie Salezjańskie, natychmiast, jako pierwszy, złożył ślub posłuszeństwa”. Było to 25 marca 1855 r., Michał miał wtedy 18 lat. “Od tego czasu nie myślał o niczym innym, jak tylko o tym, aby odstawić na bok swoją wolę i pełnić wolę Pana, wyrażoną przez Ks. Bosko”.7

Ks. Bosko niczego mu nie rozkazywał, dał mu tylko poznać swoje pragnienia. Ale dla Michała były to rozkazy i nie myślał o tym, ile te mogłyby go kosztować. Tymi pragnieniami Księdza Bosko, urzeczywistnianymi natychmiast przez Michała, były: nauczanie religii młodych internistów, opiekowanie się chorymi na cholerę w czasie strasznej epidemii w 1854 r., nauczanie nowego i skomplikowanego dziesiętnego systemu metrycznego, stała asystencja w rozległym refektarzu, na podwórzu, w kościele, prowadzenie Oratorium św. Alojzego w niedzielę, kiedy ks. Leonardo Murialdo musiał odejść, przepisywanie w nocy, czystym i zgrabnym pismem, poplamionych stronic  Historii Włoch ks. Bosko i “wycierpianych” stron pierwszych Reguł Towarzystwa św. Franciszka Salezego.

Na początku 1858 r. Ks. Bosko musi udać się do Rzymu na spotkanie z Papieżem i zabiera ze sobą Michała Rua. Ma 21 lat, odznacza się świeżą i błyskotliwą pamięcią, zdolną wychwycić każdy szczegół. Przysłuchuje się rozmowie Papieża i Ks. Bosko. Na drugi dzień towarzyszy Ks. Bosko w spotkaniu z Kardynałami i wielkimi osobistościami, i zauważa nadzwyczajny szacunek, jaki wszyscy mu okazują.

 

Dwa naglące zadania: jedno dla Ks. Bosko, drugie – dla Michała

 

Kiedy w kwietniu 1858 r. powrócili do Turynu, czekały dwie sprawy, które trzeba było szybko załatwić. Jedną Ks. Bosko bierze na siebie, a drugą powierza Michałowi. Wyjeżdżając do Rzymu Ks. Bosko powierzył kierownictwo Oratorium ks.Vittorio Alasonattiemu, księdzu pobożnemu, ale raczej surowemu, który był trzy lata starszy od niego i przybył, aby mu pomóc. Ks. Bosko chciał zawsze, by Oratorium było jak jedna wielka rodzina. Ks. Alasonatti, w czasie sześciomiesięcznej nieobecności Ks. Bosko, przekształcił je w zdyscyplinowane koszary. Ks. Bosko powiedział do Michała: “Trzeba jak najszybciej odbudować tę wielką rodzinę. Pomyśl o tym”. I oten zaczął myśleć. Starał się “być księdzem Bosko”.

Ks. Bosko, który śledzi z uznaniem jego pracę, musi oddać się całkowicie drugiej pilnej sprawie: teraz, kiedy został zachęcony przez Papieża, musi założyć Zgromadzenie Salezjańskie. Wielu dobrych młodzieńców, którym pomagał wzrastać, obiecało mu w przeszłości, że przy jego boku poświęcą się najuboższej młodzieży, łącząc się w Towarzystwo. Ale, gdy doszło do decydującego momentu, nie czuli się na siłach, by na to przystać i pozostawili go samego. Teraz w miesiącach, które miały nastać, musi nadrobić czas, spotkać się osobiście z tymi młodymi, którzy wydają się być zdecydowani utworzyć pierwsze Towarzystwo Salezjańskie. Musi odbyć z nimi częste spotkania, spokojnie z nimi porozmawiać, udzielić wyjaśnień, rozwiać wątpliwości, przezwyciężyć niepewności. Czasem mu się to udaje, jak to jest w przypadku Jana Cagliero, czasami nie, jak to było w przypadku Józefa Buzzettiego. 

Z Michałem Rua nie musi nawet rozmawiać. W grudniu 1859 r., w dniach bezpośrednio poprzedzających pierwsze, oficjalne spotkanie “kandydatów” do Towarzystwa Salezjańskiego, Michał Rua odprawia rekolekcje, przygotowując się do subdiakonatu w dniu 17 grudnia.

18 grudnia 1859 r. przypadła niedziela. Wieczorem osiemnastu młodzieńców zgromadziło się w pokoiku Ks. Bosko, który w tym momencie stał się salezjańskim Betlejem. Oto odbywało się spotkanie założycielskie “Pobożnego Towarzystwa św. Franciszka Salezego”, tj. Salezjanów. Tych osiemnastu modli się, oświadczają, że chcąc utworzyć Towarzystwo, aby uświęcić samych siebie i poświęcić życie opuszczonej i zagrożonej młodzieży. Odbywają się pierwsze wybory. Ks. Bosko, założyciel, został wybrany przez wszystkich na pierwszego Przełożonego Generalnego. Subdiakon Michał Rua, liczący 22 lata, został wybrany na Kierownika Duchowego Towarzystwa. Musi, wraz z Ks. Bosko, oddać się duchowej formacji pierwszych Salezjanów. Michał nie przyjmuje tego nowego zadania jako funkcji “ad honorem”. Giulio Barberis, który znajduje się wśród tych młodzieńców i uczęszcza na te jego lekcje formacji, zaświadcza: “Był niezwykle gorliwy w przygotowywaniu się do lekcji i zachęcaniu nas do nauki”.8

 

Proroczy list na stoliku

 

29 lipca 1860 r. Michał Rua został wyświęcony na kapłana. Giovanni B. Francesia, który zawsze był przy jego boku, stwierdza: “Jego przygotowanie było nadzwczajne. Spędził noc wigilii przed święceniami na modlitwie i pobożnych medytacjach”.9 Wieczorem tego świątecznego i bardzo ważnego dnia ks. Rua wchodzi do pomieszczenia na poddaszu, które służyło mu za sypialnię, i znajduje na stoliku list Ks. Bosko. Czyta: “Ujrzysz lepiej ode mnie Dzieło Salezjańskie wykraczające poza granice Włoch i utrwalające się w wielu części świata. Będziesz miał wiele pracy i wiele będziesz cierpiał, ale wiedz, że tylko przez Morze Czerwone i pustynię dociera się do Ziemi Obiecanej. Cierp z odwagą, ale również tutaj, na dole, nie zabraknie ci pociech i pomocy ze strony Pana”.

Po staniu się “księdzem, Rua” żwawo zabiera się do wszystkich obowiązków. Giovanni B. Francesia, któremu praca, jaką wykonywał Rua, wydawała się nadmierna, powiedział w tych dniach do Ks. Bosko: “Ale dlaczego ksiądz mu daje tyle do roboty?”. I usłyszał w odpowiedzi: “Ponieważ ks. Rua mam tylko jednego”.10 Z roku na rok Oratorium stawało się olbrzymim domem. Każdego roku wzrastała liczba chłopców i to w sposób niewiarygodny. Ta dochodziła do 800, z czego 360 to rzemieślnicy. Salezjanie, których także z każdym rokiem przybywało, byli zaangażowani w szkołach, warsztatach i asystowali na rozległych podwórzach. Tym, który się trudzi w sposób szczególny i koordynuje pracę wszystkich, pod okiem Ks. Bosko, jest ks. Rua.

Ks. Giulio Barberis, stając się mądrym magistrem nowicjuszy, z perspektywy lat zaświadcza: “W przypadku kogoś innego liczne zajęcia mogłyby odciągnąć od modlitwy i osłabić ducha religijnego. W księdzu Rua duch modlitwy i medytacja były jakby zakorzenione. Posłuszeństwo swojemu Przełożonemu było godne podziwu. W tym czasie zaczął wieść życie umartwienia i wyrzeczenia się samego siebie w sposób naprawdę nadzwyczajny. Ja, który od niedawna nastałem w Domu Ks. Bosko, byłem pod wrażeniem. Pamiętam, że gdy rozmawiałem z przyjaciółmi, wszyscy byliśmy przekonani, że to był Święty. I także Ks. Bosko był o tym przekonany i o tym nam mówił”.11

 

Być Księdzem Bosko w Mirabello Monferrato

 

W 1863 r. Ks. Bosko uczynił decudujący krok, gdy chodzi o jego Dzieło. To dobrze funkcjonowało na Valdocco, ponieważ kierowała nim charyzmatyczna i ojcowska osoba Ks. Bosko. Ale czy przeszczepione w inne miejsce, bez Ks. Bosko, nadal będzie funkcjonować? Na wiosnę tego roku Ks. Bosko odbył z ks. Rua, który liczył wówczas 26 lat, poufne i poważne spotkanie. “Chcę cię prosić o wielką przysługę. Za zgodą biskupa Casale Monferrato zdecydowałem się otworzyć “Małe Seminarium” w Mirabello. Myślę posłać tam ciebie, byś nim pokierował. Jest to pierwsze dzieło, które salezjanie otworzą poza Turynem. Tysiące oczu będzie się nam przyglądać. Mam pełne zaufanie do ciebie. Dam ci trzy pomoce: pięciu naszych najbardziej solidnych salezjanów, a wśród nich ks. Bonettiego, który będzie twoim zastępcą; grupę chłopców, wybranych spośród najlepszych, którzy udadzą się tam z Valdocco, aby kontynuować swoją naukę i aby być dobrym zaczynem wśród tych chłopców, których otrzymasz; i razem z tobą uda się tam twoja mama”.

Ks. Rua wyjechał w październiku. Ks. Bosko napisał mu cztery stronice cennych rad, które później zostaną zalecone każdemu nowemu salezjańskiemu dyrektorowi: są one uważane za najbardziej przejrzysty dokument systemu wychowawczego. Wśród nich było napisane: “Każdej nocy musisz spać co najmniej sześć godzin. Staraj się najpierw, by cię kochano, a nie żeby się ciebie bano. Straj się przebywać wśród chłopców  przez cały czas rekreacji. Jeżeli pojawią się kwestie materialne, wydaj wszystko, co konieczne, aby zadośćuczynić miłosierdziu” Ks. Rua podsumowuje wszystkie te rady, które dla niego są rozkazami, jednym zdaniem: “W Mirabello będę się starał być Księdzem Bosko”.

Po kilku miesiącach kronika Oratorium, pisana ręką ks. Ruffino, odnotowuje: “Ks. Rua w Mirabello zachowuje się jak Ks. Bosko w Turynie. Jest zawsze otaczany przez chłopców, pociągniętych jego łagodnością i również dlatego, że zawsze opowiada im coś nowego. Na początku roku szkolnego nakazuje nauczycielom, aby jak na razie nie byli zbyt wymagający”. Po dwóch latach “Małe Seminarium”wypełniło się chłopcami, którzy rokowali dobre nadzieje co do powołań kapłańskich dla diecezji Casale i Zgromadzenia Salezjańskiego. Wśród nich znajdował się Luigi Lasagna, chłopiec bardzo żywiołowy, który później zostanie drugim biskupem salezjańskim misjonarzem w Ameryce Południowej.

Latem 1865 r., gdy chodzi o Dzieło Salezjańskie na Valdocco, sprawy nie układają się dobrze. Administrator generalny, ks. Alasonatti, znajduje się na łożu śmierci; odejdzie 7 października. Czterech innych salezjanów, spośród najbardziej wartościowych, wypada z gry z powodu zbyt stresującej dla nich pracy. Liczba chłopców przekrocza 700. Budowa Sanktuarium Maryi Wspomożycielki posuwa się bardzo szybko i domaga się coraz większych wydatków. Ks. Bosko zmuszony jest żebrać, co czyni odbywając podróże, organizując loterie i odpowiadając na ogrom korespondencji. Potrzeba kogoś, kto dobrze obejmie tę całą sytuację: egzekwowanie odpowiedniej dyscypliny, gdy chodzi o chłopców, zarządzanie materiałami warsztatowymi i szkołami, czuwanie nad pracami związanymi z budową Sanktuarium. Ks. Bosko zna tylko jedną osobę tego kalibru: ks. Rua. I każe go natychmiast wezwać.

Ks. Provera, wielki salezjanin, na wpół inwalida, któremu Ks. Bosko powierzał zadania najbardziej delikatne i trudne, przybywa do Mirabello. Wchodzi do dyrekcji Małego Seminarium i znajduje ks. Rua przy pisaniu jakiegoś listu. “Ks. Alasonatti umiera. Jeżeli jesteś gotów, wyruszamy”. Ks. Rua wzywa Bonettiego i przekazuje mu urząd. Następnie żegna się z chłopcami, którzy znajdują się w klasach. Obejmuje swoją mamę, mówiąc do niej: “Ks. Bosko mnie wzywa. Ty tymczasem zostań tutaj, kuchnia, szatnia potrzebuje ciebie. Dam ci znać, co dalej”. Bierze brewiarz i mówi do ks. Provery: “Jestem gotów, ruszamy”.

Wirth trafnie zauważa: “Doświadczenie z Mirabello posłuży do rozwoju jego ducha osobistej inicjatywy, który byłby zbyt zachowawczy, gdyby się nigdy nie oddalił od Ks. Bosko”.12 Jednakże w działaniu ks. Rua w Mirabello było jeszcze coś więcej: dowodziło ono, że Dzieło Ks. Bosko mogło być przeszczepione, mogło żyć i prosperować również bez fizycznej obecności Ks. Bosko, ponieważ dyrektorem była osoba wartościowa pod względem salezjańskim: dlatego też doświadczenie ks. Rua, które było sukcesem, otworzyło nieograniczone horyzonty dla Dzieł Salezjańskich.

 

“Będziesz Księdzem Bosko tutaj, w Oratorium”

 

Ks. Rua przybywa na Valdocco bez rzgłosu. Ma miejsce długa rozmowa z Ks. Bosko, który na koniec stwierdza: “Byłeś Księdzem Bosko w Mirabello. Teraz będziesz nim tutaj, w Oratorium”. Na jego delikatne barki kładzie z zaufaniem wszelką odpowiedzialność: szkoły, warsztaty, młodych salezjanów, by ich formować, zachęcać do studiów i zdawania egzaminów, publikację  Czytanek Katolickich, które każdego miesiąca muszą dosięgnąć tysięcy abonentów, okazałą “fabrykę” Sanktuarium, większość korespondencji do niego adresowanej, którą ks. Rua musi przeczytać, odnotować i przekazać jakiemuś zaufanemu salezjaninowi, aby ten na nią odpowiedział. “Ja muszą znowu udać się do Rzymu w sprawie zatwierdzenia Reguł. Nie będzie mnie mnie przeszło dwa miesiące i ze sobą zabieram ks. Francesię. Wszystko ci pozostwiam. Wokół ciebie są wspaniali salezjanie. Rozejrzyj się, jakie są ich zalety, wybierz ich i przeznacz do takiej pracy, jaką uważasz dla nich za najlepszą. Oprócz swojej pracy, musisz koordynować pracę innych”.

Ks. Rua wstaje bardzo wcześnie. Odprawia Mszę św, rozmyślanie na klęczkach i modli się jak anioł. Następnie zabiera się do pracy, a czyni to z takim skupieniem, jak tylko on to potrafi. Salezjanie i chłopcy, którzy nie widzieli go od dwóch lat, zauważają, że coś głębokiego zmieniło się w nim. Już nie jest jak dawniej “prefektem” egzekwującym dyscyplinę. Pośród osiemdziesięciu chłopców w Mirabello i siedmiuset na Valdocco nauczył się być jak Ks. Bosko: “dyrektorem-ojcem”. Ręka, która wydaje polecenia jest mocna, ale sposób serdeczny i przyjazny.

Obowiązków jest doprawdy wiele. Kumulują się w miesiącach, w których musi być zakończona budowa Sanktuarium Maryi Wspomożycielki: jesień 1866 r., położenie ostatniego kamienia pod kopułę; osiem wytężonych miesięcy prac związanych z wykończeniem wnętrza; 9 czerwca 1867 r. – uroczystość otwarcia z następującymi po niej ośmioma dniami funkcji liturgicznych na najwyższych obrotach. “Przez cały ten miesiąc czerwiec – odnotowuje A. Auffray – nie spał więcej niż cztery godziny. Musiał wszystko przewidzieć, zorganizować, o wszystkim zadecydować, czuwać nad wszystkim, kierować”13, podczas gdy Ks. Bosko był zanurzony w tłumie ludzi, którzy chcieli z nim porozmawiać, otrzymać jego błogosławieństwo, otrzymać od Madonny łaski, złożyć ofiarę.

 

 

2. Ks. Rua – “Żywa Reguła”

 

Cała praca skończona. Czy kończy także ks. Rua?

 

Gdy wszystkie prace związane z Sanktuarium zostały ukończone, wydawało się, że kończy się także ks. Rua. Pewnego lipcowego poranka, w czasie strasznego upału, panującego zwykle tego miesiąca w Turynie, przy bramie Oratorium, chcąc wyjść, upadł w ramiona swojego przyjaciela, który znajdował się obok niego. “Ostre zapalenie otrzewnej” – orzekł lekarz, który został zaraz wezwany. “Nic nie da się zrobić. Podajcie mu święte oleje”. Penicylina dopiero miała być odkryta, chirurgia była jeszcze u początków. Ks. Rua, z wysoką gorączką i bardzo cierpiący, wzywał Ks. Bosko, ale ten był w mieście. Kazano go poszukać. Kiedy przybył i powiedziano mu, że ks. Rua się kończy, uczynił jakieś niezrozumiałe gesty. W kościele znajdowali się chłopcy, którzy przybyli na miesięczny dzień skupienia i udał się tam bezpośrednio, by ich wyspowiadać. “Bądźcie spokojni, ks. Rua nie odejdzie bez mojego pozwolenia” – powiedział wchodząc do kościoła. Wyszedł stamtąd bardzo późno i zamiast do szpitalika udał się, by spożyć skromny posiłek, który był dla niego pozostawiony. Następnie skierował się na górę, do pokoju, aby zostawić torbę z kartoteką, i w końcu, kiedy wszyscy chodzili jak na szpilkach, udał się do chorego ks. Rua. Widzi naczynie ze świętymi olejami i prawie że się zdenerwował: “Kim jest ten dobry człowiek, który miał taki pomysł ”. Następnie siada przy ks. Rua i mówi do niego: “Słuchaj mnie dobrze. Ja tego nie chcę, rozumiesz? Ja nie chcę, byś umarł. Musisz wyzdrowieć. Posłuchaj mnie dobrze: również jeżelibyś wypadł przez okno w takim stanie, jakim jesteś, nie umarłbyś”.14 Francesia i Cagliero widzieli i słyszeli wszystko,i umocnili się w przekonaniu, że Ks. Bosko, który w snach rozmawiał z Madonną i wydzierał od niej niemożliwe łaski, otrzymał zapewnienie, że “tego chłopca”, jedynego, który przeżył z jego braci, Maryja pozostawi przy nim do końca życia.

14 sierpnia 1876 r., po kolacji, pewien salezjanin zapytał go niespodzianie: “To prawda, że wielu salezjanów zmarło z przepracowania?”. Ks. Bosko odpowiedział: “Jeżeli byłoby to prawdą, nie wyszłoby to ze szkodą dla Zgromadzenia, a wprost przeciwnie... Ale to nie jest prawdą. Jeden tylko mógłby zasługiwać na tytuł ofiary pracowitości i tym jest ks. Rua, o czym doskonale wiecie. Ale, na nasze szczęście, Pan nam go zachowa silnego i pełnego wigoru”.15

 

Ks. Bosko przekazuje mu swój umysł i swoje serce

 

Po trzech tygodniach rekonwalescencji, ks. Rua powraca do zdrowia, łagodny i silny jak przedtem, by nadal być najwierniejszy Ks. Bosko, który powierza mu z roku na rok coraz ważniejsze obowiązki: wybór i formację tych, którzy proszą o przyjęcie do Salezjanów, wyznaczenie współbraci do różnych Dzieł, które są otwierane we Włoszech, pierwsza wizyta w tych Dziełach w 1872 r., aby je ukierunkować i utrzymać na drodze autentycznego ducha salezjańskiego. W 1875 r. dzieli z nim przygotowania do pierwszej wyprawy misyjnej do Ameryki Południowej. W 1876 r. powierza mu Dyrekcję generalną Córek Maryi Wspomożycielki, założonych cztery lata wcześniej, po tym jak ks. Cagliero wyjechał na misje. Zabiera go ze sobą w wielkie i bardzo uciążliwe podróże, które odbywa, żebrząc we Francji i Hiszpanii. Dzień po dniu Ks. Bosko “czyni z ks. Rua swojego następcę, który stanie na czele Zgromadzenia Salezjańskiego”. Bardziej przez zachowanie, niż przez słowa, przekazuje mu swoje myśli, swoje poglądy, swój sposób rozwiązywania spraw, swoje całkowite i pogodne zaufanie do Boga i Maryi Wspomożycielki. Zwłaszcza w czasie ostatnich podróży Ks. Bosko wchodzi z nim w wielką zażyłość, mówi mu o tereźniejszości i o przyszłości, o Zgromadzeniu Salezjańskim, które jest dziełem Maryi. Obaj nie mogą uważać je za swoje dzieło, a tylko kochać je i chronić od zła i od upadku, przybliżając współbraci, zachęcając ich do zachowywania Reguł, jako drogi, która prowadzi do zbawienia i do świętości. Jednym słowem: Ks. Bosko przekazuje mu swój umysł i swoje serce. “Ks. Rua znalazł swoją drogę duchową w kontemplacji Ks. Bosko”.16

 

Stawać się Ks. Bosko dzień po dniu

 

Pomimo wielości swoich obowiązków we wszystkich tych latach ks. Rua pozostawał zawsze Dyrektorem licznej rzeszy chłopców, którzy wypełniali Valdocco: uczniowie, rzemieślnicy, aspiranci salezjańscy, bardzo młodzi salezjanie. Ks. Rua czyni wysiłki, by we wszystkim “stać się Ks. Bosko”, także w swoim zewnętrznym zachowaniu. Oczywiście, wygląd fizyczny i temperament są odmienne. “Jego styl bycia, jego głos, jego rysy, jego uśmiech nie posiadały tego tajemniczego uroku Ks. Bosko, którym ten przyciągał i czarował chłopców. Ale był dla wszystkich troskliwym i serdecznym ojcem, zatroskanym o to, by zrozumieć, zachęcić, wesprzeć, przebaczyć, oświecić, kochać”, jak to już zaczął czynić w Mirabello.17 I chłopcy z Valdocco, nieomylni “różdżkarze”, jak zresztą wszyscy młodzi świata, kiedy trzeba zrozumieć, kto ich kocha, a kto natomiast “tylko udaje”, poprzez konkretne fakty dali poznać, że uznają go za ojcowskiego przyjaciela.

Obok konfesjonału Ks. Bosko, w zakrystii Sankturaium Maryi Wspomożycielki, znajdował się konfesjonał ks. Rua. I przez trzydzieści lat chłopcy poszukiwali go każdego ranka, oblegając jego konfesjonał, prawie jak ten Ks. Bosko. I kiedy ten cudownie wyzdrowiał z ciężkiej choroby i nieśmiało pojawiał się pod portykami, był otaczany przez tłumy rozentuzjazmowanych chłopców. W czasie rekreacji, jak to zwykł czynić w Mirabello, znów był wśród chłopców, jako najbardziej wesoły i najbardziej ruchliwy z salezjanów. Na początku nie omieszkał także brać udziału w hałaśliwej grze zwanej “barra rotta”, kucając wśród maluchów z zamiarem oddania trafnego rzutu kręglem z terakoty; albo też włączając się w chór chłopięcych głosów, śpiewał z całej duszy i z niezmierną rozkoszą.

Kierować podobną rzeszą chłopców, tworząc z nich wielką rodzinę, jak tego zawsze chciał Ks. Bosko, nie zawsze było rzeczą łatwą. Trzeba było zachęcić najlepszych, dodać im otuchy, by zakładali grupy apostolskie, takie jak Towarzystwo Niepokalanej, Najświętszego Sakramentu, św. Józefa, św. Alojzego, Ministrantów, ocenaić ich na bazie pewnej ogólnej, sekretnej punktacji, wychwytując najlepszych pod względem zachowania, godnych otrzymania małych nagród, dyskretnie podając ich za przykład do naśladowania. To są te élites, które pociagają masy! Ks. Rua i Salezjanie bardzo dobrze znali i wykorzystywali te narzędzia wychowawcze, które Ks. Bosko stosował, jak oni byli jeszcze chłopcami.

Trzeba było również mobilizować przeciętnych i trzymać w ryzach najgorszych, którzy zawsze znajdą się w masie. Aby to uczynić ks. Rua odbywał każdego tygodnia spotkania z asystentami i nauczycielami. W dzienniku są naniesione sprawy, które wymagały korekty, wzmianki o nieporządkach, którym trzeba było zapobiec i wskazówki do przekazania. Do większości z nich ks. Rua ustosunkowywał się w następnych dniach. Jeden z uczniów z tych czasów pisze: “Był kochany, ponieważ wszystkich dobrze traktował. Także jeśli musiał kogoś skorygować, upomnieć lub wymierzyć jakąś karę, umiał osłodzić gorycz i wyrazić najpierw pochwałę pod adresem ganionego, przypominając o jego poprzednich zasługach i nadziei odnośnie do niego rokowanej na przyszłość. I winny był poruszony i skruszony, i obiecywał poprawę jeszcze przed oficjalnym upomnieniem czy wymierzeniem kary, które zazwyczaj już nie były konieczne i zostały zaniechane, co sprawiało wielką radość temu, kto miał ich doznać, a który przez to jeszcze bardziej kochał i podziwiał dobroć swojego przełożonego”.18

Jakkolwiek, byłoby błędem uważać Oratorium za miejsce, w którym trzeba było uciekać się do kar, aby utrzymać chłopców w odpowiednim porządku. Wśród tych chłopców wzrastali wielcy salezjanie, którzy nieśli i mieli zanieść światło wiary do całej Ameryki Południowej, aż po Biegun Południowy. Drugie pokolenie salezjanów, które bardzo szybko rozprzestrzeniło się w dwunastu krajach Europy, Ameryki i Azji, wzrastało w tej masie chłopców, którzy wypełniali sale i grupy apostolskie, krzyczeli radośnie w czasie hałaśliwej gry “barra rotta” i w kościele modlili się jak aniołki, w czasie podwieczorku opróżniali koszyki z pachnącym chlebem, wypiekanym w piecach ulokowanych poniżej Sanktuarium, a wieczorem wesoło śpiewali pod gwieździstym niebem. To była plejada nazwisk bardzo wartościowych “młodzieniaszków”: Unia, Milanesio, Balzola, Gamba, Paseri, Rota, Galbusera, Rabagliati, Fassio, Caprioglio, Vacchina, Forghino … aż po “dzieciaki”: Versiglia i Variara, których dzisiaj czcimy jako świętych i błogosławionych. Byli wśród nich chłopcy, którzy niczego nie musieli zazdrościć św. Dominikowi Savio.

W 1876 r. – pisze ks. Vespignani w swojej książce “Rok w szkole Ks. Bosko” – z Brazylii przybył biskup Rio de Janeiro, Pietro Lacerda, aby odwiedzić Ks. Bosko. Przeczytał o Dominiku Savio i był pod wrażeniem tych nadzwyczajnych darów, jakimi Bóg go obdarzył. Przedstawił Ks. Bosko pewne zaskakujące żądanie: chciałby porozmawiać z tymi chłopcami, którzy byliby tacy porządni, jak Dominik, “ponieważ – stwierdził biskup – potrzebuję, aby rozwiali pewne moje obawy, które mam odnośnie do mojej odpowiedzialności przed Bogiem”. Ks. Bosko poprosił o wystąpienie pięciu chłopców o pogodnych obliczach, odnoszących się z szacunkiem do Biskupa, otwartych i szczerych”.19 Biskup Rio przedstawił im swoją sytuację: ogromne miasto, prawie milion dusz do zbawienia, niewielu kapłanów, wielu nieprzyjaciół Boga, zrzeszonych w sektach; podczas gdy przepowiadał, został obrzucony kamieniami... Czy on Biskup ponosił za to odpowiedzialność, winę?... Byli prawie że oszołomieni tym strasznym obrazem. “Ale wszyscy mnie rozgrzeszyli z wszelkiej winy – powiedział mi Biskup – i zdjęli ze mnie wszelki ciężar odpowiedzialności, obiecując mi modlitwę”.20 Byli to chłopcy, którzy żyli na Valdocco pod serdecznym wejrzeniem Ks. Bosko i ks. Rua. Jakkolwiek Ks. Bosko zrozumiał, że funkcja “korektora” mogła zaszkodzić osobie ks. Rua, w którym powinno jaśnieć tylko łagodne i serdeczne ojcostwo, aby mógł się stać  jak najszybciej “drugim Ojcem” Zgromadzenia. I ta funkcja została powierzona innym salezjanom.

 

 

 

 

“Reguły” zatwierdzone przez Rzym stają się drogą świętości

 

3 kwietnia 1874 r. na Valdocco wielkie święto: telegram, jaki Ks. Bosko przesłał z Rzymu, donosił, że Stolica Apostolska definitywnie zatwierdziła “Reguły” Pobożnego Towarzystwa św. Franciszka Salezego. Salezjanie zrodzili się oficjalnie w Kościele i stanęli u boku wielkich rodzin zakonnych, które powstały na przestrzeni wieków: Benedyktynów, Franciszkanów, Dominikanów i Jezuitów... Ta “wycierpiana” książeczka, licząca 47 stron, podzielonych na 15 rozdziałów, była drogą, jaką Pan, poprzez Papieża, wskazał Salezjanom jako “drogę świętości”. Wśród tych 15 rozdziałów wyróżniały się trzy główne, które określały linie konsekracji zakonnej poprzez śluby posłuszeństwa, ubóstwa i czystości. W liście, w którym przedstawiał Reguły swoim synom, Ks. Bosko pisał: “W zachowywaniu Reguł opieramy się na podstawach stałych, pewnych i możemy powiedzieć – nieomylnych, jako że nieomylny jest osąd Najwyższego Przywódcy Kościoła, który je zatwierdził”.

Od tego momentu – zeznają świadkowie – ks. Rua był najbardziej wierny w ich przestrzeganiu. Wszelki nakaz był przez niego przekładany na praktykę z nadzwyczajną dokładnością. Był nawet określany mianem “chodzącej Reguły”. Dla niego nie było nakazów bardziej czy mniej ważnych. Twierdził: “Żadna rzecz nie może być uważana za małą, jeśli jest zawarta w Regule”.

Ks. Giulio Barberis w czasie procesu beatyfikacyjnego ks. Rua zaświadczył: “Kiedy Reguły zostały zatwierdzone przez Stolicę Świętą, wyobrażał sobie, że to sam Pan je przekazał i byłoby rzeczą wielce naganną, gdyby przekroczył chociażby jedną z nich... Ani ja, ani moi towarzysze, z którymi rozmawiałem, nie możemy potwierdzić, że widzieliśmy go nieposłusznego odnośnie do jakiejś rzeczy... Zawsze godna podziwu była jego gotowość do posłuszeństwa, także w przypadku małych reguł, gdy na przykład chodziło o milczenie... Nie myślał o niczym innym, jak tylko o zniweczeniu w sobie własnej woli, aby we wszystkim pełnić wolę Pana”.21 “Mówił nam z naciskiem, że Pan nie żąda od nas nadzwyczajnych rzeczy, ale doskonałości w małych rzeczach, chce wykonania każdej reguły, nadając każdej regule najwyższe znaczenie; to jest środek, aby wznieść wielką budowlę świętości”.22

Ks. Giovanni B. Francesia, jego towarzysz od pierwszych dni pobytu w Oratorium i bardzo bliski przyjaciel, wyznaje: “Był niezwykle przykładny w zachowywaniu Reguł naszego Pobożnego Towarzystwa... Posłuszeństwo Regułom było ponad wszelkie inne rozumienie. Z miłości, którą żywił do Reguł, wypływały z jego serca bardzo czułe słowa: “Bóg dał nam kodeks, który jest dla nas przewodnikiem na drogach do Raju. Kochajmy bardzo ten kodeks, radźmy się go często i kiedy kończymy go czytać, ucałujmy go w geście miłości i wdzięczności wobec Boga’”.23

 

“Ks. Rua przyglądał się uważnie mnie, a ja uważnie przyglądałem się jemu”

 

Ks. Giuseppe Vespignani, który będzie wielkim salezjaninem i misjonarzem w Ameryce Południowej, przybył na Valdocco w 1876 r. Ten młody, 23-letni kapłan, przybył z Faenzy, aby zostać z Ks. Bosko. W swojej prostej książce “Rok w szkole Ks. Bosko” przedstawił nam żywy obraz działalności ks. Rua, którego był jednym z sekretarzy w pierwszych latach. Z wrażliwością, jaką ogólnie nie przejawia ten, kto przeżywa zwyczajnie każdy dzień, ujął atmosferę i środowisko Valdocco, ożywiane obecnością dwóch świętych: Ks. Bosko i ks. Rua.

“Już od pierwszego dnia – pisze – całym sercem poddałem się pod rozkazy mojego drogiego przełożonego, ks. Rua. Ileż rzeczy nauczyłem się w tej jego szkole: pobożności, miłosierdzia, działalności salezjańskiej! Jego katedra była katedrą nauki i świętości, ale była przede wszystkim szkołą formacji salezjańskiej. Z każdym dniem coraz bardziej podziwiałem u ks. Rua punktualność, niezmordowaną stałość, zakonną doskonałość, wyrzeczenie, złączone ze słodką łagodnością. Ileż miłości, ileż taktu, aby wprowadzić swojego podwładnego w sprawy biura, które chciał mu powierzyć! Jakże delikatne obserwowanie, jakaż przenikliwośc umysłu w poznaniu i doświadczeniu uzdolnień, aby potem je kształtować w taki sposób, by uczynić je użytecznymi dla Dzieła Ks. Bosko! …

Biuro ks. Rua było miejscem pobożności i modlitwy. Jak tylko się do niego wchodziło, swoją pracę zaczynał od pobożnego odmówienia “Ave Maria”, odczytując następnie krótką myśl św. Franciszka Salezego, i kończył w ten sam sposób, lekturą naszego Świętego i “Ave Maria”. Rano na biurku miał przygotowaną stertę listów, które opatrzył uwagami. Często były to dopiski samego Ks. Bosko, który zlecał ks. Rua szybkie załatwienie jakichś spraw, darmowe przyjęcie chłopców, napisanie podziękowania za nadesłane ofiary, rozpatrzenie podań aspirantów. Ja odpowiadałem, zgodnie ze wskazówkami poczynionymi na marginesie, czując się szczęśliwym, że mogę wyrazić myśli i uczucia Przełożonych, a także naśladować ich styl, zwięzły, prosty i treściwy, który, jak odkryłem, jest typowy dla salezjanów. W ten sposób ks. Rua przygladał się uważnie mnie, aby uczynić mnie przydatnym w wykonaniu obowiązków mojego powołania; ale ja również przyglądałem się uważnie jemu, a przez niego – Ks. Bosko, którego jawił się wiernym tłumaczem i żywym wizerunkiem w każdym calu swojego zachowania... Sama praca była przeplatana i zaprawiana uczuciami pobożności, jako że wszystkie te dopiski Ks. Bosko i ks. Rua, które miałem uwzględnić, odpowiadając na listy, zasadzały się na wierze i zaufaniu do Boga i Maryi Najświętszej: to były prawdziwe bodźce do modlitwy, do poddania się woli Bożej, do czerpania wszystkiego z rąk Boga, do zażywania Boskiej dobroci; dodawały pociechy, zachęty, obiecywały modlitwę, zapewniały o modlitwach chłopców i błogosławieństwie Ks. Bosko. Nierzadko zawierały opinie i sugestie odnośnie do powołania, informacje o warunkach przyjęcia do grona aspirantów czy dzieci Maryi... Było to więc dla mnie ćwiczenie się w prawdziwym apostolacie pobożności i miłości chrześcijańskiej, jak i udział w najwyższym zarządzaniu, albo inaczej – generalnej dyrekcji całego Dzieła Ks. Bosko.

Oprócz tego ten pokój był często odwiedzany przez Salezjanów i Dyrektorów, Współpracowników w różnych sytuacjach, jak również – przez chłopców. Jeżeli nie chodziło o jakieś poufne sprawy, również sekretarz mógł usłyszeć wypowiedzi odwiedzających, kompletując swoją wiedzę na temat wewnętrznego i zewnętrznego ruchu związanego z Oratorium, i ucząc się, w jaki sposób należy szukać chwały Bożej w każdej rzeczy i dla dobra dusz... Pokój-biuro ks. Rua był dla mnie wielkim punktem odniesienia, gdzie mogłem zaobserwować całe, charakterystyczne życie Towarzystwa Salezjańskiego; był jak mostek wielkiego okrętu, na którym znajduje się kapitan, który śledzi kierunek rejsu, aby uniknąć skał i pewnie wypatrywać lądu, i skąd, na mocy swojej władzy, wydaje rozkazy dla wszystkich swoich ludzi … Przy ks. Rua kształtowała się moja wielka i piękna idea o całym Zgromadzeniu i całym Dziele Ks. Bosko”.24

Z góry ks. Vespignani mógł obserwować podwórza przepełnione chłopcami, którzy, w towarzystwie swoich asystentów, oczekiwali na różnorodne gry i zabawy, i radosne rozmowy. I kontynuuje: “Zrozumiałem, że księża i klerycy w szkole kierowali się pewnym szczególnym systemem czy metodą, aby zachęcić swoich uczniów do wykonywania obowiązków. To samo dotyczyło warsztatów. Księdzu Rua bardzo leżała na sercu formacja kleryków, których nauka filozofii i teologii była przedmiotem jego szczególnej troski. ‘Oto jak pracują – pomyślałem – wszyscy ci salezjanie: księża, klerycy i koadiutorzy, połączeni zgodnie jednym zamiarem i jednym celem zbawienia dusz’”.25 Nauczył się także stylu, w jakim się żyło u Salezjanów. Kiedy ks. Rua wysłał go do prefekta, ks. Bologna, aby podał swoje dane, by można je było wprowadzić do ogólnego rejestru, ks. Bologna, dowiadując się o jego młodym wieku, spojrzał na niego i odezwał się z uśmiechem: “Jakże to, i ksiądz wykonuje takie poważne rzeczy? (wtedy w seminariach uczono, by księża zawsze zachowywali “powagę księżowską”). Te słowa kazały mi się zastanowić nad wyrazem twarzy, jaki powinienem przybrać; nad słowami i stylem bycia, aby było to postawa salezjanina i prawdziwego syna Ks. Bosko. Wokół mnie wszyscy się uśmiechali, łącznie z Ks. Bosko: wszyscy spoglądali na mnie i wychodzili mi na spotkanie jak przyjaciele i bracia, wydawali się być dobrymi znajomymi i starymi przyjaciółmi”.26

“Przeczytałem w Regułach, że od czasu do czasu wypada, aby Salezjanie porozmawiali ze swoim Przełożonym i Ojcem o sprawach duchowych”. Ale Ks. Bosko był bardzo zajęty i poprosił ks. Rua, który był Dyrektorem, aby z nim porozmawiał. Ten musiał udać się na Valsalice, aby spowiadać chłopców. Powiedział do niego: “Weź swoją czapkę i idziemy. W drodze porozmawiamy”. “Oto jak przebiegło pierwsze sprawozdanie”. Ks. Rua zapytał go, co w tych pierwszych dniach zrobiło na nim najlepsze wrażenie. “To, co wywołało mój największy podziw, to nie tylko ujrzenie świętości Ks. Bosko, ale również fakt znalezienia w każdym miejscu przełożonych, tak bardzo z nim zjednoczonych, więcej, i to trzeba stwierdzić, tak bardzo do niego podobnych w zachowaniu, w sposobie wykonywania pracy, traktowania innych, tak że właściwie we wszystkim i przez wszystko można rozpoznać ducha Założyciela i Ojca”. “Masz rację, mój drogi. Ta jedność myśli, uczucia i metody pochodzi z wychowania rodziny, które Ks. Bosko nam przekazał, zdobywając nasze serca i składając w nich cały swój ideał. A coś nieprzyjemnego?” “Dla mnie wszystko było budujące. Ministranci, orkiestra, a zwłaszcza Towarzystwa św. Alojzego, św. Józefa, Najświętszego Sakramentu... Ich członkowie mają zbawienny wpływ na swoich kolegów”.27

 

Ręka Ks. Bosko w ręku ks. Rua

 

Od 1875 r. do 1885 r. Ks. Bosko przeżywa swoje najbardziej wytężone dziesięciolecie, ale nieuchronnie spala się także jego życie. Obok niego, stając się coraz bardziej jego prawą ręką, pracuje intensywnie i w milczeniu ks. Rua, podejmując coraz bardziej odpowiedzialne obowiązki. Dzień po dniu staje się w oczach wszystkich “drugim Ks. Bosko”. W 1875 r. udaje się do Ameryki Południowej pierwsza salezjańska wyprawa misyjna. W następnych latach Ks. Bosko zakłada Współpracowników Salezjańskich i zapoczątkowuje “Biuletyn Salezjański”; na misje wyjeżdżają także pierwsze Córki Maryi Wspomożycielki, których ks. Rua był Dyrektorem generalnym; ks. Jan Cagliero zostaje pierwszym Biskupem salezjaninem, a ks. Rua został wybrany przez Papieża “Wikariuszem” Ks. Bosko, gotowym, by go zastąpić. I to on, w nocy z 30 na 31 stycznia 1888 r. bierze rękę umierającego Ks. Bosko i pomaga mu po raz ostatni udzielić błogosławieństwa Rodzinie salezjańskiej. Tę rękę, którą Ks. Bosko podał mu jako chłopcu, mówiąc: “Weź Michałku, weź “, teraz trzyma po raz ostatni Michałek, który stał się jego wikariuszem; ten przekazuje mu wszystko, wszystko to, co zrealizował na ziemi dla Królestwa Bożego.

 

 

3. Ks. Rua: wierność życiu konsekrowanemu “przez całe życie”

 

W liście, wysłanym 30 grudnia do wszystkich Salezjanów w celu przekazania najświeższych wiadomości na temat zdrowia Ks. Bosko, ks. Rua napisał: “Wczoraj wieczorem, kiedy mogłem z nim rozmawiać z mniejszą trudnością, podczas gdy biskup Cagliero, ks. Bonetti i ja otoczyliśmy jego łóżko, powiedział między innymi:  Polecam Salezjanom nabożeństwo do Maryi Wspomożycielki i częstą Komunię. Ja wtedy dodałem: To mogłoby posłużyć za wiązankę na nowy rok, do przesłania do wszystkich naszych Domów. A on odpowiedział: Niech to będzie na całe życie”.28 Każda sugestia Ks. Bosko była dla ks. Rua rozkazem. Te słowa, które miały znaczyć dalszy ciąg tego samego, spójnego życia, ks. Rua wyrył w sercu: były one drogami, poprzez które Ks. Bosko nakazał mu prowadzić Zgromadzenie “przez całe życie”. Ks. Rua, jak zawsze, był  wierny temu nakazowi: Jezus, Eucharystia, Maryja Wspomożycielka wraz trzema ślubami i całkowita wierność Ks. Bosko. I poza słowem, swoim heroicznym przykładem nieustannie świadczył, że taka jest salezjańska droga do świętości.

 

Owocna wierność Ks. Bosko

 

Nie tylko jeden Kardynał w Rzymie, po śmierci Ks. Bosko, która nastąpiła 31 stycznia 1888 r., był przekonany, że Zgromadzenie Salezjańskie bardzo szybko się rozpadnie; ks. Rua liczył dopiero 50 lat. Lepszą rzeczą byłoby wysłać do Turynu papieskiego Komisarza, który dołączyłby Salezjanów do jakiegoś innego Zgromadzenia, o wypróbowanej tradycji. “W wielkim pośpiechu – zaświadcza pod przysięgą ks. Barberis – biskup Cagliero zwołał Kapitułę (to znaczy Radę Wyższą Zgromadzenia), złożoną ze starszych salezjanów, i skierowano list do Ojca Świętego, w którym wszyscy Przełożeni i starsi oświadczają, że wszyscy zgodnie opowiadają się za ks. Rua, jako Przełożonym, i nie tylko mu się podporządkowują, ale go akceptują z wielką radością. Ja byłem wśród niżej podpisanych... Dnia 11 lutego Ojciec Święty zatwierdził ks. Rua na urzędzie Przełożonego na okres dwunastu lat, zgodnie z wymogiem Konstytucji ”.29

Papież Leon XIII znał osobiście ks. Rua i wiedział, że Salezjanie pod jego kierownictwem będą w stanie kontynuować swoje posłannictwo. I tak się stało. Salezjanie i dzieła salezjańskie się pomnożyły, jak chleby i ryby w rękach Jezusa. Ks. Bosko za swojego życia założył 64 dzieła, ks. Rua – 341. Salezjanów w chwili śmierci Ks. Bosko było 700; za ks. Rua, w czasie 22 lat jego zarządu, ich liczba sięgnęła 4.000. Misje, których tak bardzo pragnął i które zapoczątkował Ks. Bosko, za jego życia obejmowały Patagonię i Ziemię Ognistą; ks. Rua zwielokratnia działalność misyjną, Salezjanie docierają do puszcz Brazylii, Ekwadoru, Meksyku, Chin, Indii, Egiptu i Mozambiku.

Aby na tych odległych obszarach nie umniejszyła się wierność Ks. Bosko, ks. Rua nie boi się podróżować wzdłuż i wszerz, w niewygodnych pociągach tamtych czasów, zawsze w klasie dla plebsu. Całe jego życie było utkane podróżami. Zaświadcza ks. Barberis: “W tych różnych swoich pielgrzymkach bierze mnie za towarzysza. Ks. Rua docierał do swoich Salezjanów, gdziekolwiek ci się znajdowali, mówił im o Ks. Bosko, rozpalał w nich jego ducha, dowiadywał się po ojcowsku, ale dokładnie, o życiu współpraci i funkcjonowaniu Dzieł, i na piśmie pozostawiał dyrektywy oraz napomnienia, pragnąc, aby kwitnęła wierność Ks. Bosko”. “Nie tylko zabiegał o dobro Zgromadzenia od wewnątrz – kontynuuje swoje zeznanie ks. Barberis – ale jego główna myśl to coraz lepsza konsolidacja Zgromadzenia od zewnątrz. W tym celu w 1893 r. zabiera ze sobą mnie i dwóch innych przełożonych i kieruje się do Rivalta Torinese, aby wspólnie omówić środki, pozwalające na lepszy rozwój Zgromadzenia, wprowadzić poprawki do regulaminów, dołączając inne artykuły, które są uważane za konieczne”.30

 

Jezus: pokarm Eucharystii i miłosierna miłość w Jego Sercu

 

W liście-testamencie, skierowanym do wszystkich Salezjanów przed śmiercią, ks. Bosko pisze: “Wasz pierwszy Przełożony umarł, ale nasz prawdziwy Przełożony, Jezus Chrystus, nigdy nie umiera. On zawsze będzie naszym Mistrzem, naszym przewodnikiem, naszym wzorem; lecz pamiętajcie, że w swoim czasie także będzie naszym sędzią i nagrodzi naszą wierność w jego służbie”.31

O tym, już od dzieciństwa, był przekonany Michał Rua. W liście okólnym, który skierował 21 listopada 1900 r., przywołuje i komentuje te słowa, pisząc do wszystkich Salezjanów: “Cóż jest bardziej wzniosłego na świecie od naszego wychwalania oraz poznania i wychwalania przez innych bezmiernej miłości Jezusa w darze odkupienia; cóż bardziej wzniosłego od naszego wychwalania oraz poznania i wychwalania przez innych miłości Jezusa w jego narodzinach, w jego życiu, w jego nauce, w jego przykładzie, w jego cierpieniu..., w ustanowieniu Najświętszej Eucharystii, w znoszeniu jego najboleśniejszego męczeństwa, w pozostawieniu nam Maryi jako matki, w śmierci za nas... i, powiedziałbym, jeszcze dobitniej – w woli pozostania z nami aż do końca czasów w najczcigodniejszym Sakramencie Ołtarza”.32

Na temat jego miłości do Jezusa i Eucharystii świadkowie, zeznający w czasie procesu beatyfikacyjnego, wypowiadają się jednoznacznie. Ks. Giovani B. Francesia i ks. Barberis utrzymują, że gdy przybył do jakiegoś domu salezjańskiego, jego pierwszym żądaniem było: “Zaprowadźcie mnie do Gospodarza domu”. I przez to miejsce rozumiał kościół, w którym długo klęczał przed tabernakulum. Ks. Francesia dodaje, że często spędzał “większą część nocy”, aby dotrzymać towarzystwa – jak zwykł mawiać – Osamotnionemu w Tabernakulum. I dalej zaświadcza: “Chciał, aby Najświętszy Sakrament stanowił centrum wszystkich naszych serc. Powtarzał: Stwórzmy tabernakulum w naszym sercu i bądźmy zawsze zjednoczeni z Najświętszym Sakramentem”.33

Święto Najświętszego Serca Pana Jezusa, ustanowione w 1856 r., krzewiło coraz bardziej w świecie chrześcijańskim kult tego symbolu miłosiernej miłości Jezusa. Papież Leon XIII dodaje szczególnego bodźca temu kultowi i zwłaszcza w dniach, które znaczyły przełom XIX i XX wieku, wzywa wszystkich chrześcijan do poświęcenia się Sercu Jezusowemu, i sam układa formułę konsekracji. Ks. Rua chce, aby w noc z 31 grudnia 1899 r. na 1 stycznia 1900 r. Salezjanie, Córki Maryi Wspomożycielki, Współpracownicy i młodzież odmówili ten akt oddania. Wraz z Przełożonymi wyższymi, Salezjanami i młodzieżą spędził tę noc na modlitwie w Sanktuarium Maryi Wspomożycielki, a jego głos, złączony z głosem wszystkich obecnych, wypowiedział powoli i uroczyście ten akt Poświęcenia.

 

“Wszystko, co mamy, zawdzięczamy Maryi Wspomożycielce

 

Michsł Rua zostaje pierwszym Salezjaninem w dniu Zwiastowania. Przypomina o tym on sam w zeznaniu do Procesu beatyfikacyjnego Ks. Bosko: “W 1855 r., w dzień Zwiastowania Najśw. Maryi Panny, ja, jako pierwszy, po drugim roku filozofii, złożyłem śluby na rok”. Żyjąc przez 36 lat u boku Ks. Bosko, przyswoił jego ducha, którego zasadniczym elementem było nabożeństwo do Maryi Wspomożycielki. Świadek, Lorenzo Saluzzo, stwierdza: “Przypominam sobie zwłaszcza te słowa, które usłyszałem od Sługi Bożego: “Nie można być dobrym Salezjaninem, jeśli nie jest się czcicielem Maryi Wspomożycielki”.34

Ks. Bosko wybudował Sanktuarium Maryi Wspomożycielki, ks. Rua kazał je odnowić, upiększyć, ozdobić. Zgodę na uroczystą “koronację” obrazu Maryi Wspomożycielki, jaka miała miejsce w Sanktuarium na Valdocco w 1903 r., otrzymał od Papieża, a samej koronacji dokonał Kardynał Richelmy, Legat papieski. Dnia 17 lutego ks. Rua oznajmił Salezjanom o tym wielkim wydarzeniu, mówiąc: “Starajmy się być bardziej godni naszej niebieskiej Matki i Królowej, i wypraszajmy u Niej, z coraz większą gorliwością, łaski i Jej matczyną opiekę. Ona cudownie inspirowała  i prowadziła naszego Ks. Bosko we wszystkich jego wielkich przedsięwzięciach. Ona nie przestaje roztaczać tej matczynej pieczy nad wszystkimi naszymi dziełami, dlatego też możemy powiedzieć za Ks. Bosko, że wszystko, co mamy, zawdzięczamy Najświętszej Maryi Wspomożycielce”.35 Na dzień koronacji, 17 maja, przybyły wielkie tłumy ludzi. Zaświadcza  Melchiorre Marocco: “Ks. Ubaldi i ja towarzyszyliśmy Legatowi Papieskiemu, tak więc mogliśmy się przyjrzeć pawdziwie ekstatecznej postawie ks. Rua, który w momencie nałożenia przez Jego Eminencję świetych koron na głowę Dzieciątka i Madonny, wybuchnął niepohamowanym płaczem; była to rzecz, która nas bardzo zaskoczyła, jako że znaliśmy jego całkowite panowanie nad sobą, którym się odznaczał”.36

Dnia 19 czerwca, relacjonując te wydarzenia wszystkim Salezjanom na świecie, ks. Rua napisał: “Miło mi pomyśleć, że koronacja cudownego Wizerunku Maryi Wspomożycielki przyniesie Salezjanom, rozsianym po całym świecie, jak najobfitsze owoce. Ona wzmocni naszą miłość, naszą pobożność i naszą wdzięczność wobec naszej niebieskiej Patronki, której jesteśmy dłużnikami za całe to dobro, jakiego mogliśmy dokonać... W czasie naszych pamiętnych uroczystości imię Maryi Wspomożycielki będzie zawsze złączone z imieniem Ks. Bosko, który za cenę niewymownych ofiar wzniósł to Sanktuarium; który słowem i piórem był apostołem Jej kultu, a w Jej wszechpotężnym wstawiennictwie złożył wszelką ufność. Jakże pięknym spektaklem jest widok tak licznych pielgrzymów, którzy po modlitwie w kościele, udają się zwiedzić z głęboką czcią pokoje Ks. Bosko! Nie wątpię co do tego, że ze wzrostem wśród Salezjanów kultu Maryi Wspomożycielki, wzrośnie także szacunek i miłość do Ks. Bosko, nie mniej jak zaangażowanie, pozwalające zachować jego ducha i naśladować jego cnoty”.37

My, Salezjanie, zawdzięczamy księdzu Rua codzienne odmawianie modlitwy oddania Maryi Wspomożycielce po rozmyślaniu, a także procesję z figurą Maryi Wspomożycielki ulicami Turynu, która odbyła się po raz pierwszy w 1901 r., a która bardzo szybko stała się piękną i czcigodną tradycją dla miasta i całego Piemontu.

W notatkach do jego kazań, skierowanych do ludu, czytamy: “We wszystkich potrzebach uciekajmy się do Najświętszej Maryi, jako naszej obrończyni; jeszcze się taki nie znalazł, który by na próżno się do Niej uciekał. Tak więc szczęśliwi jesteśmy, że jesteśmy dziećmi takiej Matki... Czcicjmy Ją, kochajmy Ją i sprawmy, by była kochana przez wszystkich; czyńmy wysiłki, aby była znana jako wsparcie chrześcijan, uciekajmy się do Niej, jako skutecznej ochrony przed chorobami, w przeciwnościach  losu, w rodzinach, które żyją w niezgodzie, aby zapobiec pewnym groźnym skandalom, w  państwach, w miastach. Ale jeżeli chcemy złożyć hołd naprawdę Jej miły, zatroszczmy się w sposób szczególny o młodzież... Przede wszystkim zaś otoczmy troską młodzież ubogą”.38

Córki Maryi Wspomożycielki, nazywane “siostrami Ks. Bosko”, zostały założone przez tego Świętego w 1872 r. i były przez niego nazywane “żywym pomnikiem jego wdzięczności względem świętej Dziewicy”.39 Ich liczba rosła bardzo szybko i świadczyły niewymierne dobro dla młodzieży biednej i z marginesu. Ks. Rua, wielki czciciel Maryi Wspomożycielki, łączył ściśle Jej imię z imieniem Jej “Córek”. W chwili śmierci Ks. Bosko Przełożona Generalna, Matka Daghero, napisała do ks. Rua, powierzając mu z pełnym zaufaniem Instytut CMW. On, który widział, jak ten Instytut się rodzi i śledził jego stopniowy rozwój, bierze go pod swoją opiekę, jako święte dziedzictwo pozostawione mu przez Ks. Bosko i poprzez niezmordowaną pracę napełnia go obficie bogactwem swojej myśli i swojego serca.

Jego osobę spotyka się na każdej stronicy historii CMW, przez okres przeszło dwudziestu lat. Jest to czas znaczony szczególną ekspansją dzieła i jego rozwojem. Zostają otwarte domy w wielu krajach Europy, w Palestynie, w Afryce i w różnych republikach Ameryki. Powstają nowe dzieła, podyktowane wymogami czasów, zwłaszcza w zakresie opieki nad młodymi robotnicami; zostają otwarte nowe placówki misyjne; polepsza się organizacja szkół.

W czasie swoich podróży ks. Rua odwiedza także domy CMW: wszędzie pozostawia swoje słowo o Świętym, oświeca, wspiera, prowadzi. Wszędzie interesuje się każdą rzeczą, nigdy się nie nuży, ani się nie spieszy. Udziela wskazówek i rad zawsze i wyłącznie ukierunkowanych na szukanie dobra. Jego listy, kreślone pismem wyraźnym i drobnym, nawet na skrawkach papieru, odzwierciedlają prostotę i charakter wnętrza.

Posłuszeństwo

 

Poświęcenie się Bogu każdego zakonnika wyraża się w ofierze złożonej z siebie przez zachowanie rad ewangelicznych: posłuszeństwa, ubóstwa i czystości. Pierwszą z tych rad w tradycji salezjańskiej jest posłuszeństwo.

Z końcem 1909 r. ks. Rua liczył już 72 lata, a jego zdrowie było poważnie osłabione. 1 stycznia tego roku skierował swój przedostatni list do wszystkich Salezjanów. Pisze w nim: “Konstytucje, które wyszły z ojcowskiego serca Ks. Bosko, zatwierdzone przez Kościół, nieomylny w swoim nauczaniu, niech będą waszym przewodnikiem, waszą obroną w każdym niebezpieczeństwie, w każdej wątpliwości i trudności. Za św. Franciszkiem z Asyżu mówię wam: Szczęśliwy jest ten zakonnik, który zachowuje swoje święte Reguły. One są księgą życia, nadzieją, istotą Ewangelii, życiem doskonałości, kluczem do Raju, paktem naszego przymierza z Bogiem”.40

Przez całe życie ks. Rua przejawiał całkowite posłuszeństwo i to do tego stopnia “absolutne”, że Ks. Bosko czasem z niego żartował. W zeznaniu do procesu beatyfikacyjnego Przełożony Generalny ks. Filip Rinaldi zaświadczył: “Ks. Bosko zwykł mawiać: ‘Księdzu Rua nie można wydawać poleceń, także na żarty’, tak wielka była jego gotowość do wykonania jakiejkolwiek rzeczy, jaką nakazał Przełożony... Dla ks. Rua posłuszeństwo było bardzo łatwe, ponieważ był dogłębnie pokorny. Pokorny w zachowaniu, pokorny w słowach, pokorny wobec wielkich i małych”.41 A jednak również pokorne posłuszeństwo ks. Rua było poddane ciężkim próbom. Od Stolicy Apostolskiej otrzymał dwa nakazy, które do żywego dotknęły jego wrażliwość.

Do 1901 r. “przełożeni i dyrektorzy salezjańscy, wierni przykładowi Ks. Bosko, widzieli dużo korzyści w tym, że mogą oni sami spowiadać zarówno zakonników, jak i uczniów z domu. Ks. Rua spowiadał w Oratorium i w innych miejscach, będąc dogłębnie przekonany, że ta tradycja jest jedną z podstaw metody salezjańskiej. Dlatego też był boleśnie zaskoczony, kiedy na mocy dekretu z 5 lipca 1899 r. zostało zabronione dyrektorom domów w Rzymie spowiadanie uczniów. Według Świętego Oficjum ta norma miała na względzie ochronę wolności penitentów i zapobiegnięcie ewentualnym podejrzeniom odnośnie do sposobu rządów przełożonego. Ks. Rua, obawiając się, zresztą słusznie, że dojdzie do rozporządzeń jeszcze bardziej szczegółowych, stara się to wprowadzenie dekretu przesunąć w czasie. Ale drugi dekret, z 24 kwietnia 1901 r., wyraźnie zabraniał wszystkim przełożonym salezjańskim spowiadać jakiejkolwiek osoby od nich zależnej. Tak więc, wybierając pomiędzy jednym a drugim posłuszeństwem, postanowił poczynić pewien krok, co zakończyło się wezwaniem go do Rzymu i osobistym upomnieniem ze strony Świętego Oficjum; nakazano mu też natychmiast opuścić Rzym. Podporządkował się temu niezwłocznie, ale z wielkim bólem w sercu”.42

Ks. Barberis, który przeżywał u boku ks. Rua te bolesne i napięte dni, zaświadcza: “Być może jestem jedynym, który zna te rzeczy ze wszystkimi detalami... Ks. Bosko wprowadził w naszych Domach praktykę, na podstawie której także Dyrektor może być Spowiednikiem: nie nałożył tego jako obowiązek; nie jest to odnotowane w żadnym artykule Konstytucji czy Regulaminów, ale to wprowadził on sam i nie widział w tym czegoś nieodpowiedniego... Jako że było tu do czynienia ze zwyczajem wprowadzonym przez Ks. Bosko, ten był zachowywany przez około 70 lat, a skoro w Dekrecie stało ‘Przełożeni zadbają do roku...’, ks. Rua uważał się za upoważnionego przesunąć to trochę w czasie..., aby mieć czas wysłuchać rady... takich ważnych osób, jak Kard. Svampa, Arcybiskup Bolonii... Ale jak tylko uświadomił sobie w całej rozciągłości prawomocność Dekretu, natychmiast zdecydował się poinformować o tym całe Zgromadzenie, co miało miejsce 6 lipca 1901 roku”.43

W 1906 r. kolejna decycja Stolicy Świętej poddaje jego posłuszeństwo nowej, surowej próbie, powtórnie uderzając w dziedzictwo przekazane przez Ks. Bosko. Już od chwili swego powstania Instytut Córek Maryi Wspomożycielki był złączony z Salezjanami. Z połączeniem obu Zgromadzeń łączyło się wspólne zarządzanie. “Instytut CMW – mówiły Reguły – znajduje się pod wysoką i bezpośrednią zależnością od przełożonego generalnego Towarzystwa św. Franciszka Salezego... A konkretnie, ten przełożony przekazywał swoją władzę jakiemuś salezjaninowi kapłanowi, który nosił tytuł Dyrektora generalnego CMW. Na poziomie lokalnym, ten był reprezentowany przez Inspektorów. Natomiast wewnętrzna władza Instytutu spoczywała w ręku Przełożonej generalnej i jej Kapituły. Ks. Bosko przestrzegał takiego systemu zarządzania”.44

Aby zaprowadzić porządek w rodzinach zakonnych, które się zrodziły w ostatnich dziesięcioleciach, Stolica Apostolska wydała Dekret, który nakazywał: Zgromadzenie żeńskie o ślubach prostych nie może w żaden sposób zależeć od Zgromadzenia męskiego o tym samych ślubach (o tym samym charakterze). V Kapituła Generalna CMW, zwołana w 1905 r., wyraziła swoje obawy i zaniepokojenie wobec tego rodzaju decyzji. Chociaż zapowiedziała należne posłuszeństwo wobec tego, co zostało ogłoszone przez Kościół, jednym głosem oświadczyła, że wolą sióstr było nadal zależeć od Następcy Ks. Bosko: w wyniku tego podporządkowania Instytut osiągnął szybki i nieoczekiwany rozwój; siostry zwracały się do Salezjanów za każdym razem, kiedy pojawiały się trudności w relacjach z władzami cywilnymi lub kościelnymi, i w tym upatrywały bezpieczeństwo co do przyszłości, a czyniły to w duchu wspólnego Założyciela. Ale Rzym odpowiedział stanowczo, przywołując je do posłuszeństwa. Kiedy Kapituła generalna została o tym poinformowana, pisze ks. Ceria, było to jak grom z jasnego nieba. Papież Pius X, przyjmując Matkę Generalną i Radczynie, z wielkim zrozumieniem i niemalże przygnębieniem, powiedział: “Bądźcie spokojne: chodzi tutaj tylko o oddzielenie materialne i nic więcej”.

W 1906 r. Stolica Apostolska przekazała ks. Rua zmieniony tekst Konstytucji CMW. W 1907 r. tekst został wręczony nadzwyczajnej Kapitule CMW. “Główne rozporządzenie mówiło o całkowitej niezależności obu Zgromadzeń, zarówno na poziomie administracji, jak i księgowości. Salezjanie mieli się zajmować CMW – wyłącznie na polu zakonnym – tylko wtedy, gdy o to zostaną poproszeni przez Biskupów”.45

Błogosławiony Filip Rinaldi, Przełożony Generalny Salezjanów, wyznał pod przysięgą odnośnie do sprawy ks. Rua: “Pamiętam jego bezwzględne podporządkowanie się Dekretowi, nakazującemu oddzielenie Sióstr Maryi Wspomożycielki od Instytutu Salezjańskiego. Po tym Dekrecie był tak zachowawczy, że już nigdy więcej nie ingerował w ich sprawy, chyba że został o to poproszony przez Przełożone lub poproszony o konsultację w jakichś ważnych sprawach. Tę postawę zachowywał aż do czasu, kiedy Pius X oświadczył, że Siostry potrzebują jeszcze i zawsze będą potrzebować kierownictwa Salezjanów, zwłaszcza w zarządzaniu sprawami materialnymi, ukierunkowaniu szkolnictwa i zachowaniu ducha Ks. Bosko. Wtedy na nowo nabrał ducha i napowrót był nie tylko ojcem, ale i dyrektorem”.46

 

Ubóstwo

 

Ks. Francesia opowiada, że pewnego dnia kleryk Rua, kiedy znalazł kawałek czerwonego dywanu, chciał umieścić go na swoim biurku. Ks. Bosko to zauważył i powiedział do niego, śmiejąc się: “Ach, ks. Rua! Podoba ci się elegancja, co?”. Rua, zmieszany, odpowiedział, że chodziło przecież tylko o jakiś skrawek, ale Ks. Bosko zauważył: “Luksus i elegancja bardzo łatwo się przeplatają, jeżeli nie jesteśmy wystarczająco uważni”. Ks. Rua nigdy nie zapomniał tych słów i były dla niego skarbem przez całe życie.47

O ubóstwie świadczył ubiór ks. Rua. Ubierał się ubogo, nigdy nie poszukiwał wygód, oszczędzał we wszystkich małych rzeczach. I czuwał, aby wszyscy Salezjanie kochali i praktykowali ubóstwo w duchu wiary, jak tego chciał Ks. Bosko. Jego ubranie było pełne łat. Para butów wystarczała mu na wiele lat; dużo chodził pieszo, aby nie brać tramwaju i w zamian za bilet ofiarować dziesięc centów jako jałmużnę. W domu, aż do śmierci, wdziewał stary płaszcz, jeszcze używany przez Ks. Bosko, nosząc go z wielką czcią.

Pewna Córka Maryi Wspomożycielki, która przez wiele lat reperowała ubrania Salezjanów w Oratorium, oświadczyła, że bardzo rzadko była jej przekazywana jakaś rzecz ks. Rua, a kiedy dawano jej jego czarną sutannę do zreperowania, proszono ją, aby jak najszybciej ją zwróciła, ponieważ ks. Rua pracuje w swoim pokoju odziany w płaszcz, jako że nie chciał nigdy drugiej sutanny na zmianę”.

W czasie podróży do Konstantynopolu w 1908 r., po wielu wizytach w mieście, wrócił ze spuchniętymi i przemoczonymi nogami. Poprosił dyrektora Salezjanów, by łaskawie użyczył mu pary wełnianych skarpet na zmianę. Jednak w całym domu nie można było znaleźć pary wełnianych skarpet. Tak więc ks. Rua roześmiał się i powiedział: “Jestem zadowolony. To jest prawdziwe ubóstwo salezjańskie”.48

     W ciągu 23 lat, w czasie których był Przełożonym Generalnym, ks. Rua napisał do Salezjanów 56 listów okólnych. W nich zawarł całą miłość do Ks. Bosko i jego ducha salezjańskiego. Jeden z tych listów jest uważany za “arcydzieło”, jest to list okólny zatytułowany “Ubóstwo”. Obejmuje dwadzieścia stron i zawiera taki oto nagłówek: “Turyn, 31 stycznia 1907, w rocznicę śmierci Ks. Bosko”. Przytoczę tutaj niektóre fragmenty tego, bardzo aktualnego listu49, aby ożywić w nas na nowo prawdziwego ducha ubóstwa salezjańskiego.

“To naturalne uważać ubóstwo za nieszczęście”

Ubóstwo samo w sobie nie jest cnotą; jest uzasadnioną konsekwencją grzechu pierworodnego, dopuszczoną przez Boga dla dkupienia naszych grzechów i uświęcenia naszych dusz. Jest więc rzeczą naturalną, że człowiek się nim brzydzi, uważa je za nieszczęście i robi wszystko, by go uniknąć. Ubóstwo staje się cnotą tylko wtedy, kiedy jest dobrowolnie przyjęte z miłości do Boga, jak to czynią ci, którzy decydują się na życie zakonne. Jakkolwiek, także wtedy ubóstwo nie przestaje mieć gorzkiego smaku; także dla zakonników praktykowanie ubóstwa nakłada wielkie ofiary, jak tego my sami doświadczyliśmy tysiące razy.

Tak więc nie może dziwić, że ubóstwo pozostanie na zawsze bardzo delikatnym punktem życia zakonnego, jeżeli jest punktem porównania, pozwalającym odróżnić wspólnotę kwitnącą od uśpionej, zakonnika gorliwego od leniwego. Pozostanie, niestety, skałą, o którą będzie się rozbijać wiele wspaniałomyślnych postanowień, wiele powołań, cudownych w swych narodzinach i w swoim rozwoju. Stąd rodzi się konieczność ze strony Przełożonych, by często o nim mówili, a ze strony wszystkich członków rodziny salezjańskiej, by zachowywali żywą do niego miłość i w pełni go  praktykowali.

 

“Pierwsza rada ewangeliczna”

Ubóstwo jest pierwszą Radę ewangeliczną. Już od początku swojej publicznej działalności Jezus rzuca straszne groźby pod adresem bogatych, którzy na ziemi szukają pociechy. Z drugiej strony, cierpienia ubogich pobudzają jego łagodne serce do miłosierdzia, pociesza ich i nazywa błogosławionymi, zapewniając ich, że do nich należy Królestwo niebieskie. A temu, kto go pyta, co ma robić, aby być doskonałym, odpowiada: “Idź, sprzedaj wszystko, co posiadasz, i pójdź za Mną”. Swoim Apostołom, którzy chcą iść za Nim, stawia jako pierwszy warunek to, by pozostawili sieci, cło i wszystko, co posiadają. I to dobrowolne wyzucie się ze wszystkich dóbr ziemi praktykowali wszyscy uczniowie Jezusa Chrystusa, wszyscy święci, którzy przez tak wiele wieków odzwierciedlali Kościół.

 

“Ubóstwo Ks. Bosko”

Nasz ubogi Ojciec żył ubogo aż do kresu swojego życia. Chociaż miał w ręku ogromne pieniądze, nigdy nie można było w znim znaleźć chociażby najmniejszej chęci zaspokojenia doczesnego zadowolenia. Zwykł mawiać: “Aby praktykować ubóstwo, trzeba je nosić w sercu”. I Bóg wynagrodził sowicie jego zaufanie i jego ubóstwo, ponieważ był w stanie podjąć się dzieł, których nawet sami książęta baliby się podjąć. Mówiąc o ślubie ubóstwa, Ks. Bosko pisał: “Pamiętajmy, że od jego przestrzegania zależy w najwyższym stopniu dobrobyt naszego Pobożnego Towarzystwa i korzyść naszej duszy”.

 

“Nie tylko ubodzy są ewangelizowani, ale to ubodzy ewangelizują”

Historia Kościoła uczy nas, że byli tacy, którzy w największym stopniu byli oderwani od świata, którzy odznaczali się swoją wiarą, nadzieją i miłością, których życie było utkane dobrymi dziełami i wieloma cudami na chwałę Bożą i dla zbawienia bliźniego.

Niepotrzebnie się trudzimy, jeżeli świat nie widzi i nie jest przekonany, że nie poszukujemy bogactw i wygód. Mocno tkwi w naszym umyśle to, co napisał św. Franciszek Salezy: że nie tylko ubodzy są ewangelizowani, ale to ubodzy są tymi, którzy ewangelizują.

Oczywiście, także wśród nas są salezjanie nie pragnący wygodnego życia, którzy podejmują się naprawdę owocnych dzieł; którzy udali się do dzikusów Mato Grosso i Ziemi Ognistej, lub oddali się posłudze na rzecz trędowatych. To pozostanie na zawsze zasługą tych, którzy wspaniałomyślnie zachowywali ubóstwo.

 

“Dzieła Ks. Bosko są owocem miłosierdzia”

Trzeba następnie zdawać sobie sprawę z tego, że dzieła Ks. Bosko są owocem miłosierdzia. Musimy wiedzieć, że wielu spośród dobroczyńców, tak samo biednych i skromnie sytuowanych, podejmowało wielkie wyrzeczenia, aby nam pomóc. Jakie by było nasze serce, gdybyśmy mieli przeznaczyć te pieniądze na zaspokojenie naszych wygód, nieodpowiednich dla naszego stanu? Trwonienie owocu tak wielu wyrzeczeń, także wydając pieniądze nirozważnie, to wielka niewdzięczność wobec Boga i naszych dobrodziejów.

Niech mi będzie wolno wyznać wam coś w zaufaniu. Być może wielu z was, widząc nasze dzieła w coraz większej ekspansji,  myśli, że Pobożne Towarzystwo dysponuje ogromną ilością środków, tak więc wydają się niepotrzebne te moje, powtarzające się i wypowiadane z naciskiem nawoływania do oszczędności i zachowania ubóstwa. Jakże ci, co tak myślą, są dalecy od prawdy! Można by im pokazać, ilu jest chłopców, których trzeba wykarmić, ubrać, zaopatrzyć w książki itd.; wszyscy oni są całkowicie, albo w dużej mierze, na utrzymaniu Zgromadzenia. Kto otwartym umysłem śledzi nasz rozwój, może zdać sobie sprawę z ilości tych domów i kościołów, które są w budowie, szkód poniesionych, które trzeba naprawić, kosztów związanych z wyjazdem misjonarzy, które trzeba pokryć, pomocy, którą się kieruje na Misje, ogromnych wydatków, przeznaczonych na szkolenie personelu. 

Każdy, kto nie żyje ślubem ubóstwa, kto w ubiorze, w mieszkaniu, w podróżach, w wygodach życia przekracza granice, które wyznacza nas stan, powinin mieć wyrzuty sumienia z powodu okradania Zgromadzenia z tych pieniędzy, które zostały przeznaczone na chleb dla sierot, wsparcie jakiegoś powołania, szerzenie królestwa Jezusa Chrystusa. Niech pomyśli, że będzie musiał zdać z tego sprawę przez trybunałem Boga.

 

“Heroiczne czasy Zgromadzenia”

Dobry salezjanin osiągnie ducha ubóstwa, to znaczy stanie się prawdziwie ubogi w myślach i pragnieniach, takim będzie się jawić także w swoich słowach, będzie się zachowywać jak przystało na ubogiego. Przyjmie chętnie te braki i te niewygody, które są nieuniknione we wspólnym życiu, i wspaniałomyślnie, z własnej woli, będzie wybierać rzeczy mniej piękne i mniej wygodne.

Kończę, przywołując na pamięć te czasy, które my nazywamy “czasami heroicznymi” naszego Pobożnego Towarzystwa. Minęło już wiele lat od czasu, w którym konieczna była nadzwyczajna cnota, aby pozostać wiernymi Ks. Bosko i przeciwstawić się naciskom, wzywającym do pozostawienia go, a to ze względu na krańcowe ubóstwo, w którym wówczas się żyło. Ale oparciem była wielka miłość, jaką żywiliśmy do Ks. Bosko, dodawały nam sił i odwagi jego wezwania do pozostania wiernym naszemu powołaniu, pomimo wielkich niedostatków, ogromnych wyrzeczeń. Dlatego też jestem pewien, że im bardziej będzie ożywiona nasza miłość do Ks. Bosko, im większe będzie pragnienie pozostania jego godnymi synammi, i im lepsza będzie nasza odpowiedź na łaskę powołania zakonnego – duch ubóstwa będzie praktykowany w całej swojej nieskazitelności.

 

Czystość

 

Giovanni B. Francesia, mały robotnik, przybył do Oratorium w wieku 12 lat. Tam spotkał studenta Michała Rua liczącego 13 lat. Był rok 1850. Od tego czasu stali się towarzyszami i nierozłącznymi przyjaciółmi przez okres sześćdziesięciu lat, do 6 kwietnia 1910 r. Rankiem tego dnia Giovanni B. Francesia siedział obok Michała Rua, który był umierający, i zasugerował mu odmówienie pierwszego wezwania, które wspólnie, jeszcze jako chłopcy, nauczyli się od Ks. Bosko: “Droga Matko, Dziewico Maryjo, spraw, bym zbawił moją duszę”. A Michał powiedział do niego: “Tak, zbawienie duszy jest wszystkim!”.

Kiedy w 1922, w wieku 82 lat, ks. Giovanni B. Francesia został poproszony, aby zeznał pod przysięgą, co myśli o świętości ks. Rua, na dźwięk słowa “czystość” wzruszył się i półgłosem wypowiedział świadectwo, które jeszcze dzisiaj, gdy się je czyta, porusza i wprawia w zachwyt. “Splendor tej anielskiej cnoty przebijał z całej osoby ks. Michała Rua. Wystarczyło spojrzeć na niego, aby zrozumieć czystość jego duszy. Wydawało się, że jego oczy, bardziej niż na rzeczach tego świata są stale wpatrzone w rzeczy niebieskie. Ks. Rua był prawdziwym odbiciem św. Alojzego i mogę zaświadczyć, że przez ten cały czas, kiedy byłem blisko niego, nigdy nie znalazłem słowa, gestu, spojrzenia, które by nie było znaczone tą cnotą. Jego sposób działania i zachowania, w jakimkolwiek czasie i miejscu, charakteryzowały się wyborną delikatnością i skromnością. Dlatego też zawsze budował swoją postawą, czy to publicznie, czy prywatnie, na podwórzu i na ulicy, w kościele i w pokoju.  W czasie długich rozmów, kimkolwiek by nie była osoba, z którą rozmawiał, zajmował postawę tak skupioną, a w tym samym czasie – tak ojcowską, że wszystkich budował i porywał serca... Był tak pełen delikatności i szacunku wobec tej anielskiej cnoty, że gdy chodzi o wpojenie jej komuś, jego słowo było szczególnie skuteczne. Serdeczne i pełne mądrości są rady, jakich zwykł udzielać Salezjanom,  by odpowiednio zachowywali się wśród chłopców. ‘Bardzo kochajcie młodzieniaszków, którzy zostali powierzeni waszej opiece, ale nie przywiązujcie do nich waszego serca’... Innymi razy mawiał... że trzeba się troszczyć o wszystkie dusze, ale nie można pozwolić, by któraś z nich skradła nam serce... Kiedy głosił kazania, z jego serca wypływały najsłodsze słowa, a piękne i drogie sercu obrazy zdobywały młodzieniaszków dla tej cnoty, która wydawała się być prawdziwym Aniołem Pana... Tę cnotę, co mogę powiedzieć z mojego doświadczenia, praktykował w sposób doskonały od wieku młodzieńczego aż do śmierci”.50

Dni konania

I właśnie na polu moralności, którą uważał słusznie za najcenniejszą wartość dla instytutu wychowawczego, jakim jest Zgromadzenie Salezjańskie, ks. Rua musiał doznać najbardziej haniebnego ataku, który dosłownie wstrząsnął jego życiem. Te bardzo czarne momenty są wspominane jako “fakty z Varazze”. Szkołą salezjańską w tym mieście kierował ks. Carlo Viglietti, ostatni osobisty sekretarz Ks. Bosko. Rankiem, 29 lipca 1907 r., wkracza do domu policja. Salezjanie zostają aresztowani, a chłopcy – nieliczni, bo inni wyjechali już na wakacje – zostają zaprowadzeni na komisariat. Ks. Viglietti musi wysłuchać pewnego haniebnego oskarżenia: jeden z chłopców, Carlo Marlario, liczący 15 lat, sierota, adoptowany przez wdowę Besson, uczęszczający darmowo do szkoły, napisał “pamiętnik”, który teraz znajduje się w rękach policji. Dom salezjański jest w nim opisany jako wstrędny ośrodek pedofilii. Na nic się zdały stanowcze zaprzeczenia ks. Vigliettiego i salezjanów, jak również jednomyślne zaprzeczenia uczniów, którzy zostali poddani szczegółowym przesłuchaniom.

Sprawa wychodzi na jaw. Cała prasa antyklerykalna rozpoczyna zaciekłą kampanię pogardy przeciwko salezjanom i szkołom prowadzonym przez księży. Zmasowane grupy chuliganów dopuszczają się aktów przemocy w takich miastach, jak Savona, La Spezia i Sampierdarena. Inne akty przemocy, wymierzone przeciwko księżom i kółkom katolickim, mają miejsce w miastach Livorno i Mantova. Jest to istne polowanie na księży. Domaga się zamknięcia wszystkich szkół, które prowadzą zakonnicy we Włoszech.

“Niektórzy ze świadków opowiadają, że w czasie tej strasznej próby ks. Rua był przygnębiony i był nie do poznania”51. W tych miesiącach poważnie się zakaził, był osłabiony i widywano, jak płakał jak dziecko. W końcu cała ta wylbrzymiona sprawa przycichła. Najsłynniejsi  adwokaci z Włoch zaoferowali darmowo swoją pomoc. Posłowie, byli wychowankowie salezjańscy, stanęli w obronie szkół salezjańskich na forum Parlamentu. 3 sierpnia, zaledwie pięć dni po rozdmuchaniu tej oszczerczej kampanii, ks. Rua, przy wsparciu innych Przełożonych, postanawia zareagować i składa w sądzie pozew o zniesławienie i oszczerstwo, co czyni w towarzystwie trzech znanych adwokatów. Sąd Apelacyjny w Genui, po zamknięciu procesu oświadcza, że pamiętnik jest zbiorem wytworów wyobraźni, napisanym pod naciskiem “nieustających podżegań osób z zewnątrz w celu wywołania antyklerykalnego skandalu”.52

Dnia 31 stycznia 1908 r., po uciszeniu tej całej nawałnicy, ks. Rua wysyła do wszystkich Salezjanów list okólny, którego tytuł tłumaczył wszystko: “Czujność”. W nim zrelacjonował krótko przebieg wydarzeń, wezwał do dziękczynienia Bogu i Maryi Wspomożycielce oraz poprosił wszystkich o zastanowienie się nad dwoma fragmentami słów Ks. Bosko, które ten wypowiedział 20 września 1874 r., i nad jednym z artykułów Konstytucji: “Opinia publiczna czasem ubolewa nad niemoralnymi czynami, zachodzącymi z upadkiem obyczajów, i nad strasznymi zgorszeniami. Jest to wielkie zło, jest to tragedia; proszę Pana o to, żeby raczej zostały zamknięte wszystkie nasze domy, niż by miało w nich dochodzić do podobnych nieszczęść”.53 I dalej: “Można postawić jako niezmienną zasadę, że moralność uczniów zależy od tego, kto ich wychowuje, im towarzyszy i nimi kieruje. Kto nie ma, nie może dać – mówi przysłowie. Pusty worek nie może dać ziarna, ani też butelka pełna mętów – dobrego wina. Dlatego też, zanim będziemy się uważać za nauczycieli innych, konieczne jest, abyśmy posiadali w naszym wnętrzu to, czego innych chcemy nauczyć”54. Następnie komentuje artykuł 28 Konstytucji, stwierdzając: “Chociaż jego (tj. Ks. Bosko) pragnieniem było, aby mieć licznych współpracowników w swoim dziele, jakkolwiek nie chciał, aby ten, kto nie ma uzasadnionej nadziei, że z pomocą Bożą zachowa cnotę czystości, zarówno w słowach, jak i czynach, jak również w myślach, składał śluby w tym Zgromadzeniu”55

 

 

4. Ks. Rua: “ewangelizator młodzieży”

 

W kazaniu, wygłoszonym z okazji beatyfikacji ks. Rua, Papież Paweł VI – jak już po części zaznaczyłem – w pewnym miejscu stwierdza: “Zastanówmy się przez chwilę nad charakterystyczną sylwetką ks. Rua, sylwetką, która pozwoli nam go zrozumieć... Syn, uczeń, naśladowca (Księdza Bosko) uczynił z przykładu Świętego – szkołę, z jego osobistego dzieła – instytucję, rozciągającą się, można by rzec, na całą ziemię,... uczynił ze źródła – rwący strumień, rzekę... Cudowna owocność Rodziny Salezjańskiej miała w Ks. Bosko początek, w ks. Rua – kontynuację. Ten jego naśladowca służył Dziełu Salezjańskiemu w całej swej ekspansywnej żywotności, rozwijał je z podręcznikową dokładnością, ale zawsze z genialnym, nowym podejściem... Czego uczy nas ks. Rua? Bycia kontynuatorami... Naśladowanie ucznia nie jest biernością, ani służalczością... Wychowanie jest sztuką, która ukierunkowuje rozumny, ale wolny i oryginalny rozwój potenjalnych zdolności ucznia... Ks. Rua przedstawia się jako pierwszy kontynuoator przykładu i dzieła Ks. Bosko... Zauważamy, że stajemy wobec atlety pracy apostolskiej, działającego zawsze na wzór Ks. Bosko, ale w wymiarach własnych i progresywnych... Oddajmy cześć Bogu, który zechciał... przydać jego apostolskiemu trudowi nowych pól pracy duszpasterskiej, jakie gwałtowny i nieuporządkowany rozwój społeczny postawił przed cywilizacją (kulturą) chrześcijańską»56.

 

Nowe pola pracy duszpasterskiej

 

Nawet gdy oddamy się pobieżnej lekturze zadziwiająco dużej ilości listów ks. Rua, jego listów okólnych, tomów, które sumują jego 22-letnie dzieło Następcy Ks. Bosko, możemy odkryć w imponujący sposób, że to, co stwierdził Papież, istotnie jest prawdą: jego wierność Ks. Bosko nie jest statyczna, ale dynamiczna. On naprawdę wyczuł bieg czasów i potrzeby młodzieży, bez lęku roszerzając dzieło salezjańskie na nowe pola pracy duszpasterskiej.

 

Wśród robotników i synów robotników

 

W ostatnich dziesięcioleciach 1800 r. i w pierwszych latach 1900 r. walki społeczne pracowników fabryk wszędzie się nasilają. Warunki pracy robotników są nędzne: zabójczy rozkład godzin pracy, bardzo złe warunki sanitarne, brak ubezpieczenia, niewypłacane pensje. Pod wpływem ks. Rua salezjanie i CMW powołują do życia różne dzieła społeczne: sierocińce, szkoły zawodowe, szkoły rolnicze, parafie na peryferiach z oratoriami dla dzieci rodzin robotniczych: w oratoriach tych na zielonej trawie bawiło się i modliło w kaplicach trzysta, pięćset, tysiąc dzieci. Ks. Rua był z tego powodu szczęśliwy i wezwał Inspektorów, aby mieli na szczególnym względzie te “główne dzieła Ks. Bosko”.

W ostatnich latach XIX wieku Turyn staje się bolesną kolebką proletariatu włoskiego. W maju 1891 r. Leon XIII ogłasza encyklikę Rerum Novarum. W niej Papież oskarża sytuację, w której “garść możnych i bogaczy nałożyła jarzmo prawie niewolnicze niezmiernej liczbie proletariuszy” (RN 2). Encyklika ta wywarła wielki wpływ na świat chrześcijański, a ks. Rua czuje, że dla Salezjanów nadeszła godzina, aby rozszerzyć i wzmożyć działalność społeczną.

W 1892 r. w Turynie-Valsalice odbywa się VI Kapituła Generalna Zgromadzenia. Wśród spraw, które nalażało omówić, ks. Rua umieszcza praktyczne wcielenie nauczania Papieża odnośnie do kwestii robotniczej. Salezjanie zobowiązują się do wprowadzenia w programach szkolnych, adresowanych do uczniów, wiedzy o kapitale i pracy, prawie własnościowym i strajkach, wynagrodzeniu, czasie wolnym i oszczędzaniu. Sugeruje się także, by zachęcać byłych wychowanków do wstępowania w szeregi  Katolickich Stowarzyszeń Robotników.

 

Wśród górników w Szwajcarii

 

W 1898 r. została zapoczątkowana budowa tunelu “Sempione”, mającego połączyć Szwajcarię i Włochy: jednego z najdłuższych na świecie; właściwie chodziło tu o dwa równoległe tunele o długości 19.800 metrów. Po stronie szwajcarskiej tworzy się kolonia przeszło dwóch tysięcy pracowników z Włoch: Piemontczycy, Lombardyjczycy, Wenecjanie, a zwłaszcza robotnicy z  Abruzji i Sycyli ze swoimi żonami i dziećmi. Ks. Rua nie waha się wysłać do pracy wśród tych robotników Salezjanów i Córki Maryi Wspomożycielki. Będą tam przebywać przez siedem lat, tj. do czasu zakończenia prac. Informacje, mówiące o tym, w jaki sposób starali się sprostać potrzebom tych biednych rodzin, są znikome: po prostu czynili dobrze i nikt z nich nie miał czasu, aby prowdzić kronikę. Jeden z socjalistycznych posłów, Gustavo Chiesi, pewnego dnia udał się tam, by przyjrzeć się całej sytuacji. Mógł zobaczyć, jaką pracę wykonują salezjanie i siostry i jak działają w ramach Kółka Robotniczego, które założyli, a w ramach którego Włosi najliczniej się spotykali. Potem napisał o tym artykuł, który został opublikowany w mediolańskim dzienniku Tempo. Czytamy w nim: “Bardzo sprzeciwialiśmy się w związku z warunkami naszych pracowników przy budowie “Sempione”, pisaliśmy o tym i protestowaliśmy. Ale jak dotąd nie zostało podjęte żadne działanie, aby polepszyć ich sytuację. To niewiele, co zostało do tej pory dokonane, zostało zrobione przez księży... W każdej sytuacji oni są zawsze pierwsi, aby coś zrobić, pomóc, przynieść ulgę innym. I tak jest w przypadku “Sempione”, i tak jest wszędzie”.

 

Emigranci wśród emigrantów

 

Inne fale emigrantów, jeszcze liczniejsze, opuszczały Włochy, aby uciec od nędzy ziem Południa. Według danych statystycznych ekonomisty Clougha, w dziesięcioleciu 1880-1890 każdego roku emigrowało średnio 165 tysięcy osób. Do samej tylko Argentyny  emigrowało każdego roku 40 tysięcy osób. W następnym dziesięcioleciu liczba emigrantów powiększa się: osiąga i przekracza pół miliona osób rocznie. Poseł Giuseppe Toscano, członek Izby Deputowanych, odnosząc się do skrajnego ubóstwa Południa, w 1878 r. tak oświadczył: “Co chcecie, żeby czynił proletariat doprowadzony do desperacji? Pozostają mu tylko dwie drogi: droga przestępstwa i rozboju albo – emigracji. Dwanaście lat później sytuacja nie uległa zmianie i inny deputowany, Vittorio E. Orlando z Palermo, wręcz krzyczał w tym samym Parlamencie, że dylemat związany z jego krajanami zamyka się w dwóch słowach: "Albo emigranci, albo bandyci!”.

Ks. Rua, w czasie gdy pokrywał Włochy siecią dzieł dla młodzieży z najbiedniejszych rodzin, wysyłał misjonarzy salezjańskich do Ameryki Północnej w 1897 i 1898 r. W Nowym Jorku, Paterson, Los Angeles, Troy nasi współbracia zajmowali się emigrantami, którzy nie znali języka, nie znajdowali mieszkania i pracy. Przy boku heroicznych sióstr Matki Cabrini oraz wielu innych misjonarzy i misjonarek starali się im pomagać zadomowić, wstąpić do związków ludowych. Przyjmowali ich dzieci do szkół, zapewniali im opiekę religijną. W tym samym czasie ks. Rua umacnia i zakłada placówki salezjańskie w Ameryce Południowej, które prosperowały pod kierownictwem biskupa Cagliero i nowego biskupa salezjańskiego – bpa Lasagnia.

Salezjanie wchodzili w nowe kontynenty. Dzieła społeczne, sierocińce, szkoły zawodowe, parafie i oratoria były otwierane na najodleglejszych ziemiach: Cape Town, Tunis, Smyrna, Konstantynopol. Nowe dzieła powstawały na północy i zachodzie Europy. Jednym z dobroczynnych skutków było to, że bardzo szybko misje salezjańskie mogły liczyć na współbraci z różnych krajów. Polscy emigranci z  Buenos Aires mogli znaleźć polskiego salezjanina, który stanął na czele ich własnego ośrodka duszpasterskiego; w Londynie kolonia polska dysponowała kościołem, który obsługiwał polski salezjanin; niemieccy emigranci ze środkowej Pampy i Chile znajdowali salezjanów niemieckich. W Oakland, w Kalifornii, cała portugalska dzielnica była obsługiwana przez portugalskiego salezjanina.

 

Ryzykować wszystko, co jest do zaryzykowania, tak jak Ks. Bosko

 

Przedsiębiorczość apostolska każe ks. Rua podejmować bardzo trudne przedsięwzięcia. Z tą samą odwagą, jak Ks. Bosko ryzykuje wszystko, co było do zaryzykowania, aby wszędzie głosić Królestwo Boże i miłość do Maryi Wspomożycielki.

Gdy chodzi o Palestynę, nie waha się z przyjęciem do Salezjanów dobrze tam zakorzenionej Rodziny zakonnej ks. Antonio Belloniego, która poświęcała się najbiedniejszym dzieciom. Gdy chodzi o Polskę, nie przeciwstawia się trudnej i kontrowersyjnej osobie ks. Bronisława Markiewicza, który wydawał się buntować przeciwko władzy Przełożonych, a który dzisiaj jest czczony jako błogosławiony i założyciel Zgromadzenia należącego do Rodziny Salezjańskiej. W Kolumbii popiera nowy, i dla wielu osób kłopotliwy, apostolat wśród trędowatych w Agua de Dios, który zapoczątkował ks. Unia, a kontynuowali ks. Rabagliati i ks. Variara. Poparł ks. Balzola i ks. Malana, którzy zdecydowali się prowadzić działalność misyjną wśród plemion tubylczych Bororo w Mato Grosso, w Brazylii. Dodawał otuchy, w bardzo trudnych usiłowaniach przeszczepienia pracy misyjnej wśród plemienia Shuar, w Ekwadorze. W Orano, w Algieri, gdzie wiele dzieci wałęsało się po ulicach, wysłał siedmiu salezjanów, aby założyli oratorium i szkoły.

W 1906 r. pobłogosławił pierwszych salezjanów, którzy udawali się do Indii i Chin, by założyć tam placówki misyjne, wśród których znajdował się młodziutki Luigi Versiglia, którego dzisiaj czcimy jako męczennika i świętego. Początki były bardzo nieśmiałe, prawie że bojaźliwe, ale teraz dzieło Ks. Bosko w Indiach, Chinach i w całej Azji budzi podziw wszystkich. 

W wigilię swojego “Złotego Jubileuszu” kapłaństwa, który był zapowiedziany przez Bollettino Salesiano i oczekiwany przez wszystkich Salezjanów, poważne zakażenie, które go nękało od lat , pokrywając jego ciało bolesnymi ranami, odebrało mu życie. Bóg wyszedł mu na spotkanie rankiem, 6 kwietnia 1910 roku.

 

“Ta prostota, z którą starał się towarzyszyć swoim dziełom”

 

Kto prześledzi tylko ostatnie dwadzieścia lata życia tego wątłego kapłana, będzie niezłomnie przekonany o jego niezmordowanej i olbrzymiej pracy. Istotnie, tak jak to stwierdził Paweł VI w swoim kazaniu z okazji beatyfikacji, “nie możemy nigdy zapomnieć spracowanego oblicza tego małego-wielkiego człowieka, i tym bardziej my, nie wolni od mentalności naszych czasów, podatni na mierzenie wielkością człowieka jego zdolności do działania, zauważamy, że staje przed nami atleta pracy apostolskiej”.

A przecież tę całą pracę ludzką i duchową ks. Rua wypełniał w milczeniu i w pokorze. Jego drogi przyjaciel, ks. Francesia, zabierając się do napisania jego biografii, używając z szacunku liczby mnogiej, jaką wówczas stosowali autorzy, napisał: “My, którzyśmy zwykli z nim przebywać; którzy słyszeliśmy go prawie każdej godziny; którzyśmy rozmawiali z nim, jak rozmawia się z osobą bliską i zaufaną, odbieraliśmy go jako osobę we wszystkim zwyczajną i nie chcącą się wyróżniać. ‘Tak  - mawiał - ja bym uczynił! Tak zrobiłby Ks. Bosko. Cóż w tym nadzwyczajnego? Nie wydaje mi się, by było w tym coś niezwykłego!’. Jakkolwiek, gdy nad tym pomyślimy, trzeba powiedzieć, że ta prostota, z którą starał się towarzyszyć swoim dziełom, to mówienie stale ‘wszystko dla Pana i nic poza tym, jak tylko dla Pana’, już wzbudzało w nas podziw, jaki  wywołać może najpiękniejsza mowa pochwalna o pracowitym i pokornym życiu Ks. Miachała Rua”57.

 

Zakończenie

 

Na zakończenie chciałbym przytoczyć słowa, które do was skierowałem w liście z 24 czerwca 2009 roku, noszącym tytuł “Pamiętając o Ks. Rua”. Pisałem wam, że chcemy przeżyć rok 2010 przede wszystkim jako drogę duchową i duszpasterską. I aby ten rok, poświęcony pierwszemu Następcy Ks. Bosko, był owocny, poczyniłem w tym liście “pewne uwagi, do uwzględnienia w naszych programach na rok przyszły, na drogach naszej formacji osobistej, wspólnotowej i inspektorialnej”.

Pierwsza dotyczy bycia wiernymi uczniami Jezusa, który był wzorem dla Ks. Bosko, i odkrycia na nowo dróg pozwalających dochować wierności życiu konsekrowanemu, z konkretnym zaproszeniem do czerpania ze źródeł życia ucznia i apostoła, z codziennych źródeł wierności powołaniu: Pisma Świętego poprzez “lectio divina” i Eucharystii, poprzez jej celebrowanie, adorowanie i częste nawiedzenia.

Druga uwaga to przyjęcie postawy ks. Rua, który posłany do Mirabello, streścił rady, jakie otrzymał od Ks. Bosko, w jednym zdaniu: “W Mirabello będę się starał być Księdzem Bosko”. A cały Ksiądz Bosko znajduje się w naszych Konstytucjach. Stawać się Księdzem Bosko dzień po dniu jest dokładnie tym, na co wskazują nam konkretnie Konstytucje. Poruszony szczególnym świadectwem następcy Ks. Bosko, proszę was, abyście, zwłaszcza w czasie odprawiania rekolekcji, odkryli na nowo znaczenie i ducha naszych Konstytucji salezjańskich, jak również przemyśleli na nowo swój osobisty program życia, ze szczególnym odniesieniem do rozdziału czwartego: tego, który dotyczy naszego posłannictwa, zatytułowanego: “Posłani do młodzieży”.

I po trzecie, przypominając o tym, że ks. Rua, pchany pasją apostolską Da mihi animas, dał wielkiego bodźca posłannictwu salezjańskiemu, wzywałem was do naśladowania go w jego oddaniu, aby odpowiedzieć na potrzeby młodzieży i znaleźć drogi duszpasterskie dotarcia do nich z nowiną Ewangelii. Dlatago też zapał apostolski ks. Rua domaga się od nas, by w tym roku skonkretyzować nasze zaangażowanie na rzecz ewangelizacji młodzieży. To żądanie wyraża drugi nurt tematyczny KG26; to proponuje nam Wiązanka na rok 2010, która wzywa nas do zaangażowania ewangelizacyjnego, jako Rodziny Salezjańskiej, której ks. Rua był przekonanym inicjatorem.

W tym Roku Kapłańskim spoglądamy wszyscy na ks. Rua także jako na wzorzec salezjanina kapłana. Odkrywamy na nowo i pogłębiamy jego tożsamość, na którą składa się gorliwość duchowa i zapał duszpasterski w spełnianiu posługi, znaczoną doświadczeniem apostolskiego życia konsekrowanego.

Duch Chrystusa niech nas ożywia na naszej drodze odnowy duszpasterskiej, a Maryja Wspomożycielka niech nas wspiera w pracy apostolskiej. Niech Ks. Bosko będzie zawsze naszym wzorem i naszym przewodnikiem.

Z serdecznym pozdrowieniem w Panu

 

Ks. Pascual Chávez Villanueva

 

 

 

 

Modlitwa o uproszenie kanonizacji Błogosławionego Michała Rua

 

Wszechmogący i miłosierny Boże,

Ty postawiłeś na drodze św. Jana Bosko

Błogosławionego Michała Rua, który naśladował jego przykład,

odziedziczył jego ducha i pomnożył jego dzieła;

teraz, kiedy poprzez beatyfikację wyniosłeś go do chwały ołtarzy,

racz rozszerzyć jego opiekę nad tymi, którzy go wzywają,

i przyspiesz jego kanonizację.

Prosimy Cię o to przez wstawiennictwo Maryi Wspomożycielki,

którą kochał i czcił synowskim sercem,

przez pośrednictwo Jezusa Chrystusa, naszego Pana.

Amen