PG Zasoby

Uczniowie i apostołowie Zmartwychwstałego

Rady Generalnej Towarzystwa Salezjanskiego - ACG 410

DUCHOWOŚĆ A MISJA

1

Download del testo completo >>

Uczniowie i apostołowie Zmartwychwstałego


Rzym, 24 kwietnia 2011

Uroczystość Wielkanocy

Drodzy Współbracia,

Pozdrawiam Was tą wielką radością Zmartwychwstałego Pana, no- wego Adama, który uczynił nas uczniami i apostołami, aby realizo- wać Jego misję dogłębnego odnowienia ludzkości, wyzwalając ją ze wszelkiego zła i przemieniając ją mocą Miłości. To w uroczystość Wielkanocy Ksiądz Bosko mógł wreszcie znaleźć „szopę”, by rozpo- cząć swoją misję wychowawczo-duszpasterską dla młodzieży biednej i opuszczonej. To w uroczystość Wielkanocy nasz założyciel i ojciec został kanonizowany, potwierdzając świętością swoje doświadcze- nie duchowe i pedagogiczne na Valdocco. To również w uroczystość Wielkanocy zapraszam was do przeżywania autentycznego ducha mi- syjnego w każdym zakątku świata.

Po moim ostatnim liście – w którym przedstawiłem wam komen- tarz do Wiązanki „Przyjdźcie i zobaczycie”, i zaprosiłem was do pro- mowania ‘kultury powołaniowej’, będącej owocem środowiska cha- rakteryzującego się ujmującym i pociągającym duchem rodzinnym, znacznym doświadczeniem duchowym i zobowiązującym wymiarem apostolskim- miały miejsce bardzo znaczące wydarzenia, którymi pragnę się podzielić.

Przede wszystkim, gdy chodzi o temat Wiązanki 2011, w „Salesianum” w Rzymie odbyły się Dni Duchowości, w których uczestniczyły licznie różne grupy Rodziny Salezjańskiej. Miło jest stwierdzić, że te chwile stały się silnym zespoleniem różnych gałęzi, pozwalającym wzmocnić tożsamość, zjednoczenie i posłannictwo ca- łej Rodziny Księdza Bosko.

Od 8 do 11 lutego, wraz z ks. Franciszkiem Ceredą i ks. Juan José Bartolomé, uczestniczyłem w Seminarium teologicznym, zorganizowanym przez Unię Przełożonych Generalnych (USG) i przez Międzynarodową Unię Przełożonych Generalnych zakonów żeńskich (UISG), na temat „Teologia życia konsekrowanego. Toż- samość i znaczenie apostolskiego życia konsekrowanego”. Uczest- niczyło w nim 30 teologów z całego świata i 20 Przełożonych Generalnych (z zakonów męskich i żeńskich), aby zastanowić się nad pojawiającymi się żywotnymi problemami, których doświad- cza apostolskie życie konsekrowane, umożliwiając „dialog” pytań i odpowiedzi, oczekiwań i propozycji, wyzwań i dróg, które nale- ży przebyć. Przy różnorodności języków i potrzeb, wyłoniły się natychmiast dwa problemy, które należy pogłębić i nimi żyć; to te dwie kwestie, które znalazły się w temacie Seminarium: znaczenie i tożsamość.

Znaczenia życia konsekrowanego należy szukać tylko w jego doniosłości ewangelicznej, tak więc należy go poszukiwać nie tyle w odzyskanych przestrzeniach widoczności czy prestiżu w społe- czeństwie i (lub) w Kościele, ile w swojej tożsamości charyzma- tycznej, ewangelicznej i profetycznej: być żywą pamiątką sposo- bu życia Jezusa, zgodnie z charyzmatem Założyciela, włączonym w tajemnicę Bożą, wdrażającym go w świat, który Bóg umiłował. Tożsamość życia konsekrowanego jest dzisiaj pojmowana bar- dziej jako tożsamość „relacyjna” i „w drodze”. Tożsamość ta opie- ra się na wspólnej konsekracji chrzcielnej i pozwala uznać głę- bokie braterstwo ze wszystkimi powołaniami chrześcijańskimi. Z niej, dzięki Bożej pomocy, otrzymuje więcej łaski, aby zaproponować i zaktualizować Jezusowy sposób życia. Jest też tożsamością „w drodze”, gdyż zakłada dialektykę pomiędzy informacją, zawsze taką samą, o życiu Jezusa, a kimś drugim, podlegającym zmianom w konkretnej historycznej sytuacji.

Następnie miały miejsce pierwsze trzy wizyty „d’Insieme”, w Regionie Azji Południowej w Bangalore w Indiach, w Azji Wschodniej i Oceanii w Hua Hin w Tajlandii i Regionie Ame- ryki Stożek Południowy, w Santiago de Chile. Należy zwrócić uwagę na tematy wybrane przez te dwa regiony azjatyckie, od- noszące się do inkulturyzacji charyzmatu salezjańskiego i ewan- gelizacji w społeczeństwie post-chrześcijańskim, chrześcijańskim i wieloreligijnym.

Wreszcie, przeżyliśmy ten czas, solidaryzując się z narodem japoń- skim, dotkniętym niszczycielskim trzęsieniem ziemi i tsunami, które, zwłaszcza po kilku poważnych awariach reaktorów jądrowych, terro- ryzowały świat, domagając się refleksji i przemyślenia.

Mój nowy list, idąc po linii KG26, łączy się ściśle z dwoma ostat- nimi Wiązankami na lata 2010 i 2011 i dobrze wspólbrzmi z nadcho- dzącym Synodem Biskupów, którego tematem będzie: „Nowa ewan- gelizacja w przekazywaniu wiary chrześcijańskiej”. Jest to refleksja na temat misji Kościoła i Zgromadzenia, w szczególności dotyczą- ca ewangelizacji, jako normalnej działalności Kościoła, głoszenia Ewangelii „ad gentes” i dzieła ewangelizacji „intra gentes”.

Dojrzało już przekonanie, że cały świat stał się terenem misyjnym. Artykuł 6 Konstytucji mówi odnośnie do tego, że „Powołanie sale- zjańskie stawia nas w sercu Kościoła i całkowicie oddaje na służbę jego posłannictwa”. Co dla nas przekłada się na posłannictwo bycia ewangelizatorami młodzieży, troszczącymi się o powołania apostol- skie, wychowanie do wiary środowisk ludowych, zwłaszcza przez komunikację społeczną i głoszenie Ewangelii ludom, które jej nie znają. Mam nadzieję, że ten list zachęci was do tego, aby być rado- snymi i przekonanymi uczniami i apostołami Jezusa.

Punkt wyjścia

Rozpocznę od duchowości i misji, od Mt 28,16-20, klasyczne- go ewangelicznego tekstu o przekazaniu mandatu misyjnego, któ- ry Zmartwychwstały Pan powierzył uczniom, a którym kończy się Ewangelia Mateusza. Chodzi tu o ten fragment, który my, salezjanie posłani do młodzieży, z pewnością nosimy w sercu, jako klucz do zrozumienia naszego życia i jako wewnętrzny bodziec do naszego działania. W niewielu słowach ewangelicznego tekstu rzeczywista natura misji chrześcijańskiej wyrażona jest we wspaniałej syntezie, której bogactwo powinno być zawsze na nowo odkrywane, w cią- głej modlitwie, w zaangażowanej refleksji i posłuszeństwie życiu. Zapraszam was, abyście wysłuchali, z otwartym sercem i świeżym umysłem, tych słów, które Zmartwychwstały skierował do Jedenastu w czasie ostatniego spotkania z nimi. Są one niejako syntezą i klu- czem do zrozumienia całego opowiadania ewangelicznego.

Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przekazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. W tym krótkim opisie uderza zaraz taki fakt: tryb rozkazujący, w którym Zmartwychwstały przekazuje apostołom, a w nich Kościo- łowi wszystkich czasów, nakaz misyjny: „Idźcie i nauczajcie wszyst- kie narody”. Znajduje się ono między dwoma stwierdzeniami w try- bie oznajmującym, odnoszącym się do samego Jezusa i wyrażającym jego tożsamość: stwierdzeniem o Jego uniwersalnej władzy: „Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi – a słowami zapewnienia – „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Nakaz misyjny poprzedzony jest więc stwierdzeniem Jezusa, któ- ry ogłasza swoją najwyższą i uniwersalną władzę. Potem następuje obietnica pozostania na zawsze i wszędzie z tymi, których posyła. Struktura literacka opowiadania przedstawia w sugestywny chry- stologiczną istotę misji. Nakaz apostolski jest wpleciony między dwa zdania, które odnoszą się do Zmartwychwstałego, gdyż to od Nie- go wychodząc rozumie się naturę i sens misji chrześcijańskiej.

To, co apostołowie i misjonarze każdej epoki powinni robić, wypływa z tego, kim On jest, co od Niego pochodzi i wraz z Nim wzrasta. Tym, czym był Jezus, powstały z martwych, ma niechybne konse- kwencje dla tego, co jego uczniowie mają robić. Innymi słowy, po- nieważ Zmartwychwstały ma władzę uniwersalną i stale towarzyszy uczniom, którzy Go widzieli i kochali, dlatego On może ich posłać, dając im konkretne zadanie: czynić narody Jego uczniami, konsekro- wanymi przez Boga na mocy chrztu, przez nich pouczanych, aby mo- gły wypełnić wolę Pana Jezusa.

Proponuję wam kilka refleksji na ten główny temat, rozwijając cztery punkty, które przedstawia ten bogaty przekaz ewangeliczny: paschalne początki misji, dynamizm egzystencjalny misji, sposoby realizacji misji i jej głęboka mistyka.

1. PASCHALNE POCZĄTKI MISJI

Jak już wspomniałem, pierwszym stwierdzeniem tekstu jest uro- czyste ogłoszenie absolutnej Władzy Zmartwychwstałego przez sa- mego Jezusa. Wyraża ono bardzo głęboko skuteczność wydarzenia paschalnego. Przez zmartwychwstanie zostało uznane w Jezusie peł- ne wypełnianie Jego mocy i pełny udział, również Jego człowieczeń- stwa, w zbawczej mocy Boga we wszechświecie i historii.

Dlatego Jemu może być przyznane imię, które u Mt 11,25 jest przypisane Ojcu: „Pan nieba i ziemi”. Rozbrzmiewa w tym tytule echo proroctwa Daniela o Synu Człowieczym (por., Dn 7,14), które Jezus odniesie do siebie przed Sanhedrynem: „Ujrzycie Syna Czło- wieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich” (Mt 26,64). W ten sposób możemy zrozu- mieć, że Jezus uroczyście ogłasza uczniom własne zwycięstwo nad mocami zła i śmierci i przedstawia się im jako ten, który przynosi stworzeniu odnowę.

Jest jeszcze jeden czynnik, którego nie można pominąć: najwyższa władza, jaką Bóg dał Zmartwychwstałemu, nie jest postrzegana jako osobisty sukces, ale jako rzeczywistość otrzymana. Bóg Mu darował panowanie, które tylko Jemu Samemu się należy; Jezus wiedział, że otrzymał panowanie, które tylko do Boga należy. Jezus dobrowolnie i świadomie zaakceptował moc, która do Boga należy. Bezpośrednią konsekwencją tego uznania siebie Panem uniwersum będzie nakaz misyjny.

Misja apostolska nie jest więc aktem dobroci Jezusa, który wysyła; nie rodzi się ze współczucia, jakie wzbudza widok zagubionego wła- snego ludu. Misja apostolska jest w pierwszym rzędzie konsekwen- cją i wyraźnym przejawem najwyższej władzy Jezusa. Ponieważ jest On świadomy, że jest Panem nieba i ziemi, wysyła swoich uczniów, zmieniając ich w apostołów. Jest to misja uniwersalna, gdyż jest On Panem wszystkich. Jest rzeczą bardzo ważną dla wysłanego przez Je- zusa, który codziennie styka się z różnymi bolesnymi formami ludz- kiego ubóstwa, materialnego i duchowego, rozważać stale wewnętrz- nie tę tajemnicę. Ten się czuje wysłany przez Jezusa, kto wierzy, że ma w Nim jedynego Pana; ponieważ podlega władzy Pana Jezusa, chrześcijanin jest świadomy, że przez Niego został posłany.

Praca duszpasterska, zwłaszcza na terenach bardziej opuszczo- nych i biednych kuli ziemskiej, pozwala z bliska zetknąć się z brutal- ną potęgą egoizmu i ucisku, która rodzi nieludzkie warunki, w których zmuszonych jest żyć wielu naszych braci i sióstr. Codzienne styka- nie się z tą przykrą rzeczywistością może prowadzić do nieufności lub wewnętrznego osłabienia sił, albo wreszcie do pokusy szukania takich rozwiązań, które nie są tymi zaproponowanymi przez Pana Je- zusa. Spojrzenie wiary apostoła powinno ciągle kierować się na Tego, który ma pełnię władzy w niebie i na ziemi, aby móc się utwierdzić w głębokim przekonaniu, że Jezus jest źródłem eschatologicznym, z którego wypływa odnowienie świata (por. J 7,37-39; 19,34). W Nim i tylko w Nim jest moc, która jest silniejsza od jakiejkolwiek potęgi świa- towej, gdyż jest mocą samego Boga, któremu nic nie może się oprzeć.

Wysłaniec Jezusa nie może nigdy zapomnieć, nie tracąc swojej racji bytu, że zrodził się w wyniku sprawowania Władzy przez jego Pana. Należy również dodać, jak tego uczy List do Hebrajczyków, że taką władzę nabył Chrystus przemierzając drogę, która Go doprowa- dziła do stania się wewnętrznie solidarnym z człowiekiem i stanem jego słabości. W perspektywie kapłańskiej, typowej dla tego pisma Nowego Testamentu, stwierdza się, że Jezus „stał się doskonały” w swojej tożsamości pośrednika między Bogiem a człowiekiem wła- śnie poprzez cierpienie (por. Hebr 2,10; 5.9). Najwyższy Kapłan, który przeszedł przez niebiosa i został posadzony przez Ojca po swojej pra- wicy, to ten, który był „we wszystkim podobny do braci” (Hebr 2,17) i „doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo” (Hebr. 4,15).

Z tego powodu autor tej wspaniałej homilii może dodać otu- chy prześladowanym chrześcijanom, przypominając im, że Jezus „w czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczony, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom” (Hebr 2,18). Jest to wiadomość poruszająca w swojej mocy i sile pociechy: zwycięska moc Zmartwychwstałego należy do Tego, który stał się bratem każde- go człowieka, solidarnym aż do ostateczności z ludzką niedolą, i wła- śnie dlatego stał się zwycięzcą. Kard. Vanhoye stwierdza w swoim komentarzu: „Chwała Chrystusa nie jest chwałą ambicji, zadowole- nia z własnego przedsięwzięcia, nie jest to chwała wojownika, który pokonał wroga zbrojnie, ale jest chwałą miłości, chwałą tego, który umiłował aż do końca, przywrócił jedność między nami, grzesznika- mi, a swoim Ojcem” 1 .

1 A. VANHOYE, Jezus Chrystus nasz Arcykapłan. Rekolekcje z Benedyktem XVI, LEV, Città del Vaticano 2008, 28.

Kiedy więc Jezus ogłosił Jedenastu, że została Mu dana wszelka władza, z pewnością nie zrobił tego, aby ich poinformować o swo- im sukcesie, lecz by im przekazać, a za ich pośrednictwem każdemu człowiekowi, najpiękniejszą wiadomość w historii. On zwyciężył dla nas, jest Panem wszystkiego, aby wszystko stało się nasze, a my mo- żemy do Boga należeć (por. 1 Kor 15,28). Dlatego zostaliśmy we- zwani, aby opuścić świat stary, świat zepsucia i grzechu, kłamstwa i nonsensu, aby jako nowe stworzenie wejść do tego, co moglibyśmy określić jako nowy habitat, którego Panem jest Jezus. Jest to habi- tat Królestwa Bożego, Królestwa sprawiedliwości, miłości i pokoju, do którego wchodzi się, stawszy się nowym człowiekiem. Świadec- two misjonarzy pochodzi właśnie z tego odkrycia we własnym ży- ciu przynależności do Królestwa, osobistego doświadczenia potężnej solidarności Chrystusa i Jego miłości, która odnawia i przekształca wszystko swoją potęgą.

Charakter tej wszechmocnej mocy miłości silnie uwypukla fakt, iż w tych wersetach cztery razy powtarza się przymiotnik „wszelki”: „ wszelka władza”, „wszystkie narody”, „wszystko to, co wam przeka- załem”, „wszystkie dni”. Kładąc nacisk na to słowo, Ewangelista pra- gnie z pewnością pokazać, że nie ma takiego wymiaru w przestrzeni i czasie, któryby wykraczał poza wpływ Pana Jezusa, który mógłby się wydawać niezwiązany z odnową, którą On wprowadził do histo- rii, a która nie byłaby odbiorcą Jego działania.

Wśród różnych okoliczności, które mogłyby na to wskazywać, in- teresuje nas stosunek zbawczej mocy Jezusa do powszechności misji. Tekst Mateusza jest wyraźny: ewangelizacja musi być ukierunkowana na „wszystkie narody”. Już na Ostatniej Wieczerzy Jezus jasno wyra- ził uniwersalny wymiar swojego zbawczego działania, stwierdzając, że Jego Krew, w której realizuje się nowe i ostateczne przymierze, zo- stała przelana „za wszystkich” (Mt 26,28). Było zatem oczywiste dla powstającej wspólnoty, że, w następstwie śmierci i zmartwychwsta- nia Jezusa, koniecznym było przezwyciężenie wszelkiej formy wy- łączności zbawienia; ale wysiłek związany z przełożeniem tej pew- ności na konkretne postawy i decyzje nie był wcale mały. Wymagało to prawdziwej zmiany mentalności, w czym znaczną rolę odegrała działalność wielkiego Apostoła narodów, który jest wzorem każdego misjonarza, Pawła z Tarsu. Na myśl, że „jeden umarł za wszystkich” (2 Kor 5,14), poczuł się zdobyty i ponaglony przez miłość Chrystusa. Miłość Chrystusowa nas przynagla. Chociaż urodził się i wzrastał w mentalności surowego hebrajskiego ekskluzywizmu zbawczego, Paweł nauczył się patrzeć na ludzi z innych środowisk i kultur, zu- pełnie innymi oczami, ponieważ „Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4).

Drodzy Bracia, również dla nas dzisiaj, wielki horyzont misyj- ny, jest ciągle otwartym wyzwaniem i pozostaje stale celem do osią- gnięcia. Nie chodzi tu oczywiście o kolonizację kościelną świata, ale o służbę miłości i prawdy wobec milionów i miliardów ludzi, którzy jeszcze nie znają nowości Chrystusowej i doświadczenia Jego słod- kiej miłości i towarzystwa. Jan Paweł II w wielkiej encyklice Re- demptoris missio, powołując się na dobrą nowinę Ewangelii, pisał: „Wszyscy jej szukają, chociaż nieraz w sposób niejasny, i wszyscy mają prawo do poznania wartości tego daru i przyjęcia go. Kościół, a w nim każdy chrześcijanin, nie może ukrywać ani zachowywać dla siebie tej nowości i tego bogactwa, otrzymanych z Bożej dobroci, by przekazywać je wszystkim ludziom” 2 .

W kontekście świata coraz bardziej charakteryzującego się globali- zacją, ze zjawiskami wynikającymi ze spotkania różnych kultur i tra- dycji, migracji, hegemonii rynku, wyzwanie uniwersalności misji jest podnoszone w trybie pilnym. Indyferentyzm religijny i relatywizm kulturalny, które zaznaczają się szczególnie na Zachodzie, zmierza- ją do przygaszenia postrzegania nieograniczoności Jezusa Chrystusa i chcą zepchnąć wiarę do prywatnego życia, popychając do subiek- tywizmu religijnego „ufaj sobie”, co absolutnie nie może prowadzić do podjęcia inicjatywy misyjnej. Nawet nasze wspólnoty chrześci-

2 JAN PAWEŁ II, Redemptoris missio, 11.

jańskie, a także nasze, salezjańskie, mogą się tym zarazić i nie od- czuwać więcej potrzeby ewangelizowania, otwarcia się na zewnątrz, spotkania innego brata, odwagi podjęcia ryzyka dania świadectwa osobistego zaangażowania. Niebezpieczeństwo wzrastającej niedy- spozycyjności do ewangelizacji szerzy się wśród nas i zagraża nasze- mu powołaniu apostolskiemu, ponieważ takie ryzyko nie zawsze jest świadome. A jest się nieświadomym, gdy się nie podporządkowuje władzy Zmartwychwstałego.

My również możemy ulec temu klimatowi i oddać się obowiąz- kom, które bezpośrednio nie skupiają się na świadectwie Jezusa, aby się zadowolić czymś, co od razu wydaje się być bardziej skuteczne niż ewangeliczny zasiew Słowa Bożego. Możemy także ulec stagna- cji, pozostając daleko od pierwszego głoszenia Ewangelii. To słowo, które pochodzi z serca Chrystusa Pana i nakazuje nam prowadzić do Niego wszystkich ludzi, powinno zaniepokoić nasze sumienia, obu- dzić nas z wszelkiej bierności, lenistwa i przywrócić odwagę nasze- mu zalęknieniu. Tak, jak to było z pierwszymi apostołami, którzy głosili Chrystusa z narażeniem życia.

2. DYNAMIZM EGZYSTENCJALNY MISJI

Ze stwierdzenia o władzy Chrystusa wynika nieodzownie nakaz misji. Znaczący jest sposób, w jaki tekst Ewangeliczny jest wyra- żony. Po potwierdzeniu władzy Jezusa, czytamy dalej: „Idźcie więc i nauczajcie...”. Owo „więc” wyraża skutek, jaki zachodzi pomiędzy pierwszym stwierdzeniem a drugim. Zapoczątkowanie panowania Chrystusa, które staje się następnie ruchem miłości Bożej w kierunku człowieka, wyzwala ruch misyjny.

Wyruszenie uczniów na cały świat wypływa dokładnie z odwiecz- nego wychodzenia Boga do każdego człowieka w Chrystusie Panu i właśnie dlatego musi je dogłębnie odzwierciedlać: droga ta nie może być wynikiem tylko ludzkiej kalkulacji, ale musi pozwolić sta- le się formować w uległości woli Pana Jezusa. Istotnie, to wysłanie nie rodzi się w sercu uczniów żywiących określone zamiary, ale jest najwyższą wolą ich Pana; dlatego nie zależy ono od dobrej woli wy- słanych, gdyż jest to wyraźny mandat Pana Jezusa, który jest w pełni świadomy swojej mocy.

To nauczanie, jak sądzę, przekazują nam wydarzenia z Dziejów Apostolskich, w których Pan wydaje się wskazywać w bardzo bezpo- średni sposób miejsca, gdzie powinien się udać misjonarz. Na przy- kład, diakonowi Filipowi anioł mówi: „Wstań i idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy” (Dz 8,26); spotkał tam urzędnika dworskiego królowej Kantaki. Pawłowi i Tymoteuszowi, którzy z Myzji chcieli przejść do Bitynii „Duch Jezusa nie pozwolił im” (Dz 16,7), a gdy znajdowali się w Troadzie, w nocnym widzeniu usłyszał Apostoł, aby się skierował do Macedonii. Zdarzenie to nie jest zwykłą anegdotą; w całej historii chrześcijaństwa święci w różnej formie doświadczali, że Pan wskazywał im jakiś szczególny teren, ku któremu mieli skierować swoje wysiłki. Wiemy dobrze, że Ksiądz Bosko nie jest tu wyjątkiem; od małego dziecka czuł się posłanym do specyficznej misji i w ciągu całego życia realizował ten nakaz.

Nie mogę nie wspomnieć w tym miejscu o misyjnych snach Księ- dza Bosko Widział w nich, i to bardzo precyzyjnie, niektóre narody, do których miał posłać swoich pierwszych misjonarzy. Jest to znak, że wyruszenie ucznia jest rzeczywiście skutkiem poruszenia przez Boga. Oczywiście, te nadzwyczajne doświadczenia oświecenia Bo- żego nie mogą być zwykłą formą rozeznania. Istotnie, zwykle światła dla wyborów duszpasterskich poszukuje się w modlitewnym słucha- niu Słowa, w przyjęciu wskazań i potrzeb Kościoła, w zwróceniu uwagi na znaki czasów; ich bowiem obecność w historii Kościoła, a szczególnie w momentach zakładania Instytutów, jest wymownym znakiem tego, że działanie apostolskie wymaga bezwzględnego po- słuszeństwa woli Bożej i natchnieniom Ducha Świętego.

Jeżeli pod względem„geograficznym” misja nie ma granic, po- nieważ głoszenie panowania Chrystusa powinno być skierowane do wszystkich ludów, to możemy się jednak zapytać: a w zakresie oso- bistym, dokąd ma prowadzić droga wysłanegp? Odpowiedź nie może być inna: aż do złożenia z siebie całkowitego daru, bez granic, bez miejsca pobytu. Bowiem również apostołowi Piotrowi mówi Pan: ”Wypłyń na głębię i zarzuć sieci” (Łk 5,4). „Głębia” to nie konkretne miejsce, do którego ma się kierować, ale to jest sytuacja; pozostawili bezpieczny brzeg i ląd pod stopami, aby rzucić wyzwanie otwartemu morzu. To jest miejsce, w którym jedyną pewność stanowi obecność Pana i posłuszeństwo Jego woli. Jest to miejsce, do którego nigdy by się nie poszło, bazując na mocnej ostrożności tego świata; jest to miejsce, do którego kierowały się wielkie postaci biblijne, bez wzglę- du na drogi, jakie musiały przebyć.

Mówiąc „Idźcie”, Chrystus prosi również nas, jako jednostki i jako wspólnoty, aby dotrzeć przede wszystkim do tego „miejsca”, do któ- rego dochodzi się tylko poprzez głęboki akt wiary i dyspozycyjność, które powiększa się tam, gdzie i kiedy zwiększa się niebezpieczeń- stwo prawdziwe lub nieznane. Doświadczenie życia misyjnego musi przejść tę drogę, gdyż tylko idąc tam, gdzie Bóg nas pośle, spotka- my Go na nowo i staniemy się również zdolnymi zrozumieć sytuacje i miejsca, do których posłał nas Bóg.

Z drugiej strony, czy nie takie było może doświadczenie aposto- ła Pawła? Jeszcze przed swoimi podróżami misyjnymi musiał odbyć podróż bardziej zobowiązującą, a mianowicie tę do głębi własnego serca, przyjmując radykalną zmianę poprzedniego pojmowania świa- ta i życia. Ta podróż, rozpoczęta na drodze do Damaszku, zakończyła się zupełnie inaczej niż to sobie wymarzył, nie w zuchwałości czło- wieka pewnego siebie i własnej sprawiedliwości, który wprowadza własne projekty i jest przekonany, że działa w imię Boga, ale z pokorą kogoś, kto się poddał i powierzył większemu Mistrzowi, i jest zalęk- niony, starając się zrozumieć to, czego Pan od niego oczekuje.

Bez tej pierwszej i zasadniczej podróży, nie mielibyśmy wielkie- go apostoła narodów, niestrudzonego podróżnika, który przebył tyle dróg świata aż do centrum Imperium, aby głupotę i słabość krzyża głosić jako mądrość i moc Bożą. Nie mielibyśmy tego, który utwo- rzył wspólnoty, czując się zawsze ich ojcem i nauczycielem. Nie mielibyśmy tego, który głosił Chrystusa przede wszystkim poprzez męczeństwo, ofiarując swoje życie aż do ostatecznych granic.

Musimy więć zapytać, jaka była nasza pierwsza i zasadnicza droga wiary, i do jakiego stopnia jesteśmy przekonani, że jest to podstawo- wym warunkiem do tego, abyśmy w naszym wielokrotnym przemie- rzaniu świata mogli rzeczywiście używać tego terminu, tak po chrze- ścijańsku wzniosłego, jakim jest „misja”. Tym słowem Jezus określa i przedstawia Siebie Samego, wskazując, kim Ojciec Go uczynił: Wy- słańcem, Posłanym, Apostołem.

Wyruszenie apostołów i misjonarzy, spowodowane ruchem sa- mego Boga, nie jest jedynym ruchem, który został tutaj uwypuklo- ny. W stwierdzeniu „nauczajcie” jest zawarty ruch tych, którzy stają się uczniami, otworzą się na Chrystusa i pójdą na spotkanie z Nim. Być uczniem to znaczy akceptować w życiu „dyscyplinę”, czyli taki sposób działania, którego się uczy będąc blisko Jezusa i towarzysząc Mu przez całe życie. Pierwsi posłani przez Zmartwychwstałego byli przede wszystkim jego uczniami, a zostali posłani, aby „przysporzyć uczniów’ swojemu Panu. Tak więc zanim wyruszy się w Jego imie- niu, należy być z Nim; zanim otrzyma się świat jako przeznaczenie, a jako zadanie nakaz „nauczajcie”, należy się nauczyć, współżyjąc, co znaczy być posłanym przez Tego, który posyła: tylko Apostoł Ojca jest mistrzem swoich apostołów.

Wiadomo, że treść misji wyjaśniana jest w różnych odcieniach przez czterech ewangelistów, co zostało również potwierdzone przez Redemptoris missio nr 23, a u Mateusza kładzie się akcent na założe- nie Kościoła, ale nie jest tu miejsce do dyskusji tego rodzaju. Nale- ży raczej zauważyć, że ponieważ bycie uczniem Chrystusa w żaden sposób nie może mieć formy wymuszonej przynależności, wyrażenie „nauczajcie”, z którym łączy się zadanie autorytatywnego nauczania, otwiera horyzont zrozumiałem drogi wolności.

Stać się uczniami Jezusa, to stać się uczniami prawdziwej Mą- drości, czyli osiągnąć w głębi własnej duszy blask Bożego światła. Wiąże się to z ćwiczeniem własnej wolności w przyjęciu osoby Je- zusa Chrystusa jako normy życia. Oznacza też wejście do wielkiej rodziny uczniów, którą jest Kościół, odkrywając towarzystwo wielu innych braci i sióstr nie tylko w synchronicznej komunii wspólnoty, która rozciąga się na wszystkie kontynenty, ale również w komunii diachronicznej ze wszystkimi chrześcijanami, którzy nas poprzedzili i którzy są już u Boga, poczynając od Dziewicy Maryi i wszystkich świętych w niebie.

Jakże wspaniałym jest ten ruch wolności, który wchodzi w na- uczanie chrześcijańskie i oddycha świeżym powietrzem Ewangelii, poddając się działaniu Ducha Świętego. Jest to jak taniec, jak świę- to wolności, w którym uczestniczą nie tylko jednostki, ale całe spo- łeczności i kultury. Otwierając się na Chrystusa, nie tracą one nic z prawdziwych wartości, którymi dysponują, ale je ubogacają, i jako uczniowie Jezusa, oczyszczają z tego, co było w nich dwuznaczne i przemijające. Rozumiemy, jak delikatną i wymagającą była rola misjonarzy, by w sposób autentyczny służyć wolności tych, których spotykali, ile to wymagało wewnętrznego bycia w harmonii z Panem, ile przygotowania teologicznego i kultury, ile zakładało umiejętno- ści słuchania i dialogu. Naprawdę, powierzchowność i improwizacja w tym względzie, mogłyby wywołać tylko szkody, gdyż istniałaby pokusa, by „głosić” nasze idee i zwyczaje, nasze strategie i projekty, naszą mentalność i nasze schematy kulturowe, a więc nie jak ucznio- wie Chrystusa i nie Jego Słowem. Zamiast więc ukierunkowywać ludy na radość wiary, moglibyśmy temu ruchowi przeszkodzić i go spowolnić.

3. SPOSOBY REALIZACJI MISJI

Nakazując misje, Jezus wskazuje apostołom również to, co w jakiś sposób będzie ich „narzędziami pracy”: słowo i sakramenty. Mówi bowiem, że muszą „uczyć zachowywać wszystko to, co polecił” i że muszą „chrzcić w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. To zestawie- nie słowa i gestu sakramentalnego, nauczania i czynności zbawczej zawsze charakteryzuje polecenia Jezusa. Już przekazy ewangeliczne, mówiące o powołaniu, stwierdzają, że wysłał On Dwunastu „do gło- szenia nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy” (Mk 3, 14-15), a w całej tradycji ewangelicznej, głoszeniu Królestwa towarzyszą za- wsze, jeżeli go nie poprzedzają (por. Mk 1, 21nn), gesty uwalniania i zbawienia, które potwierdzają rzeczywiste jego nadejście.

Zestawienie tych dwóch podstawowych elementów misji chrześci- jańskiej wskazuje wyraźnie na fakt, iż Słowo Boże, które misjonarz musi przekazać ludziom, nie jest absolutnie koncepcyjną doktryną, zbiorem abstrakcyjnych prawd, kodeksem postępowania etycznego, ale jest wyrazem żywej i aktualnej interwencji Boga. Słowo Boże jest żywe i skuteczne, silnie oddziaływuje do tego stopnia, że Bóg może ujawnić się wobec ludzkości, stwierdzając uroczyście „Powiedziałem i uczyniłem” (Ez 37,14). Istotnie, cała historia świata, od stworzenia i dalej, została poruszona przez to stwórcze Słowo Boga (J 1,1-3), które we Wcieleniu przyjęło ludzkie ciało Jezusa (J 1,14). Słowo Boże, to sam Bóg, objawiony w Jezusie Chrystusie.

Kiedy więc misjonarz głosi ludziom Chrystusa, nie wprowadza w ich życie czegoś obcego i tymczasowego, ale raczej uprzystępnia to Słowo, na którym od zawsze opiera się ich życie i w sposób defini- tywny ukazuje jego znaczenie i wartość. Kościół, jak to autorytatyw- nie stwierdził ostatni Synod Biskupów, został ustanowiony domem Słowa, nie po to, by go takim zachować, ale by raczej rozszerzyć go na cały świat. Słowo, które nic nie mówi, słowo niewypowiedziane, jest słowem martwym; apostoł głosząc słowo, nie tylko go rozpo- wszechnia, ale go broni od zapomnienia: ono daje światu życie. Warto przytoczyć w tym względzie niektóre fragmenty Orędzia do Ludu Bożego XII Zgromadzenia Synodu Biskupów na temat: „Słowo Boże w życiu i misji Kościoła”.

«Prawo pochodzi z Syjonu i słowo Pańskie — z Jeruzalem» (Iz 2, 3). Uosobione Słowo Boga, które «pochodzi» z Jego domu, świątyni, idzie drogami świata na spotkanie wielkiej piel- grzymki ludów ziemi poszukujących prawdy, sprawiedliwości i pokoju. Również we współczesnym zeświecczonym społe- czeństwie, na placach i ulicach, gdzie na pozór panuje niewiara i obojętność, a zło ma przewagę nad dobrem, tak jakby Babi- lon zwyciężył w walce z Jeruzalem, istnieje ukryta tęsknota, zalążek nadziei, dreszcz oczekiwania. Jak czytamy w Księdze proroka Amosa, «nadejdą dni — wyrocznia Pana Boga — gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich» (8, 11). Ten głód pragnie zaspo- koić misja ewangelizacyjna Kościoła. Również wahających się apostołów zmartwychwstały Chrystus wzywa, by przekroczyli granice znanego sobie świata: «Idźcie więc i nauczajcie wszyst- kie narody (...). Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przy- kazałem» (Mt 28, 19-20). Cała Biblia zawiera apel, by «nie mil- czeć», by «wołać głośno», głosić Słowo «w porę i nie w porę», jak strażnicy przerywający ciszę obojętności» 3 .

A po przypomnieniu wyzwań, które łączą się z nowymi środkami społecznego przekazu, a w których powinien również rozbrzmiewać głos Bożego słowa, w Orędziu czytamy:

«W czasach zdominowanych przez obraz, przekazywany w szczególności za pośrednictwem wszechpotężnego środka komunikacji, jakim jest telewizja, nadal zachowuje swoje zna- czenie i siłę przekonywania model wybrany przez Chrystusa. Posługiwał się On symbolem, opowiadaniem, przykładem, codziennym doświadczeniem i przypowieścią: «I mówił im wiele w przypowieściach (...). A bez przypowieści nic tłumom nie mówił» (por. Mt 13, 3. 34). Głosząc królestwo Boże, Jezus nie mówił nigdy ponad głowami słuchaczy, językiem ogólni-

3 XII ZGROMADZENIE GENERALNE SYNODU BISKUPÓW, Orędzie do Ludu Bożego, 10

kowym, abstrakcyjnym i ulotnym, ale zdobywał ich posłuch mówiąc właśnie o ziemi, po której chodzili, by wychodząc od codzienności, prowadzić ich do objawienia Królestwa niebie- skiego. Wymowna jest scena, którą opowiada Jan: «Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie podniósł na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszy, a ci rzekli do nich: ’Czemu go nie pojmaliście?’ Strażnicy odpowiedzieli: ’Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek’» (J 7, 44-46) 4 .

Otwierają się tutaj fascynujące horyzonty duchowe przekazywania Ewangelii, w których apostoł, utożsamiając się z uczuciami i myśla- mi Chrystusa, uczy się być Jego rzecznikiem, według wspaniałego obrazu Pawła: „W imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo: Boga samego, który przez nas udziela napomnień” (2 Kor 5,20). Podob- nie jak Jezus, umiłowany Syn Boży, przed podjęciem ewangelizacji świata, dzisiejszy ewangelizator musi się uważać i chcieć być takim, jakim chciał go Bóg: umiłowanym synem. Zanim apostoł podejmie się głoszenia Ewangelii, traktuje ją i przechowuje jako skarb we wła- snym sercu. Kiedy ją głosi, jest jak Jezus, wiarygodnym świadkiem wiary, który umie dać odpowiedź, a więc „nauczać”.

A jeżeli czasami możemy mieć wrażenie, że Słowo, które głosi- my, przez wielu nie jest zrozumiane i nie przyjęte, albo też, że zbyt słaby jest rezultat naszych trudów, przypomnijmy sobie przypo- wieść o siewcy. Jezua ją opowiedział, aby stawić czoło zniechęceniu uczniów, którzy po pierwszym entuzjazmie wzbudzonym przez Nie- go, widzieli zmniejszającą się stopniowo liczbę tych, którzy szli za Nim. Zaczęli się nawet zastanawiać, jak może zrodzić się zbawienie Izraela z tak lichego działania, jakim jest przepowiadanie skierowane do prostego ludu, niemającego żadnego autorytetu w społeczeństwie. Jezus, właśnie poprzez tę przypowieść, chciał wzbudzić optymizm i ufność: kto posiada cierpliwość wieśniaka, może zauażyć, że ciężka

4 Ibidem, 11.

praca siewcy, nawet jeżeli jest wystawiona na ryzyko jałowej ziemi, może być obficie wynagrodzona.

J. Ratzinger, wówczas jeszcze teolog, komentując tę przypowieść w swojej medytacji o duchowości kapłańskiej, stwierdzał: „musimy pomyśleć o sytuacji często niemal beznadziejnej rolnika w Izraelu, który wyrywa zbiory ziemi, która grozi, że w każdej chwili może stać się pustynią. Jednak bez względu na próżny wysiłek, zawsze znajdą się ziarna, które dojrzewają do zbiorów i wzrastając, pomimo tylu niebezpieczeństw, wydają owoc, płacąc wystarczająco za wszelką pracę. Przez taką wzmiankę Jezus chce powiedzieć: wszystko, co jest rzeczywiście przydatne na tym świecie, zaczyna się skromnie i w ukryciu [...]....To, co jest małe, rozpoczyna się tutaj, w tych moich słowach, ale będzie rosnąć coraz bardziej, podczas, gdy to, co dzisiaj daje się zauważyć, już dawno przeminęło” 5 .

W głoszeniu słowa jest pewna logika uniżenia i pokory, które po- winien nabyć każdy misjonarz. Nierzadko „postępują naprzód wśród płaczu, niosąc ziarno na zasiew”, ale on lub ten, który przyjdzie po nim „z powrotem przyjdzie wśród radości, przynosząc swoje sno- py” (por. Ps 125/126), Na końcu nie będą go pytać o sukcesy, ale o wierność swemu Panu, nawet gdy to zakłada niezrozumienie i pew- ną cenę do zapłacenia. Ostatecznie tylko ta wierność Słowu nie za- wodzi. Uczyńmy własnymi słowa, z jakimi Paweł, dystansując się od fałszywych misjonarzy, którzy niepokoili rodzący się Kościół w Koryncie, określił swoją linię postępowania w głoszeniu Ewangelii: „Unikamy postępowania ukrywającego sprawy hańbiące, nie ucieka- my się do żadnych podstępów ani nie fałszujemy Słowa Bożego, lecz okazywaniem prawdy przedstawiamy siebie samych w obliczu Boga, osądowi sumienia każdego człowieka” (2 Kor 4,2)

Na takiej samej linii należy umieścić sprawowanie sakramen- tów, a szerzej – liturgii Kościoła, do której odnosi się tekst Mateusza wprowadzający temat chrztu z formułą trynitarną. Dla mentalności

5 J. RATZINGER, Słudzy waszej radości. Medytacje na temat duchowości kapłańskiej, Ancora, Milano 1989, 18n.

współczesnego człowieka nie ma nic bardziej gorszącego jak logika liturgii. Jest tyle pilnych problemów na świecie, jak to spontanicz- nie rozumuje człowiek, czy więc nie jest stratą czasu przeznaczać te chwile swojego życia na celebrację? A jednak to celebracja liturgicz- na, a w sposób szczególny celebracja sakramentów, zawiera w sobie siłę Paschy Chrystusa, ten potężny dynamizm życia Bożego.

Chrzcić „w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” oznacza nie tyl- ko w znaczeniu świeckim „działać w imię”, odnosić się do władzy jurydycznej, która nas deleguje; oznacza to również „działać w imię” w znaczeniu biblijnym, odnieść się do żywej obecności i działają- cej mocy Trójjedynego Boga. Tutaj, bardziej niż kiedykolwiek, misja osiąga swój cel, bo prowadzi ludzi nie tylko do świadectwa o Bogu, ale Boga samego.

Ludzie muszą być ochrzczeni, czyli zanurzeni przez wiarę w Trój- cę Świętą, która jest ich domem; muszą być wprowadzeni w moc mi- łości, która objawiła się w paschalnym panowaniu Chrystusa. To jest prawdziwa „skuteczność”, która odnawia świat, bez której na próżno wstawalibyśmy wcześnie rano, późno szli na odpoczynek, jedli tylko chleb zapracowany ciężko, podczas gdy Pan daje go we śnie tym, których miłuje (por. Ps 127). Tu rodzi się życie Kościoła, ludzkość odnowiona łaską Wielkanocy, której Pan pozwala wzrastać w historii, również za naszym pośrednictwem.

4. GŁĘBOKA MISTYKA MISJI

Ostatnim słowem, jakie Jezus wypowiedział do Jedenastu po przekazaniu im „mandatu misyjnego”, jest to słowo otuchy: „Ja je- stem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.To wielka obietnica, stanowiącą stałą zachętę i powód do ufności. Wybrzmie- wa w niej echo wsparcia, które Bóg zawsze gwarantował w Starym Testamencie tym, których powoływał do specjalnej misji: „Nie bój się, ja jestem z tobą”. Odzwierciedla się w niej przede wszystkim tożsamość Jezusa, który od początku Ewangelii Mateusza przedsta- wiany jest jako Emmanuel „Bóg z nami”. Wydarzenia męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa nie wymazały Jego obecności z historii, ani Jego woli pozostania z tymi, którzy nie tak dawno Go opuścili. Zapewnienie Zmartwychwstałego, że pozostanie z nimi, stało się de- finitywne i stałe, w czasie i przestrzeni, aż do końca świata.

Z pewnością zauważamy, ile pociechy i ile siły wynika z tych słów. Dla tego, kto się poczuwa i chce być posłanym przez Niego, każdy dzień życia rozpoczyna się i kończy w świetle uspakajającej obecności, silniejszej od samotności i strachu. Radość życia w czy- stości przeżywanej w oczekiwaniu na lepszego Oblubieńca, bogac- two tego, kto wyrzeka się dóbr ziemskich, ale nie przestając szukać „dusz”, wolność naszego posłuszeństwa, które upodabnia nas do Pana - w tych słowach znajdują najbardziej autentyczny fundament i pragną być jego widzialnym i wymownym znakiem. Chrystus jest z nami i wypełnia obficie nasze życie. Wewnętrzny zapał, wypływający z tego, jest zresztą prawdziwym skarbem misjonarza i największym darem, który może przekazać tym, do których został posłany. Nic nie jest bardziej przekonywujące niż to, że ten, kto reprezentuje Jezusa Chrystusa, egzystencjalnie jest przepełniony Jego świetlistą obecno- ścią, co ujawnia się w jego pogodnej twarzy, głębi spojrzenia, w po- kornym sposobie bycia, w prawdziwości gestów i słów. Tak jak Jezus był dla uczniów obrazem i odbiciem Ojca, tak prawdziwy misjonarz jest wezwany, aby być wyrazistą ikoną Zmartwychwstałego. Może to zrealizować, gdyż Chrystus jest rzeczywiście z nim, towarzysząc mu w sposób tak bardzo wewnętrzny, że staje się prawdziwym jego mieszkaniem: apostoł, jak Paweł, może zawołać: „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Gal 2,20).

W ten sposób misja osiągnie swoją mistyczną głębię, co jej przy- sługuje. Od początku bowiem, powołując Dwunastu, ustanowił ich, „aby Mu towarzyszyli, by mógł ich wysłać na głoszenie nauki” (Mk 3,14). Z własnego doświadczenia wiemy wszyscy, jak łatwo jest od- czuwać w naszym konkretnym życiu pewnego rodzaju napięcie mię- dzy tymi dwoma elementami, ile może być wahania przy pewnego rodzaju rozłamie wewnętrznym pomiędzy modlitwą a pracą, kontem- placją i działaniem, oddaniem się Bogu a oddaniem się dla innych. Teraz, od chwili wezwania Dwunastu, te dwa wymiary występują ra- zem i są wewnętrznie powiązane ze sobą; tylko wchodząc w głęboką zażyłość z Jezusem, można ukazać innym Jego obecność i rzeczywi- ście być głosicielem Jego Słowa.

Ten niesie światu Słowo, kto je wcześniej usłyszał, tak jak Ma- ryja w domu Elżbiety. Staje się bratem Jezusa ten, kto jest z Nim i słucha Jego Słowa. Bycie z Jezusem w żaden sposób nie może być pojmowane jako coś, co się robi od czasu do czasu, w przerwach wła- snej działalności. Ewangelia Jana jest bardzo jasna w tym względzie, kiedy mówi o absolutnej konieczności pozostania z Nim, gdyż bez Niego nie możemy nic uczynić. Faktycznie, z powodu nowości zmar- twychwstania, dzięki któremu obecność Chrystusa przenika każdy czas i miejsce, wewnętrzne złączenie modlitwy i działania staje się znów motywem doświadczenia. Kontemplacja i świadectwo przeni- kają się bardzo głęboko, pozostając we wzajemnej, ścisłej relacji do siebie, na podobieństwo skurczu i rozkurczu naszego serca.

Oczywiście, osobista droga każdego misjonarza, to wewnętrzne przenikanie się modlitwy i głoszenia, nigdy nie są punktem wyjścia, co raczej celem do osiągnięcia. Domaga się ona odpowiedniej drogi formacyjnej i stałej wewnętrznej czujności. Tylko w ten sposób moż- na uniknąć fałszywego spirytualizmu, który odciąga od pracy apo- stolskiej i łudzi bliskością Boga, czemu jednak przeczą fakty; można równocześnie pokonać jałowy aktywizm, który ma tylko jeden rezul- tat, ogołaca życie ucznia, a nawet może prowadzić do jego porzuce- nia. Tak więc podstawowa konieczność i samo serce misji polegają więc na opanowaniu największej sztuki, a mianowicie tej, aby żyć z Jezusem, pod Jego panowaniem, głęboko utożsamieni z Nim, z Jego myślami, czyniąc z Jego słowa własny pokarm.

Pytając o perspektywy Kościoła w trzecim millenium, po obcho- dach Wielkiego Jubileuszu, Jan Paweł II pisał w Liście apostolskim Novo Millennio Ineunte:

Zadajemy to pytanie pełni ufności i optymizmu, chociaż nie lek- ceważymy trudności. Nie ulegamy bynajmniej naiwnemu przeko- naniu, że można znaleźć jakąś magiczną formułę, która pozwoli rozwiązać wielkie problemy naszej epoki. Nie, nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas na- pełnia: Ja jestem z wami! Nie trzeba zatem wyszukiwać „nowe- go programu”. Program już istnieje: ten sam, co zawsze, zawarty w Ewangelii i w żywej Tradycji. Jest on skupiony w istocie rze- czy wokół samego Chrystusa, którego mamy poznawać, kochać i naśladować, aby żyć w Nim życiem trynitarnym i z Nim przemie- niać historię, aż osiągnie swą pełnię w niebiańskim Jeruzalem. Program ten nie zmienia się mimo upływu czasu i ewolucji kultur, chociaż bierze pod uwagę epokę i kulturę, aby możliwy był praw- dziwy dialog i rzeczywiste porozumienie. Ten właśnie niezmienny program jest naszym programem na trzecie Tysiąclecie 6 .

A potem kontynuował, opisując, jako prawdziwą konieczność Ko- ścioła, linie pedagogii świętości, jako „’wysoką miarę’ zwyczajnego życia chrześcijańskiego” 7 .

W przekonaniu, że „wolą Bożą jest wasze uświęcenie” (1 Tes 4,3). On sam słyszał za- strzeżenia, że ta perspektywa wydaje się być zbyt ogólna i wznio- sła, by zachęcić do takiego programu pastoralnego, ale odpowiadał bardzo wyraźnie, że tylko wtedy, gdy przyjmie się poważnie i kon- sekwentnie taki punkt widzenia, różne problemy konkretnego życia duszpasterskiego mogą znaleźć rozwiązanie. Świętość nie może być dodana w późniejszym czasie do programu apostolskiego bazującego na innych podstawach, ale musi się opierać na pierwotnej inspiracji, która pobudza całe rozeznanie pastoralne; w przeciwnym razie ist- nieje niebezpieczeństwo, że zagubimy się w różnych jałowych dys- kusjach i błahych projektach, które nie odzwierciedlają myśli Bożej, i to, niestety, staje się realne.

6 JAN PAWEŁ II, Novo Millennio Ineunte, 29.

7 Ibidem 31.

Zakończenie

Kochani Współbracia, życie konsekrowane naszych czasów nie- kiedy oskarża się o to, że „produkuje” wiel posług, ale oferuje mało świętości. Może właśnie dlatego jest rzeczą konieczną dokonanie konfrontacji, aby nasza Rodzina Salezjańska, nasze wspólnoty apo- stolskie mogły być prawdziwymi szkołami, w których, w sposób konkretny, uczy się sztuki świętości, czyli sztuki autentycznego życia chrześcijańskiego, jaką nasz święty Założyciel, Ksiądz Bosko, prak- tykował i nam przekazał.

W miejscach, w których żyjemy, jesteśmy wezwani do świętości. Misja wszędzie przewiduje nowe zadania; potrzebne są osoby i wspól- noty, które kochają Jezusa i są odważne w dawaniu świadectwa i peł- nieniu służby. Wszędzie, ale szczególnie w Europie, Zgromadzenie zwraca na to teraz uwagę i wysyła swoje najlepsze siły. To jest czas misji! Oby mogły w dalszym ciągu pojawiać się wśród nas prawdzi- we powołania misyjne, święte i szlachetne; możemy wzbudzić wśród młodych i świeckich, misjonarzy wolontariuszy, uczniów i apostołów. Wraz z wami powierzam to misyjne zadanie Zgromadzenia Maryi Wspomożyciele, Matce Kościoła. Ona była zawsze obecna w naszej historii i nie zabraknie Jej obecności i pomocy również i teraz. Tak jak w Wieczerniku, Maryja, ekspert Ducha, nauczy nas pozwolić się Mu kierować, „aby móc rozpoznać, jaka jest wola Boża; co jest do- bre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rzym 12, 2b).

Z wielką miłością, szacunkiem i wdzięcznością Ks. Pascual Chávez Villanueva, SDB

Przełożony Generalny