PG Zasoby

W 150. ROCZNICĘ ZAŁOŻENIA ZGROMADZENIA SALEZJAŃSKIEGO ACG 404

ACG 404


W 150. ROCZNICĘ ZAŁOŻENIA ZGROMADZENIA SALEZJAŃSKIEGO

„Przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego” (Mk 3,13)

1. „GEST O DUŻYM ZNACZENIU”. 1.1 Zaczęto w imię Maryi. 1.2 Dni oczekiwania. 1.3 Chłopcy z ’czarnego pasa’. 2. KSIĄDZ BOSKO ZAŁOŻYCIEL DLA MŁODZIEŻY I Z MŁODZIEŻĄ. 2.1 Wydarzenie. 2.2 Nasi młodzi ‘ojcowie założyciele’. 2.3 Włączyć dzisiejszą młodzież. a) Ksiądz Bosko wyczuł, że dla jego Zgromadzenia słuszną drogą była droga młodości. b) Ksiądz Bosko nie bał się wzywać swoich chłopców do odważnych przedsięwzięć, a z ludzkiego punktu widzenia zuchwałych. c) Towarzystwo Niepokalanej, założone przez św. Dominika Savio, było małym polem, na którym zakiełkowały pierwsze ziarna salezjańskiego rozwoju. 3. KONSEKROWANI BOGU W MŁODZIEŻY. 3.1 Synowie Konsekrowanych Założycieli. 3.2 Nauczania Księdza Bosko do swoich Salezjanów. 4. NASZE KONSTYTUCJE DROGĄ WIERNOŚCI. 4.1 Pierwsza fotografia, której pragnął Ksiądz Bosko. 4.2 Długa i ciernista droga. 4.3 Świętość Reguł zatwierdzonych przez Kościół. 4.4 Stały refren Księdza Bosko i Księdza Rua.4.5 Odnowa Konstytucji. 4.6 Słowa testamentu. 5. KSIĄDZ BOSKO ZAŁOŻYCIELEM „SZEROKIEGO RUCHU OSÓB, KTÓRE NA RÓŻNE SPOSOBY DZIAŁAJĄ DLA ZBAWIENIA MŁODZIEŻY (Konst. 5). 5.1 „Synowie Oratorium rozrzuceni po całym świecie”. 5.2 Szeroka sieć Rodziny Salezjańskiej. 5.3 To, co Ksiądz Bosko usłyszał i zobaczył. ZAKOŃCZENIE.

Rzym, 25 marca 2009 roku

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego

Najdrożsi Współbracia!

W tych ostatnich trzech miesiącach, po moim poprzednio napisanym do was liście, miały miejsce niektóre znaczące dla życia Zgromadzenia wydarzenia. Oprócz obrad Rady Generalnej, w zimowej sesji plenarnej 2008-2009, odbył się Międzynarodowy Kongres pod hasłem „System Prewencyjny a Prawa Człowieka", Dni Duchowości Rodziny

Salezjańskiej oraz moja wizyta w trzech Inspektoriach południowych Indii: Chennai, Tiruchy i Bangalore, która chociaż mała węższy zakres, to jest jednakowo znacząca.

Za pośrednictwem ANS-y zostaliście szybko i szeroko poinformowani. Stąd nie potrzeba dalszych komentarzy. Jestem zaś pewny, że uczestnicy pierwszych dwóch wydarzeń opowiedzieli współbraciom w swoich Inspektoriach o swoich przeżyciach, dokonanej refleksji oraz propozycjach i wskazaniach, jakie z nich wypłynęły.

Jest mi miło znowu wejść w kontakt z wami i czynić to w dniu Zwiastowania Pańskiego, który ukazuje nam nasze życie jako powołanie. Jest czymś oświecającym zauważyć, jak w Piśmie Świętym byt i podstawowe więzi osobowe zostają określone przez jego położenie stworzenia, które nie objawia niższości lub zależności, lecz bezinteresowną i stwórczą miłość Boga. Jest to konsekwencją tego, że człowiek nie posiada w sobie racji własnej egzystencji, ani własnego spełnienia się. Zawdzięcza to darowi.

Postawiony jest on w relacji odwzajemnienia względem Boga. Jego życie nie ma sensu poza tą więzią. To co poza nim, a co postrzega i czego ogólnie pragnie to Absolut. I nie jest on abstrakcyjnym i obcym, lecz jest źródłem jego życia, które go wzywa do siebie. Cała historia wyboru ludu Bożego i pojedynczych powołań przedstawiona zostaje w tym kluczu: inicjatywa Bożej miłości, sytuacja człowieka wobec Boga, przebieg życia jako zaproszenie do dania odpowiedzi, jako przyjęte wezwanie. Kategoria stworzenia łączy się na nowo z kategorią rozmówcy Boga. „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego' - odpowiada Aniołowi Maryj a. Dar życia zawiera pewien projekt; ten odsłania się w dialogu z samym sobą, z historią, z Bogiem, i wymaga osobistej odpowiedzi. To zaś określa umiejscowienie człowieka w stosunku do świata i wszystkich bytów, które on zawiera.

Byty ty te nie mogą spełnić jego pragnień i stąd człowiek nie jest im poddany. Miarą tej struktury życia jest przymierze między Bogiem a ludem. Jest to bezinteresowny i odnawiający wybór ze strony Boga. Człowiek ma sobie go uświadomić i przyjąć go jako program życia, kierowany prze Słowo Boże, które stawia mu pytania i stawia go wobec wyboru.

Powołanie chrześcijańskie nie jest zatem luksusowym dodatkiem, zewnętrznym uzupełnieniem dla realizacji człowieka. Jest to raczej jego czyste i proste spełnienie się, niezbędny warunek autentyczności i pełni, zaspokojenie najbardziej radykalnych wymagań, którymi obdarzona jest jego własna struktura jako stworzenia. W ten sam sposób wejście w dynamikę Królestwa Bożego, do którego Jezus zaprasza uczniów, to jedyna forma istnienia, która odpowiada przeznaczeniu człowieka na tym świecie i poza nim. 1 tak życie rozwija się jako dar, wezwanie i projekt.

Drodzy Współbracia! Pragnąłem wejść w kontakt z wami, czerpiąc myśli ze święta Zwiastowania, w pewien sposób komentując werset Ewangelii św. Marka, który stanowi tytuł niniejszego listu. Chodzi tu o tekst, który w zaledwie jednym wersecie i w bardzo schematycznej formie opowiada o decyzji podjętej przez Jezusa, aby przywołać do siebie grupę mężczyzn i uczynić ich uczestnikami swojej własnej misji na rzecz ludzkości.

W tym opowiadaniu, postawionym w centrum Ewangelii św. Marka, jako że jest to kronika założenia grupy Dwunastu, Jezus jest już misjonarzem Królestwa Bożego w wioskach Galilei. W porównaniu do pierwszego powołania, które było naglącym zaproszeniem do dwóch par braci (por. Mk 1,17.20), mamy tu zwyczajny rozkaz, jako owoc osobistej decyzji. Jezus przywołuje tych, których chce i powołuje ich do bycia z Nim na górze. Aby przyszli do Niego i „Mu towarzyszyli" (Mk 3,14), muszą zostawić tłumy, które szły za Nim. Ta grupa rodzi się wokół dobrze określonych zadań: być z Nim, aby potem stać się Jego wysłannikami. Dwunastu, to zatem pierwsi powołani, których Jezus pragnie zawsze mieć u swego boku. Żyć z Nim to ich pierwsze zadanie, potem zaś przyjdzie wysłanie. Dla Apostoła wspólne życie uprzedza misję. Tylko towarzysze Jezusa, ci najbliżsi, będą Jego przedstawicielami. Jezus nie zwykł dzielić swojej misji z tymi, którzy nie dzielili jego życia (por. Dz 1,21-22).

Wydaje mi się, że to wprowadzenie pomoże dobrze zrozumieć znaczenie i perspektywy 150-tej rocznicy założenia Zgromadzenia Salezjańskiego. „Faktycznie przed założeniem zatwierdzonym przez władze, miało miejsce rzeczywiste założenie jego Towarzystwa z datą odnoszącą się do okresu, w którym położył fundamenty pod swoje maleńkie Oratorium św. Franciszka Salezego. Nigdy co do tego nie zmienił zdania, ani on, ani jego pierwsi współpracownicy"'.

To, co uczynił Ksiądz Bosko, powołując grupę chłopców ze swojego Oratorium z Valdocco i odpowiedź, jakiej oni udzielili, stanowi w rzeczywistości prawdziwe ewangeliczne doświadczenie, o silnym znaczeniu symbolicznym i paradygmatycznym. Jak Jezus, tak i Ksiądz Bosko, powołał pewnych związanych z nim młodzieńców, aby razem z nimi dzielić życie, marzenia i posłannictwo. Jak Jezus, tak i Ksiądz Bosko, znalazł swoich współpracowników wśród tych, którzy byli mu bliscy. Być z nim, mimo że jeszcze w bardzo młodym wieku, było naturalną przesłanką, by być posłanym.

1. „GEST O WIELKIM ZNACZENIU”2

Pragnął bym bardzo, drodzy współbracia, aby ten rok jubileuszowy sprawił, że będziemy wielbić i dziękować Bogu za jego dobroć i wspaniałomyślność, oraz pobudził nas do głębokiego odnowienia naszego życia i posłannictwa, na nowo przeżywając to, co dokonało się 18 grudnia 1859 roku, w dniu, w którym Ksiądz Bosko, w zaciszu swego pokoju, dał początek temu, co nazwane będzie Towarzystwem św. Franciszka Salezego, urzeczywistniając projekt, który od dłuższego czasu nosił w sercu3, to jest od roku 1841, kiedy otrzymał święcenia kapłańskie i wstąpił do Konwiktu, o czym on sam wiele razy pisał'. Zgromadzenie

1 F. DESRAMAUT, `Don Bosco fondatore', w: M. MIDALI (a cura di), Don Bosco Fondatore della Famiglia Salesiana. Atti del Simposio (Roma, 22-26 gennaio 1989), s. 125.

2 F. DESRAMAUT, Don Bosco en son temps (1815-1888) (Torino: SEI, 1996), s. 571.

' Już w roku 1850 "Ksiądz Bosko nie ustępował w zamiarze założenia Zgromadzenia... Czasami mówił młodzieży o korzyści płynących ze wspólnego życia... Jednak zawsze rozumował w sposób pośredni, nie nawiązując do życia zakonnego" (MB IV ss. 424-425).

4 „Nasze Towarzystwo zaczęło faktycznie istnieć w r. 1841" (MB X s. 661; por. MB VIII s. 809). Jego `Streszczenie o Pobożnym Towarzystwie św. Franciszka Salezego, w dniu 23 lutego 1874 r.', zaczyna się w ten sposób: „To Pobożne Towarzystwo istnieje od 33 lat". por. P. BRAIDO, Don Bosco per i giovani: L ——Oratorio". Una "Congregazione degli oratori". oratori". oratori". oratori". oratori". oratori". oratori". oratori". oratori". Documenti (Roma: LAS, 1988) s. 147.

nie zostało założone, aby zapoczątkować dzieło, lecz aby je podtrzymać i rozwijać. Zrodziło się wśród młodzieży, której Ksiądz Bosko się poświęcał, i razem z nią.

Mamy do opowiedzenia bardzo piękną historię, a czyniąc to mamy także znaczącą historią do powtórzenia.

1.1 Zaczęto w imię Maryi

2 1 MB VI s. 333. Por. Documenti VII s. 35.

W dniu 8 grudnia 1859 roku, w Oratorium Księdza Bosko na Valdocco, obchodzono uroczystość Niepokalanego Poczęcia. Grupa 184 internistów domu Księdza Bosko była duszą dla tysiąca chłopców oratorium świątecznego, którzy wypełniali podwórka i okoliczne łąki. Śpiewali, modlili się, przyjmowali Komunię Świętą podczas Mszy Księdza Bosko. Po spożyciu obfitego `świątecznego' śniadania, rozbiegali się, uczestnicząc w stu grach oraz zbierali się w grupach na katechizm. Wielu z nich potrafiło porozmawiać z Księdzem Bosko o swojej pracy, rodzinie, trudnościach i o przyszłości.

Wieczorem, po dźwiękach i pogodnych pieśniach na `pożegnanie', Ksiądz Bosko zmęczony, ale rozpromieniony, w czasie tradycyjnego `słówka na dobranoc' podziękował Maryi i wszystkim za tak piękny dzień. Potem młodym internistom i ich asystentom-animatorom, (którzy jak zwykło się wówczas robić, nosili klerycką sutannę), dał ogłoszenie, które przyspieszyło bicie serca dwudziestu z nich. „Ksiądz Bosko tamtego wieczoru publicznie ogłosił, że jutro, w piątek, miał zwołać w swoim pokoiku specjalną konferencję, po tym, jak inni chłopcy udadzą się na spoczynek. Ci, którzy mieli uczestniczyć, zrozumieli zaproszenie. Księża, klerycy, świeccy współpracujący w wysiłkach Księdza Bosko w Oratorium oraz inni dopuszczeni do tajemnic, przeczuwali że to zebranie będzie bardzo ważnym``.

1 tak, wieczorem 9, po zwykłym pracowitym dniu: modlitwy, studium, pracy i radości, dziewiętnastu młodych zgromadziło się w pokoiku Księdza Bosko. Kronika ks. Lemoyne i protokół przepisany przez biografa A. Amadei stwierdzają, że Ksiądz Bosko najpierw prosił o światło Ducha Świętego i opiekę Matki Bożej, po czym streścił to, co na poprzednich konferencjach przedstawił wszystkim.

Następnie, „z dostrzegalnym wzruszeniem ogłosił, że nadeszła godzina, aby nadać formę Towarzystwu, nad którego założeniem zastanawiał się od dawna, i które było głównym przedmiotem wszystkich jego zabiegów, zachęt i pochwał Piusa IX, istniejącego już w formie obserwancji tradycyjnych reguł i, do którego zdecydowana większość obecnych, przynajmniej duchowo przynależała, a niektórzy nawet poprzez złożoną obietnicę. Stąd nadszedł moment, aby zdeklarować się o zapisaniu się do Pobożnego Towarzystwa, które przyjęłoby, a raczej zachowałoby, imię św. Franciszka Salezego"6.

Do takiego oto zgromadzeniu będącego główną podporą Oratorium zostaliby zapisani jedynie ci, którzy dojrzałym namyśle, mieliby zamiar poświęcić się Bogu, składając we właściwym czasie śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, aby poświęcić swoje życie opuszczonej i zagrożonej młodzieży. „Stąd na najbliższej konferencji mieli wypowiedzieć się jedynie ci, którzy zamierzali przystąpić do niego'. Inicjatywa Księdza Bosko zrodzona, z naglącej potrzeby posiadania zaufanych współpracowników, nie wychodziła od zera. Był to jeszcze jeden krok wychowawczego procesu, trwającego już od około 10 lat i od roku opartego na przygotowanym projekcie pierwszych Konstytucji Salezjańskich z roku 1859$. Pomimo to, stwierdza ks. Lemoyne, Ksiądz Bosko „dał wszystkim tydzień czasu na zastanowienie się i powierzenie tej ważnej sprawy Bogu", po czym „zamknięto zebranie w głębokiej ciszy"9.

1.2 Dni oczekiwania

Kolejne dni, pełne od zewnątrz wypełnione były codzienną pracą, lecz w sercu i umyśle tejże dwudziestki naznaczone były również niecodziennym napięciem.

Pierwszym, który intensywnie się modlił i oczekiwał, był Ksiądz Bosko. Od wielu lat dyskretnie zachęcał on do pozostania najlepszych

s A. AMADEI, Un altro Don Bosco. Il servo di Dio Don Rua (Torino: SEI, 1934) s. 73. A. AMADEI, dz. cyt. s. 73.

$ Por. G. Bosco, Costituzioni della Society di S. Francesco di Sales (1858-1875). Testi critici a cura di F. Morro (Roma: LAS, 1982).

1 MB VI s. 334.

spośród swoich chłopców, w których dostrzegał wyraźne powołanie Boże. Wielu mu to obiecywało. Potem jednak rozmyślali się. Pisze ks. Lemoyne: „Nikt, opowiadał Ks. Bosko, nie jest stanie wyobrazić sobie wewnętrznych wstrętów, antypatii, zniechęceń, nieufności, rozczarowań, goryczy, niewdzięczności, które dotknęły Oratorium przez około dwadzieścia lat. Gdy wybrani obiecywali, że pozostaną do pomocy Księdzu Bosko, to był to pretekst, aby wygodnie kontynuować naukę, po zakończeniu której, wysuwali tysiąc powodów, aby zwolnić się z obietnicy. Po wielu nieudanych próbach, za jednym razem udało się założyć sutannę ośmiu chłopcom, którzy mimo to bardzo szybko opuścili Oratorium. Byli też i tacy, którzy odchodzili w dniu święceń kapłańskich, lub w wieczór prymicyjny jasno oświadczali, że życie w Oratorium nie jest odpowiednim dla nich"10

Kanonik i proboszcz Giacinto Ballesio, wychowanek Księdza Bosko i dziesiąty świadek w procesie beatyfikacyjnym, tak zeznał pod przysięgą: „Doskonale wiedział, że osiągnął swój cel, widząc swoich wychowanków wstępujących do seminarium lub podejmujących posługę proboszcza... Okazywał wielkie przywiązanie i zadowolenie z ich stanu. Mimo to jednak nie da się przemilczeć, że pewne rozczarowania były dla niego bardzo gorzkie, z racji niedotrzymania słowa przez nie małą grupę tych, których przynajmniej warunkowo obdarzył swoimi względami, ponosząc wielkie wydatki, aby doprowadzić ich do uzyskania uprawnień i dyplomów... Jednak potem w sumie nie narzekał na to""

"

W inny sposób, lecz jednakowo intensywnie, modliła się i myślała grupa dziewiętnastu, która miała odpowiedzieć na zaproszenie Księdza Bosko. Przystąpienie do `Towarzystwa', do którego zapraszał ich Ksiądz Bosko obiecując mu `wspaniałomyślne posłuszeństwo' było rodziną zakonną, `zgromadzeniem' takim jak te zduszone zaledwie cztery lata wcześniej, przez `ustawę Rattazziego' (29 maja 1855 roku).

Z klasztorów i domów zakonnych wydalono `zakonników', których gazety z dokuczliwą bezwzględnością określały jako `podludzi', `wyzyskiwaczy nowoczesnego społeczeństwa' i zapraszały do `podeptania

10 MB V ss. 404-405.

" " MB V s. 406.

jak wszy'. Stąd Ksiądz Bosko, chcąc dać ducha swojemu Oratorium, prosił tych młodych o skupienie się w rodzinie zakonnej, w posłuszeństwie wobec niego oraz z perspektywą (z upływem czasu), poświęcenia się Bogu przez ślub czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Niektórzy z nich (w tajemnicy i w porozumieniu z Księdzem Bosko) czynili tak już kilku lat.

Wszyscy oni byli bardzo młodzi, a w grę na zaufanie do Księdza Bosko za jednym razem wchodziło całe życie. Aż do tej chwili byli oni jedynie związani obietnicą lub ślubem pozostania z Księdzem Bosko, aby pomóc mu w dziele oratoriów. Niektórzy byli wstrząśnięci. Pisze ks. Lemoyne: „Nie jeden powiedział półgłosem: «Ksiądz Bosko chce z nas wszystkich zrobić zakonników»""".

Dla Józefa Buzzettiego (27 lat), młodego murarza z Coronno, jednego z pierwszych chłopców Księdza Bosko, Oratorium było całym jego światem i życiem. Ksiądz Bosko był dla niego wszystkim. Na jego prośbę, przez rok nosił nawet strój klerycki i nie sprawiłoby mu problemu zostać księdzem. Ale nie `zakonnikiem'. Nie czuł się absolutnie na siłach. (Miał zostać salezjaninem, dopiero w roku 1877).

Michał Rua (22 lata), nie miał wątpliwości. Ksiądz Bosko skierował swoje zaproszenie. Dla niego, jak zawsze, był to rozkaz. Dla potwierdzenia czego, dzień później udał się do Domu Misyjnego, aby rozpocząć rekolekcje, otrzymując święcenia niższe (11 grudnia) i subdiakonat (17 grudnia).

Jan Cagliero (21 lat), miał natomiast wiele wątpliwości. Pisze Lemoyne (w roku 1907 Cagliero żył jeszcze, gdy Lemoyne opublikował te słowa): „Przez długą godzinę chodził pod portykiem, niepokojony różnymi myślami. W końcu wykrzyknął do jednego z przyjaciół: `Zakonnik, czy nie zakonnik, to i tak to samo. Jestem zdecydowany, jak byłem zawsze, że nie odłączę się od Księdza Bosko!' Potem w liściku napisał Księdzu Bosko, że w pełni poddaje się jego radom i decyzji swojego przełożonego. Ksiądz Bosko, spotykając go, spojrzał na niego z uśmiechem, a potem odrzekł: „chodź, chodź, to jest twoja droga!"13

1.3 Chłopcy z `czarnego pasa'

Jednak Ksiądz Bosko nie powoływał ich, aby ryzykowali życie w oparciu o zaufanie do niego. Powoływał ich, aby podejmowali decyzję poświęcenia życia Bogu dla `opuszczonej i zagrożonej młodzieży', która bez ich pomocy zatracała się na ich oczach i kto wie, w ilu innych miejscach na świecie. „Rozpoznawał w nich wykwalifikowanych robotników, wyśnionych dla dzieła swoich rozwijających się oratoriów"14.

Turyn, jako miasto, przeżywał w tamtym czasie burzliwy okres rozwoju. W północnej części miasta zagęszczał się `czarny pas' ruder, wypełnionych najuboższymi emigrantami. Coraz większa fala najuboższych chłopskich rodzin i opuszczonych młodych ludzi opuszczała wsie i przybywała w poszukiwaniu pracy i szczęścia w mieście, gromadząc się w norach, powstających między bagnami rzeki Dory, gdzie spływały odchody z miasta pozbawionego kanalizacji. Pochłaniani byli przez wielkie place budów obszaru południowego, przez przedsiębiorstwa manufakturowe, przędzalnie, garbarnie, piekarnie i fabryki. Jednak nie wszyscy młodzi wytrzymywali wysokie tempo pracy (wielu z nich dożywała jedynie 18-19 lat). Przeganiano ich ze względu na słabą wydajność i wyrzucano na ulicę. W wyczerpującym i często pełnym desperacji poszukiwaniu sposobu na przeżycie, łączyli się w bandy włóczęgów, żyli, kradnąc na targowiskach, porywali torby gospodyniom, opróżniali wypełnione portfele handlowców, pozostawali w stałym konflikcie z policjantami, którzy ścigali ich, i jak tylko było to możliwe, wsadzali do więzienia.

Aby udzielić konkretnej pomocy tym młodym chłopcom (dziewczynom oraz najsłabszym osobom), w obrębie `czarnego pasa', niczym wachlarz usytuowało się czterech wielkich chrześcijan: ks. Jan Cocchi, kanonik Józef Cottolengo, markiza Julia Barolo i Ksiądz Bosko15

14 R. ALBERDI, `Don Bosco fondatore dei salesiani', w: M. MIDALI (a cura di), Don Bosco Fondatore della Famiglia Salesiana. Atti del Simposio (Roma, 22-26 gennaio 1989) s. 171.

15 Krótki i Użyteczny opis sytuacji Turynu w latach czterdziestych XV111 w. można znaleźć w: A. J. LENTI, Don Bosco. History and Spirit. 11: Birth and Early Development of Don Bosco's Oratory. Edited by A. GIRAUDO (Roma: LAS, 2007) ss. 6-26.

Oratorium bardzo ubogiego Księdza Bosko, rozpoczęte trzynaście lat wcześniej od szopy, dało początek szkołom wieczorowym, warsztatom i internatowi dla chłopców pracujących i uczących się. W owym 1859 roku dom gościł 184 najuboższych chłopców, a rok później będzie ich miał 35516. W niedzielę Oratorium zapewniało ponad tysiącu chłopców chrześcijańskie życie, radość, naukę i przyjaźń z Księdzem Bosko. To właśnie do pomocy tym konkretnym, krzyczącym, zdezorientowanym w życiu młodym, spragnionym chleba i Boga, wzywał Ksiądz Bosko `dając życie Towarzystwu św. Franciszka Salezego'.

2. KSIĄDZ BOSKO ZAŁOŻYCIEL DLA MŁODZIEŻY I Z MŁODZIEŻĄ

„Ksiądz Bosko nie mógł i nie chciał, w związku z powoływaniem do życia towarzystwa zakonnego, zrzeszać znaczącej grupy dorosłych współpracowników, wybierając ich spośród tych, którzy pracowali już w trzech oratoriach". Zdawał sobie sprawę, że bardziej efektywnym, niż grupa wolontariuszy, którzy dzisiaj są, a jutro ich nie będzie, pozostaje założenie trwałego Towarzystwa osób konsekrowanych Bogu na zawsze, aby służyli Mu w tej młodzieży, przeżywającej poważne trudności. 1 aby doprowadzić to do skutku, pomyślał w końcu o swoich młodych, to znaczy tych, którzy „te ostatnie lata spędzili w Oratorium z Księdzem Bosko"18.

2.1 Wydarzenie

Dnia 18 grudnia owego 1859 roku, była niedziela. Ksiądz Bosko zakończył pracowity świąteczny dzień wśród tysiąca chłopców, podobnie jak to było w dniu święta Niepokalanej i w każdą niedzielę. Potem zwołał na konferencję tych, którzy zdecydowali, by przynależeć do Pobożnego Towarzystwa św. Franciszka Salezego.

16 Por. P. STELLA, Don Bosco nella Storia economica e sociale (1815-1879) (Roma: LAS, 1980) s. 175.

" " P. BRAIDO, Don Bosco, prete dei giovani nel secolo delle liberti. Tom 1(Roma: LAS, 2003) s. 439.

" " P. STELLA, tamże. s. 295.

Była godzina 21, po modlitwach wieczornych. Spotkanie odbywało się w pokoiku Księdza Bosko. W ciągu kilku minut zebrało się 18

osób, razem z Księdzem Bosko. Jedynie dwóch nie przyszło. Zebranych wokół Księdza Bosko było siedemnastu: jeden kapłan (47 lat),

jeden diakon (24 lata), jeden subdiakon (22 lata), trzynastu kleryków (od 21 do 15 lat) i jeden bardzo młody uczeń.

Skrupulatny protokół podpisany przez ks. Alasonattiego i ze specjalnym podpisem Księdza Bosko19, „to dokument o urzekającej pro

stocie, zawierający pierwszy oficjalny akt Towarzystwa Salezjańskie

go"20. Czytamy w nim:

„(Zebraliśmy się) wszyscy w celu i w jednym duchu, aby rozwijać i zachować ducha prawdziwej miłości, który wymagany jest w dziele Oratoriów dla opuszczonej i zagrożonej młodzieży, a która w tych nieszczęsnych czasach, na wiele sposobów uwiedziona zostaje ze szkodą dla społeczeństwa oraz wrzucona w bezbożność i niewiarę.

Spodobało się zatem tymże zgromadzonym ustanowić się w Towarzystwo lub Zgromadzenie, które mając na celu wzajemną pomoc w osobistym uświęceniu, postanawia sobie rozwijać chwałę Bożą i zbawienie dusz, zwłaszcza tych najbardziej potrzebujących kształcenia i wychowania, a zatwierdziwszy zgodnie postanowiony zamysł, po krótkiej modlitwie i wezwaniu światła Ducha Świętego, przystąpili do wyboru członków, wchodzących w skład dyrekcji towarzystwa dla tego i dla innych Zgromadzeń, jeżeli Bogu spodoba się wspierać ich rozwój.

Poprosili zatem, zgodnie jego (Księdza Bosko), inicjatora i promotora, aby przyjął stanowisko Przełożonego Wyższego, jako że jest w pełni jemu stosowne. On zaś przyjmując je z zastrzeżeniem władzy mianowania przez siebie prefekta (Wikariusza i Administratora), widząc że nikt się temu nie sprzeciwił, stwierdził, że nie uważa za słuszne usuwanie z biura prefekta piszącego te słowa (ks. Alasonatti), który dotychczas zajmował to stanowisko w domu.

19 Por. J. G. Gonzalez, `Acta de fundación de la Sociedad de S. Francisco de Sales. 18 Diciembre de 1859', RSS 52 (2008) ss. 335-336.

20 E. CERIA, Annali della Society Salesiana, dalle origini alla morte di S. Giovanni Bosco (1841-1888) (Torino: SEI, 1961) s. 33.

Pomyślano też zaraz o sposobie wyboru innych członków zarządu i uzgodniono o zastosowaniu tajnego głosowania, jako najkrótszej drogi do ustanowienia Rady, która winna się składać z Kierownika Duchowego, Ekonoma i trzech Radców w towarzystwie dwóch wyżej wspomnianych zarządców (Przełożonego Wyższego i Prefekta).

[...] Przy wyborze Kierownika Duchowego jednogłośnie wybór (padu u na kleryka subdiakona Michała Rua, który nie wzbraniał się przed tym. To samo powtórzono skutecznie w stosunku do Ekonoma i uznano diakona Angelo Savio, który także zobowiązał się do przyjęcia wyznaczonego zadania.

Pozostawali jeszcze do wybrania trzej Radcy. Głosując na pierwszego (wybrano) kleryka Jana Cagliero. W przypadku drugiego radcy wypadło na kleryka Jana Bonettiego. Z racji równej ilości głosów, jakie otrzymali klerycy Karol Ghivarello i Franciszek Provera, po przeprowadzeniu kolejnego głosowania, większość głosów przeważyła za klerykiem Ghivarello, który został trzecim i ostatnim radcą. 1 tak oto w całości ustanowiony został korpus zarządu naszego Towarzystwa (który potem nazwany został `Kapituła Wyższa ).

To wydarzenie, jak dotychczas zostało ono zrelacjonowane, odczytano wobec zebranych wyżej wymienionych członków i mianowanych obecnie zarządców, a którzy uznając jego wiarygodność, zgodnie stwierdzili, aby zachowano jego oryginał pod którym składa podpis Przełożony Generalny i jako sekretarz

Ks. Bosko Jan

Ks. Prefekt, Alasonatti Wiktor

2.2 Nasi młodzi `ojcowie założyciele'

Tak oto narodziło się Zgromadzenie Salezjańskie. Takie były nasze narodziny. Tych osiemnastu, to nasi `ojcowie założyciele', w większo

ści bardzo młodzi, z wyjątkiem ks. Alasonattiego, który miał 47 lat, oraz Księdza. Bosko, liczącego wówczas 44 lata. Kierownik Duchowy, ks. Rua miał 22 lata; ekonom, ks. Savio, 24; radcy zaś, będący jeszcze klerykami, mieli po dwadzieścia lat.

Wydaje mi się w tym miejscu stosownym przedstawić ich rysy, aby zachować ich w pamięci i w sercu razem z Księdzem Bosko, jako naszych współ-założycieli. Są oni częścią życia Księdza Bosko i historii Zgromadzenia, a zatem i naszej historii.

Wiktor Alasonatti, lat 47

Był jedynym starszym od Księdza Bosko. Łagodny i jednocześnie surowy kapłan. Przez 19 lat był nauczycielem dzieci w szkole podstawowej w Avigliana, gdzie urodził się, dnia 15 listopada 1812 roku. Żartując i przycinając mu (byli kolegami w Konwikcie), Ksiądz Bosko przekonał go do przyjścia do Oratorium, aby `pomóc mu w odmawianiu brewiarza' wśród dwustu chłopców w domu i tysiąca oratorian (`To nie to, co ta twoja szkółka!', żartował Ksiądz Bosko). Przybył tam w wigilię Wniebowzięcia 1854 roku, powtarzając w ;kartach do Księdza Bosko: „Gdzie mam stanąć, aby odmówić brewiarz?" Ksiądz Bosko zrzucił na niego całą administrację swojego dzieła, prowadzonego dotychczas przez Józefa Buzzetti i Matusię Małgorzatę (wyczerpaną, umrze dwa lata póżniej). W roku 1855, po Michale Rua, był pierwszym, który złożył prywatne śluby zakonne na ręce Księdza Bosko. Jako salezjanin złożył profesję w dniu 14 maja 1862 roku. Pracował nieustannie i po cichu dla Księdza Bosko i Towarzystwa Salezjańskiego, jako jego pierwszy Prefekt. Czynił to aż do śmierci, która nadeszła w Lanzo, dnia 7 października 1865 roku, w wieku 53 lat.

Michał Rua, lat 22

Urodził się dnia 9 czerwca 1837 roku, w Turynie, w rodzinie robotniczej. W wieku ośmiu lat pozostał półsierotą, po śmierci ojca. Zachwycił się Księdzem Bosko uczęszczając do szkół Braci Szkolnych. Pod przysięgą zeznał: „Pamiętam, że kiedy Ksiądz Bosko przybywał, aby odprawić dla nas Mszę św. [...] zdawało się, że jakiś prąd poruszał tymi wieloma chłopcami. Stawali na baczność, wychodzili ze swoich miejsc, tłoczyli się wokół niego [...] Potrzeba było wiele czasu, zanim mógł on dotrzeć do zakrystii. W owych chwilach dobrzy Bracia Szkolni nie byli w stanie przeszkodzić temu pozornemu nieporządkowi i pozwalali na to. Gdy przybywali inni pobożni i budzący zaufanie kapłani nie można było zauważyć podobnego uniesienia... Tajemnica przywiązania do Księdza Bosko polegała na aktywnym i duchowym uczuciu, którego dostarczał ich duszom"21. Czasem Ksiądz Bosko dawał wszystkim jakiś medalik. Gdy wypadło na Michała, Ksiądz Bosko uczynił dziwny gest: podał mu prawą rękę, udał że odcinają lewą, mówiąc do niego: „Bierz Michałku, bierz!" Michał nie rozumie, ale Ksiądz Bosko tłumaczy mu: „My dwaj będziemy dzielić wszystko na połowę". Wstępuje do Oratorium w dniu 25 września 1852 roku i przywdziewa sutannę w Becchi, w dniu 3 października tegoż samego roku. Staje się naprawdę prawą ręką Księdza Bosko. W dniu 26 stycznia 1854 roku uczestniczy w zebraniu, na którym ścisła grupa współpracowników otrzymuje nazwę `Salezjanów'. W dniu 25 marca 1855 roku (w wieku 18 lat) zostaje pierwszym Salezjaninem, składając prywatne śluby na ręce Księdza Bosko. Jako student teologii pomaga Księdzu Bosko w Oratorium św. Alojzego. W roku 1858 towarzyszy mu w podróży do Rzymu na spotkanie z Papieżem, któremu Ksiądz Bosko przedstawia swoje Zgromadzenie. Jeszcze jako subdiakon wybrany zostaje Kierownikiem Duchowym, co dopiero powstałego Towarzystwa. Wyświęcony na kapłana 29 lipca 1860 roku, w dniu 15 listopada 1865 roku składa swoją profesję wieczystą. W wieku 26 lat (1863 r.), uzyskawszy dyplom nauczyciele gimnazjum, posłany zostaje przez Księdza Bosko do pokierowania pierwszym domem salezjańskim poza Turynem, w Mirabello Monferrato. Po powrocie do Turynu, w roku 1865 staje się `drugim Księdzem Bosko' salezjańskiego dzieła, które coraz bardziej się rozszerza. Ksiądz Bosko powie pewnego dnia: „Gdyby Bóg mi powiedział: `Wyobraź sobie młodzieńca przyozdobionego wszystkimi cnotami i najwyższymi zdolnościami, jakich byś pragnął, poproś mnie o niego, a otrzymasz', to nigdy bym nie sobie nie wyobraził pewnego ks. Rua"22. Mianowany w roku 1884 przez Leona XIII, wikariuszem Księdza Bosko, zostaje jego pierwszym następcą, po śmierci Założyciela. Poświęca życie i podróżuje, aby utrzymać w jedności i wierności wielką rodzinę Księdza Bosko, która dosłownie eksploduje w każdej części świata. W momencie śmierci Księdza Bosko przejął 64 domy salezjańskie; 22 lata później, w dniu swojej śmierci, fundacje wzrosły do 341. W roku 1910, który był rokiem jego śmierci, pojawiła się jego pierwsza biografia, napisana przez Eliseusza Battaglię. „Władca dobroci", to trafny tytuł, który dobrze go określa.

Angelo Savio, lat 24

Krajan Księdza Bosko. Do oratorium przybył dnia 4 listopada 1850 roku, w wieku 15 lat. Poznał już wcześniej św. Dominika Savio (młodszego od niego o kilka lat), jako że mieszkali w pobliskich wioskach. Wspomina: „W czasie wakacji przebywałem w domu, szwankując na zdrowiu. On przychodzi mnie pocieszać swoimi manierami i słodkimi słowami. Czasem przyprowadzał za rękę dwóch swoich braciszków. Przed swoim ostatnim odjazdem z Oratorium (1857 r.) przyszedł, aby mnie uścisnąć". Wybrany pierwszy raz Ekonomem Generalnym jeszcze jako diakon w roku 1859, został potwierdzony na tym stanowisku w roku 1869, kiedy złożył profesję wieczystą, i raz jeszcze w roku 1873. Od tamtej pory Ksiądz Bosko powierzył mu budowę domów na wybrzeżu liguryjskim i lazurowym (Alassio, Vallecrosia, Marsiglia). Potem wysłał go do Rzymu, aby tam pokierował budową świątyni i dzieła Najświętszego Serca Pana Jezusa. W wieku 50 lat (1885) poprosił Księdza Bosko o odejście od spraw murów i pieniędzy, wyjeżdżając na misje do Patagonii, którą przebył w długich podróżach apostolskich. Niezmordowany i gorliwy założył dzieła w Chile, Peru, Paragwaju i Brazylii. Zmarł 17 maja 1893 roku, w czasie podróży badawczej w Ekwadorze, gdzie powierzono Salezjanom nową misję. W śnie o kole (4 maja 1861) Ksiądz Bosko widział go w odległych stronach. Jego współpracownicy wspominali go, jako osobę konsekrowaną, odznaczającą się głęboką modlitwą.

Jan Cagliero, lat 21

Urodził się 11 stycznia 1838 roku i był krajanem Księdza Bosko, którego poznał jako ministrant w kościele parafialnym w Castelnuovo d'Asti. Był półsierotą po śmierci ojca. Ksiądz Bosko dostrzegł w nim młodzieńca czystego jak kryształ, inteligentnego i zdolnego. Spotykając jego matkę, Ksiądz Bosko poprosił jąw żartach, czy mogłaby `sprzedać' mu syna. Również i on otrzymał żartobliwą odpowiedź, że synówsię nie sprzedaje, ale `daruje'. Jan towarzyszył Księdzu Bosko w podróży na piechotę z Castelnuovo do Turynu, goniąc, krzycząc i skacząc, oraz wylewając na niego wszystkie swoje myśli, wspomnienia i pragnienia. „Od tamtej chwili nie byłem już żadną tajemnicą dla niego". Kiedy Ksiądz Bosko przyprowadził go do Matusi Małgorzaty, ta żaliła się, że nie ma już więcej miejsca. Ksiądz Bosko z uśmiechem odrzekł: „Jest taki mały. Wsadzimy go do koszyczka z paluszkami i zawiesimy pod sufitem". Cała trójka wybuchnęła śmiechem. W ten sposób w roku 1851 rozpoczęło się wspaniałe życie salezjańskie Jana Cagliero. Był jednym z czterech pierwszych, którzy przyjęli zamysł Księdza Bosko o założeniu Towarzystwa. W roku 1862 składa profesję i otrzymuje święcenia kapłańskie. Profesor teologii, niedościgniony kompozytor muzyki, pierwszy misjonarz Księdza Bosko. Był także pierwszym biskupem i kardynałem salezjańskim. Rua i Cagliero byli dwiema kolumnami, na których Ksiądz Bosko oparł swoje wielkie dzieło. Ksiądz Bosko `dostrzegł' jego świetlistą przyszłość, gdy w roku 1854, bliski był śmierci, w czasie epidemii cholery. Zamierzał udzielić mu Wiatyku, gdy zobaczył pokój pełen światła, zstępującą na niego gołębicę oraz krąg Indian, otaczających jego łóżko. Wówczas odniósł Najświętszy Sakrament, mówiąc do niego: „Nie umrzesz, ale pojedziesz daleko, daleko...". Zmarł w Rzymie 28 lutego 1926 roku. Pochowano go na Campo Verano. W roku 1964 jego zwłoki przewieziono do Viedma (Argentyna), gdzie spoczywająca tamtejszej katedrze.

Jan Bonetti, lat 21

Przybył do Oratorium z Caramagna, małej miejscowości w prowincji Cuneo, w roku 1855. Miał wówczas 17 lat. Od razu został przyjacielem Dominika Savio, młodszego od niego o cztery lata. Razem z Rua, Cagliero i Savio Ksiądz Bosko posłał go do szkoły prof. . Bonzanino. Każdego dnia musieli pokonywać ulicę Garibaldiego. Wspominał, jak przechodził ją z Dominikiem Savio w jedną surową zimę, w czasie zawiei śnieżnej. Swoją pierwszą profesję złożył 14 maja 1862 roku, a wieczystątrzy lata później. Uzyskał dyplom Królewskiego Uniwersytetu w Turynie. W wieku 26 lat został kapłanem. Dostrzegając jego cnotę i doskonałe zdolności dziennikarskie, Ksiądz Bosko uczynił go pierwszym dyrektorem Biuletynu Salezjańskiego, powstałego w roku 1877. Na stronach Biuletynu, ks. Bonetti po raz pierwszy opublikował w odcinkach `Historię Oratorium Księdza Bosko', czerpiąc z manuskryptu (wówczas nieznanego) Wspomnień Księdza Bosko. Te odcinki (razem z listami misjonarzy `z granicy') uczyniły Biuletyn niezwykle popularnym. Jednak Ksiądz Bosko w roku 1875/76 pozostawił Wspomnienia nie ukończywszy ich. Ks. Bonetti usilnie go do tego przynaglał. 1 to właśnie jego nieustępliwości zawdzięczamy, że Ksiądz Bosko (pomimo gigantycznych zobowiązań, które go pochłaniały) wziął znowu pióro i dalej pisał. `Odcinki' z Biuletynu zebrał następnie w całość i uzupełnił. Tak powstała pierwsza dokumentowana i bardzo poszukiwana biografia Księdza Bosko zatytułowana Dwadzieścia pięć lat historii Oratorium św. Franciszka Salezego. Kiedy Cagliero został biskupem, w roku 1886 ks. Bonetti został jego następcą: `Kierownikiem Duchowym' Salezjanów i `Dyrektorem generalnym' CMW. Zmarł w dniu 5 czerwca 1891 roku, mając zaledwie 53 lat. Ks. Rua napisał o nim: „Niezmordowany działacz apostolski, wybitny mistrz rozwijania chwały Bożej i zbawienia dusz, oddany doradca, co do pomocy i rady".

Karol Ghivarello, lat 24

Miał już 20 lat, kiedy w Pino Torinese spotkał Księdza Bosko i postanowił wstąpić do Oratorium (1855). Poznał Dominika Savio i był jego przyjacielem przez jeden rok. Swoje pierwsze śluby złożył w roku 1862. W dniu jego święceń kapłańskich(1864), Ksiądz Bosko powiedział mu: „Będziesz musiał dużo spowiadać w twoim życiu". I faktycznie, mimo że podziwiany był jako pracownik, budowniczy czy rolnik, to jednak sakrament pokuty (któremu każdego dnia poświęcał kilka godzin), stał się razem z łaską Bożą polem rozwoju całej jego wiary i ojcowskiej dobroci. Będąc Sekretarzem i Radcą Generalnym w roku 1876 mianowano go Ekonomem Generalnym. To on zbudował małą galerię i kapliczkę, obok pokoiku Księdza Bosko. Cztery lata później (1880), Ksiądz Bosko wysłał go do pokierowania sierocińcem w Saint-Cyr we Francji. Stamtąd przeniósł się do Mathi, gdzie zbudował pierwsze budynki papierni. Ostatnie 25 lat przeżył w San Begnino Canavese, gdzie zapoczątkował wielkie warsztaty mechaniczne. Do San Begnino przyniósł swoją pasję do rolnictwa i sadownictwa. Zmarł 28 lutego 1913 roku. Drugi następca Księdza Bosko, Ks. Albera, napisał o nim: „Jego nadzwyczajna działalność czerpała pokarm i wsparcie z jego ducha wiary".

Jan Chrzciciel Francesia, lat 21

Urodzony w San Giorgio Canavese 3 października 1838 roku, wyemigrował z rodzicami do Turynu, w poszukiwaniu pracy. Spotkał Księdza Bosko w jego świątecznym oratorium, w czasie gdy jako 12-letni chłopiec pracował w fabryce w strasznych warunkach. Dwa lata później, tj. w roku 1852, Ksiądz Bosko przyjął go do swego domu, i tak oto Battistěn, jak wszyscy go nazwali, zaczął naukę, aby zostać księdzem. Złączony na zawsze i bez wątpliwości z Księdzem Bosko był pierwszym salezjaninem, który ukończył studia dyplomowe z literatury („W czasie gdy wielu po uzyskaniu dyplomu porzucało Księdza Bosko, ja pozostałem!"). Był bardzo młodym nauczycielem Dominika Savio w klasie wypełnionej 70 uczniami (była to normalna liczba w owym czasie). Z łatwością pisał prozę i wiersze. Swoją pierwszą profesję złożył w roku 1862, a rok później otrzymał święcenia kapłańskie. Od 1878 do 1902 był Inspektorem. Ksiądz Bosko powierzył mu korektę Lektur Katolickich oraz serii klasyków greckich i łacińskich. Po korekcie i publikacji dzieła ks. Bonettiego (który zmarł nagle) Dwadzieścia pięć lat historii Oratorium św. Franciszka Salezego (1892), on sam napisał Żywot Księdza Bosko (1902) liczący aż 414 stron i mający bardzo wiele wydań i tłumaczeń. Cennymi dla historii Zgromadzenia są ponadto liczne krótkie biografie pierwszych zmarłych Salezjanów. Żył on u boku Księdza Bosko przez 38 lat. Jego słowa i niezliczone pisma to ustawiczna narracja małych i wielkich wspomnień o Księdzu Bosko. Przeżył aż 92 lata. Zmarł w Turynie w dniu 17 stycznia 1930 roku. Wiele razy w swoich snach Ksiądz Bosko widział go jako starca o białych włosach, jedynego ocalałego z pierwszego pokolenia.

Franciszek Provera, lat 23

Urodzony w Mirabello Monferrato dnia 4 grudnia 1836 roku, późno poznał Księdza Bosko. W wieku 22 lat (po latach pracy z ojcem jako kupiec) stanął przed Księdzem Bosko, ponieważ `zawsze chciał zostać księdzem'. Ksiądz Bosko odpowiedział mu bez namysłu: „Ci, którzy chcą przyjść do mnie muszą się dać spalić". Franciszek nieco się przestraszył. Ksiądz Bosko zaś dodał: „To znaczy, że musisz pozwolić, abym był absolutnym właścicielem twojego serca". „Ja niczego innego nie szukam. Właśnie dlatego tu przyszedłem". W okresie studiów kleryckich, w oratorium świątecznym, tak mądrze pełnił posługę apostolską, że Ksiądz Bosko mówił do swoich kleryków: „Uczcie się od niego. To wielki łowca dusz". Gdy był na drugim roku `filozofii' Ksiądz Bosko zrobił go nauczycielem w pierwszej klasie gimnazjum, liczącej 150 uczniów! Swoje śluby złożył w roku 1862. Rok później, jeszcze jako kleryk, udał się z ks. Rua, aby założyć w swojej rodzinnej miejscowości, Mirabello Monferrato, pierwszy salezjański dom poza Turynem. Był tak kompetentnym prefektem (administratorem), że rok później Ksiądz Bosko posłał go do kolegium w Lanzo, gdzie potrzebny był bardzo sprytny administrator. Tego samego roku, tj. 25 grudnia 1864, został kapłanem. W kolejnych latach Ksiądz Bosko uznawał go za `wiecznego prefekta', posyłając do każdego nowego domu, który wymagał na początku wykwalifikowanego ekonoma. Potem Ksiądz Bosko sprowadził go do Turynu, będącego centrum coraz bardziej zobowiązujących inicjatyw. Ks. Provera połączył dzieło administracji z intensywną działalnością apostolską. Został nauczycielem filozofii dla kleryków, kształtując ich umysły. Był bardzo ceniony ze względu na jasność prezentowanych idei i łatwość wysławiania się. Niewielu wiedziało, że był ekonomem i profesorem, ofiarując jednocześnie Bogu w intencji kleryków swoją cichą i bolesną mękę. Od roku 1866 wyniszczał go nieuleczalny wrzód na stopie. Zmarł w roku 1874, mając zaledwie 38 lat. Ksiądz Bosko powiedział o nim: „Nasze Towarzystwo traci jednego ze swych najlepszych członków".

Józef Lazzero, lat 22

W wieku dwudziestu lat przybył do Oratorium z Pino Torinese razem ze swoim rodakiem Karolem Ghivarello (1857). Chciał zostać księdzem, a Ksiądz Bosko zauważywszy, że był to dobry materiał, wysłał go na naukę łaciny u boku niezwykle żywego chłopca z Carmagnola, Michała Magone. Michał miał wówczas osiem lat mniej, niż on, lecz od razu zostali przyjaciółmi. Zdecydował, że zostanie na zawsze z Księdzem Bosko i w wieku 28 lat został wyświęcony na kapłana (10 czerwca 1865 r.). Po śmierci ks. Provery, Ksiądz Bosko powołał go na jego następcę jako Radcę w Kapitule Wyższej. Funkcję tę pełnił do roku 1898. Kiedy ks. Rua został na Valdocco `drugim Księdzem Bosko', ks. Lazzero mianowano dyrektorem domu Oratorium. Potem gdy interniści osiągnęli liczbę 800 i jeden dyrektor już nie wystarczał, Ksiądz Bosko powierzył ks. Francesii odpowiedzialność za studentów, a ks. Lazzero odpowiedzialność za rzemieślników. Także w Kapitule Wyższej został `Radcą Szkolnictwa Zawodowego'. W roku 1885 Ksiądz Bosko powierzył mu bardzo delikatne zadanie utrzymywania `korespondencji i więzi' z misjonarzami, którzy pomnażali dzieła w obu Amerykach. W roku 1897 (mając 60 lat) przytłoczony ogromem pracy, zapadł na zdrowiu. Ostatnie 13 lat przeżył (odizolowany w domu w Mathi), w cierpliwości, modlitwie i w zgodzie z wolą Bożą. Zmarł 7 marca 1910 roku.

Franciszek Cerutti, lat 15

Sierota, bez ojca, niezwykle przywiązany do matki, przyjęty został przez Księdza Bosko w roku 1856. Przybywając w listopadzie z Saluggia (Vercelli), czuł się zagubiony i pogrążony w tęsknocie. Spotkał jednak Dominika Savio, który był dwa lata starszy od niego, przywiązał się do niego i powrócił mu uśmiech na twarzy. Dominik zmarł zaledwie pięć miesięcy później, pozostawiając go we łzach. Franciszek (którego świętość Ksiądz Bosko stawiał na równi z Dominikiem), był jednym z pierwszych czterech Salezjanów, wysłanych przez Księdza Bosko na Uniwersytet Turyński, gdzie wykazał się żywą i głęboką bystrością umysłu. W momencie gdy w roku 1865 wydawało się, że zaniedbane zapalenie płuc odbierze mu życie (jak zeznał on sam pod przysięgą), Ksiądz Bosko zapewnił go, że przeżyje i długo będzie jeszcze pracował. Na polecenie Księdza Bosko, jako bardzo młody ułożył Słownik Języka Włoskiego, który cieszył się dużym powodzeniem w szkołach; a potem Historię literatury włoskiej i Historię pedagogii. W wieku 26 lat, posłany został przez Księdza Bosko, aby otworzyć i kierować wielkim dziełem w Alassio (Savona). Mając 41 lat (1885), Ksiądz Bosko chciał go mieć przy sobie i uczynił go Generalnym Dyrektorem szkół i prasy salezjańskiej. Pewną i stanowczą ręką pomógł Księdzu Bosko w organizacji bardzo młodego Zgromadzenia. Efektywnie pracował dla zachowania dydaktycznej i moralnej jedności szkół salezjańskich, dając co roku normy wychowawczo-dydaktyczne. Działał, ale i pisał. Utrwalił w książkach, które szybko się rozpowszechniły, pedagogię Księdza Bosko (od Elementów pedagogii (1897) do Moralnego problemu wychowania (1916)). Ksiądz Bosko powiedział o nim: „Bóg dał nam niestety tylko jednego ks. Ceruttiego". Zmarł w Alassio 25 marca 1917 roku.

Celestyn Durando, lat 19

Przybył do Oratorium z Farigliano di Mondově (Cuneo), w roku 1856, w wieku 16 lat. Już pierwszego wieczoru spotkał się z Dominikiem Savio, który jak inni członkowie Towarzystwa Niepokalanej, zbliżał się do nowoprzybyłych, aby pomóc im przezwyciężyć pierwsze chwile zagubienia. Obaj od razu się rozumieli. Była to prawdziwa łaska Boża, za którą Celestyn nigdy nie przestał dziękować Bogu. Rok później otrzymał strój klerycki z rąk Księdza Bosko, wchodząc w aktywne życie domu. Swoją profesję złożył w roku 1862, a dwa lata później otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował dla siebie i uczył. Ksiądz Bosko, któremu oddał się całkowicie, od razu powierzył mu (1858) 96 uczniów pierwszej klasy gimnazjum, zachęcając go do pisania książek dla swoich wychowanków. I tak Durando napisał bardzo proste podręczniki, lecz niezwykle dostosowane do zdolności jego uczniów, pochodzących ze wsi lub z fabryk. Bardzo rozpropagowanymi były jego Gramatyka łacińska i Podstawowe zasady literatury. Jego największą pracą był Słownik łacińsko-włoski i włosko-łaciński, liczący 936 stron, który ukończył (pełniąc równocześnie obowiązki nauczyciela i kapłana), mając 35 lat. Ksiądz Bosko tak bardzo był zadowolony z tego dzieła, że w roku 1876 (Durando miał 36 lat), przywiódł autora do złożenia go jako prezentu papieżowi Piusowi IX. Będąc od roku 1865 Radcą w Kapitule Wyższej, ks. Durando miał za zadanie prowadzenie spraw związanych z otwarciem nowych domów salezjańskich. Częste prośby o założenie nowych dzieł, które docierały do Księdza Bosko, a potem do ks. Rua, przesyłane było do niego w celu udzielenia pierwszej odpowiedzi, podjęcia rozmów i załatwienia koniecznych spraw. Między książkami do łaciny i zwykłymi sprawunkami, ks. Durando był zawsze księdzem. Był kapelanem w Generala, który był rodzajem poprawczaka dla chłopców, którzy bardzo byli do niego przywiązani. Długie godziny spędzał także w konfesjonale w Bazylice Maryi Wspomożycielki Wiernych oraz w innych instytutach Turynu. Po jego śmierci w dniu 27 marca 1907 roku ks. Rua powiedział: „Bez rozgłosu wypełnił życie dobrymi dziełami. Gdziekolwiek przechodził, pozostawiał ślady swojego naprawdę kapłańskiego i salezjańskiego ducha".

Józef Bongiovanni, lat 23

Urodził się w Turynie 15 grudnia 1836 roku. Kiedy Ksiądz Bosko wydał piąty raz Żywot Dominika Savio (1878), dodał jedną stronę, przedstawiając osobę Józefa Bongiovanni. Oto co pisze Ksiądz Bosko:

„Jednym z tytych, którzy najskuteczniej pomogli Dominikowie Savio w ustanowieniu Towarzystwa Niepokalanego Poczęcia i ułożeniu jego regulaminu, był Józef Bongiovanni. Zostawszy sierotą po śmierci ojca i matki, polecony został przez jedną z ciotek dyrektorowi Oratorium (Księdza Bosko), który z miłością przyjął go w listopadzie 1854 roku. Mając wówczas 17 lat, przybył z niechęcią i przymuszony okolicznościami, a w dodatku z umysłem napełnionym próżnościami świata oraz z wieloma uprzedzeniami, co do religii... W krótkim czasie bardzo przywiązał się do domu i przełożonych; niepostrzegalnie skorygował swoje myśli i całym sercem oddał się zdobywaniu cnoty i praktykom pobożności. Obdarzony wielką bystrością umysłu i dużą łatwością uczenia się, przeznaczony został do nauki. Wyposażony w bujną wyobraźnię, rozwinął dużą zdolność deklamacji tak w mowie włoskiej, jak i w dialekcie. ł podczas, gdy w rodzinnych rozmowach umilał czas przyjaciołom, improwizując żartobliwe wypowiedzi, układał cudowne poezje, z których wiele zostało opublikowanych... Skierowawszy się ku życiu duchownemu, będąc klerykiem, zawsze odznaczał się swoją pobożnością, wiernym zachowywaniem reguł i gorliwością o dobro swoich kolegów. Wyświęcony na kapłana w roku 1863, nie trzeba mówić z jak wielką gorliwością oddał się świętej posłudze... Po tym, jak pomógł Dominikowi Savio, z którym złączonym był świętą przyjaźnią, przy zakładaniu Towarzystwa Niepokalanej, będąc wówczas jeszcze klerykiem, za pozwoleniem przełożonego założył drugie towarzystwo ku czci Najświętszego Sakramentu, które miało na celu rozwijanie jego kultu wśród młodzieży i przysposabianie najbardziej znanych z cnoty uczniów do sprawowania świętych nabożeństw, tworząc tym samym mały kler do rozszerzania jego majestatu i łaski. 1 można jeszcze to powiedzieć, że jeżeli Zgromadzenie św. Franciszka Salezego mogło dać Kościołowi tak wielu sług ołtarza, to w większości zawdzięcza się to świętej trosce ks. Bongiovanni wokół Małego Kleru... Nie oszczędzał się w zatroskaniu, trudach i zmęczeniu, zwłaszcza w wigilię, która owego roku wypadała 8 czerwca... On, który tak bardzo natrudził się w dobre przygotowanie świąt, w dniu 9 czerwca, w dniu konsekracji zapadł na zdrowiu, nie mogąc się podnieść z łóżka. Pragnąc przynajmniej raz sprawować boskie tajemnice w nowym kościele, usilnie błagał Najświętszą Dziewicę w gorących prośbach o uzyskanie tej łaski. ł został wysłuchany. W niedzielę oktawy... z wielką ulgą swego serca mógł sprawować Mszę św. Po niej powiedział do jednego ze swych przyjaciół, że tak był zadowolony, iż mógłby zaintonować Nunc dimittis. 1 tak było"23. Powrócił do łóżka i w następną środę, tj. 17 czerwca 1868 roku, otoczony kręgiem przyjaciół, zmarł w imię Boże. Miał jedynie 32 lata.

Pięciu się rozmyśliło

W grupie z 18 grudnia 1859 roku, jest też innych pięć nazwisk: Jan Anfossi, Alojzy Marcellino, Secondo Pettiva, Antoni Rovetto i Alojzy Chiapale. Również i oni, „po dojrzałym namyśle, zapisali się do Pobożnego Towarzystwa". Jednak ich losy i póżniejsze przemyślenia doprowadziły ich w różnych momentach do odej ścig z Pobożnego Towarzystwa Salezjańskiego. Przedstawiam także niektóre rysy tych pięciu, ponieważ i oni byli wśród pierwszych wierzących w sen Księdza Bosko.

Jan Anfossi, lat 19

Urodzony w Vigone (Turyn), był w wieku Dominika Savio i był jego bliskim kolegą i przyjacielem, w ciągu całego pobytu Dominika w Oratorium. Codziennie rano chodził z nim, z Rua, Cagliero i Bonettim do szkoły prof. . Bonzanino. Po `przyjęciu' do Pobożnego Towarzystwa Salezjańskiego, odbył nowicjat i złożył zwykłe śluby trzechletnie. Potem jednak wolał kontynuować studia w seminarium. Opuścił Zgromadzenie w roku 1864, dwa lata po złożeniu profesji czasowej. Był doskonałym kapłanem, kanonikiem, profesorem i prałatem. Bardzo często przychodził do Oratorium i był bliskim przyjacielem ks. Rua, ks. Cagliero i ks. Ceruttiego. Był 20 świadkiem zaprzysiężonym w procesie beatyfikacyjnym Księdza Bosko oraz 7, w procesie Dominika Savio. Jego świadectwa (zachowane w manuskrypcie), są szerokie i bardzo piękne. Zmarł w Turynie 15 lutego 1913 roku.

Alojzy Marcellino, lat 22

Urodzony w roku 1837, był w Oratorium kolegą i przyjacielem Dominika Savio. Był jednym z pierwszych zapisanych do Towarzystwa Niepokalanej. Jego imienia nie ma wśród pierwszych profesów. Zdecydował o kontynuowaniu dalszych studiów kapłańskich w seminarium. Został proboszczem parafii p.w. św. Męczenników z Turynu.

Secondo Pettiva (lub Petiva), lat 23

W święto poświęcenia kościoła św. Franciszka Salezego (1852), chłopiec o imieniu Secondo Pettiva, urodzony w Turynie w roku 1836, zaśpiewał partię solową, wywołując burzę oklasków. Był wartościowym w sztuce muzycznej, a w wieku około 20 lat, wraz z Janem Cagliero stał się duszą muzyczną Oratorium. Przez wiele lat był animatorem świąt i wspólnych momentów radości w Oratorium. W wieku 24 lat zdecydował, że pozostanie z Księdzem Bosko - to nie jego powołanie. Rok później (1864) poprosił swojego kolegę i przyjaciela, ks. Rua, o umieszczenie go w nowym domu w Mirabello. Stamtąd powrócił do Turynu, ale zachorował na poważną formę gruźlicy. Ksiądz Bosko wiele razy pojechał go odwiedzić w szpitalu im. Św. Alojzego i przygotował go na spotkanie z Panem. Zmarł w roku 1868, w wieku zaledwie 30 lat.

Antoni Rovetto, lat 17

Urodzony w roku 1842 w Castelnuovo d'Asti, wstąpił do Oratorium w roku 1855. był kolegą Dominika Savio, należał do grupy założycieli Pobożnego Towarzystwa, a rok później podpisał z Księdzem Bosko i innymi przynależącymi list przesłany do Arcybiskupa Alojzego Fransoni, z prośbą o zatwierdzenie pierwszych Reguł. W protokóle Kapituły Wyższej zapisane jest, że Antoni Rovetto złożył trzechletnie śluby na ręce Księdza Bosko w dniu 18 stycznia 1863 roku. Opuścił Oratorium w roku 1865. Nie posiadamy o nim innych wiadomości.

Alojzy Chiapale, lat 16

Urodzony 13 stycznia 1843 roku w Castigliole Asti, wstąpił do Oratorium w roku 1857. był jedynym z chłopców, którzy towarzyszyli Księdzu Bosko w drodze do Becchi na święto Matki Bożej Różańcowej. Kolega i przyjaciel Dominika Savio, Michała Rua i Jana Cagliero... należał do grupy `przyjętych', która dała początek Pobożnemu Towarzystwu. Jednak poufny liścik Księdza Bosko napominał go: „Nie wiesz jeszcze, co to jest posłuszeństwo"24. Złożył pierwszą profesję w roku 1862, którą ponowił pięć lat póżniej. Po powrocie do Diecezji Saluzzo i przyjęciu święceń kapłańskich był wartościowym kaznodzieją i został kapelanem Zakonu św. Maurycego w Fornaca Saluzzo (Cuneo).

Kanonik Anfossi, jeden z tych, którzy opuścili Oratorium, aby wstąpić w szeregi kleru diecezjalnego, stwierdził, że Ksiądz Bosko nie obrażał się na te odejścia, „gdy dawał błogosławieństwo żegnającym się z nim, aby nadal kroczyli drogą cnoty i mogli pomagać duszom". A kanonik Ballesio dodał: „Ze względu na więzi jakie łączyły mnie z Księdzem Bosko, także po moim odejściu z Oratorium, mogę zapewnić, że (... ) nie przestawał on kochać niewdzięczników, zapraszać ich do odwiedzania Oratorium i przy okazji nadal pozostawać ich dobroczyńcą"25.

2.3 Włączyć dzisiejszą młodzież

Jest pewnością, że Zgromadzenie salezjańskie założone zostało i rozszerzyło się, włączając młodych, którzy dali się przekonać apostolskiej pasji Księdza Bosko i jego życiowemu marzeniu. Powinniśmy opowiadać młodym historię początków Zgromadzenia, którego `współzałożycielami' byli młodzi. Większość (Rua, Cagliero, Bonetti, Durando, Marcellino, Bongiovanni, Francesia, Lazzero, Savio), było kolegami Dominika Savio i członkami Towarzystwa Niepokalanej. Dwunastu z nich pozostało wiernymi Księdzu Bosko aż do śmierci.

Dobrze by było, aby ten `założycielski' akt pomógł nam coraz bardziej dzisiejszą młodzież włączać w zaangażowanie apostolskie dla zbawienia innych młodych. Być włączonym, znaczy stać się glebą, na której w naturalny sposób wzrasta konsekrowane powołanie salezjańskie. Miejmy odwagę zaproponować naszym młodym konsekrowane powołanie salezjańskie!

Aby pomóc wam w tym wielkim zadaniu, przedstawię wam w sposób ogólny moje trzy przeświadczenia, które będą wam pomocne (wraz z tymi przedstawionymi dotychczas) w `opowiadaniu' historii początków.

a) Ksiądz Bosko wyczuł, że dla jego Zgromadzenia słuszną drogą była droga młodości.

Tą drogę w dwóch prorockich snach wskazała mu Maryja, a on nie bał się powierzyć największe odpowiedzialności młodym i bardzo młodym, którzy dojrzewali w klimacie jego Oratorium.

Pierwszy z nich wspominany jest w tradycji salezjańskiej jako `sen o trzech postojach'. Zapisany został przez samego Księdza Bosko jego strasznym pismem na stronach 94-95 swoich `Wspomnień Oratorium'.

„12 października 1844 roku wypadała sobota. Następnego dnia miałem zakomunikować chłopcom o przeniesieniu Oratorium na przedmieście Valdocco. Nie wiedziałem, gdzie ich będę mógł zebrać, jak zostaną przyjęci, kto z nich za mną pójdzie, a kto nie. Nurtowała mnie niepewność i poszedłem spać z ciężkim sercem.

W nocy miałem sen, który wydał mi się kontynuacją tego, który przeżyłem w Becchi, gdy miałem dziewięć lat... Znalazłem się w otoczeniu stada wilków, kóz i koźląt, jagniąt, owiec, baranów, psów i ptaków, które robiły tak straszny rozgardiasz, że

wystraszyłyby najodważniejszego. Chciałem uciec, ale pojawiła się Pani, ubrana jak pasterka, która powiedziała mi, bym pilnował stada, które ona będzie prowadzić. Szliśmy przez różne miejsca i trzykrotnie zatrzymaliśmy się, a przy każdym postoju coraz to nowe

zwierzęta zamieniały się w jagnięta, tak że ilość tych łagodnych stworzeń coraz bardziej rosła. Gdy uszliśmy już w ten sposób spory kawał drogi, znaleźliśmy się na łące, gdzie zwierzątka zaczęły skakać i razem szczypać trawę w całkowitej zgodzie. Byłem bardzo zmęczony i chciałem przysiąść na skraju drogi, ale pasterka kazała mi ruszać dalej. Gdy przeszliśmy ostatni, krótki już odcinek drogi, znaleźliśmy się na przestronnym dziedzińcu, otoczonym portykiem, na którego końcu wznosił się kościół. Jagniąt było już bardzo dużo. Pojawili się inni pasterze do pilnowania stada, ale zostali z nami krótko i szybko odchodzili. I wtedy zdarzył się cud: część jagniąt zaczęła się zmieniać się w pastuszków, którzy w miarę jak podrastali pomagali mi w pilnowaniu stadka. Było ich coraz więcej, aż podzielili się na grupy i rozeszli w różne strony, by tam zbierać i gromadzić pod swoją opieką inne zwierzęta i prowadzić je w bezpieczne miejsce. (...)

Zapytałem pani (...) co oznacza ta droga i postoje (...) «Zrozumiesz wszystko, kiedy oczami ciała ujrzysz to, co teraz widzisz oczami duszy»" 26

„Obrazowym językiem snu" - komentuje ks. Stella - „Ksiądz Bosko przeczuwał, że przeznaczony jest, aby mieć pod sobą dużo młodych, z których wielu przemieniłoby się w pastuszków i pomogłoby mu w wychowawczym dziele"27.

Drugi sen, wspominany w tradycji salezjańskiej jako `sen o alei róż', Ksiądz Bosko opowiedział w roku 1864. Przedstawiony przez ks. Lemoyne, opublikowany został w roku 1903, jeszcze zażycia ks. Rua, Bp. Cagliero i ks. Barberisa.

„Ksiądz Bosko zwierzył się z tego snu po raz pierwszy w roku 1864. było to pewnego wieczoru po modlitwach, gdy - miał czasami taki zwyczaj - zaprosić członków swego młodego Zgromadzenia do przedpokoju na konferencję. Wśród nich znajdowali się: ks. Wiktor

26 J. BOSKO, Wspomnienia Oratorium. Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1987, ss. 114-115; G. Bosco, Memorie dell'Oratorio di S. Francesco di Sales dal 1815 al 1855. Introduzione, note e testo critico a cura di A. DA SiLUA FERREIRA (Roma: LAS, 1991) ss. 129-130. Niektóre zdania zaznaczyłem kursywą.

2' P. STELLA, Don Bosco nella storia della religiositr cattolica. Tom L L Vita e Opere [Roma: LAS, 19792] s. 140.

Alasonatti, ks. Michał Rua, ks. Jan Cagliero... i ks. Juliusz Barberis. Następnie opowiedział, co następuje: Wspomniałem wam już o wielu sprawach widzianych, jak gdyby we śnie. Ze tego wszystkiego wywnioskować możecie, jak bardzo kocha was Matka Najświętsza i jak serdecznie pragnie wam pomóc. Ponieważ jesteśmy we własnym kółku rodzinnym, chcę wam opowiedzieć już nie sen, lecz coś w rodzaju objawienia, jakie nasza Wspomożycielka sama łaskawie mi ukazała. Mówię to po to, by każdy z was trwał w mocnym przekonaniu, że sama Matka Boża chce naszego Zgromadzenia. To powinno was zmobilizować do jeszcze bardziej wytrwałej i gorliwszej pracy dla coraz to większej chwały Bożej. Ona pragnie byśmy Jej zawierzyli bez zastrzeżeń...

Pewnego dnia w r. 1847 po długim zastanowieniu się nad sposobami niesienia pomocy innym, zwłaszcza ludziom młodym, ukazała mi się Królowa Niebios. Zaprowadziła mnie do przepięknego ogrodu. Stał tam prosty, wiejski, lecz przestronny i pełen wdzięku portyk, zbudowany na wzór przedsionka. Po jego filarach pięły się ku górze pędy winne, pełne liści i kwiatów, tworząc czarujący i uroczy widok. (...) Samą ścieżkę także pokrywał jakby bogaty dywan z róż. Najświętsza Dziewica powiedziała mi: (...) «To jest ścieżka, którą musisz przebyć». Ochotnie odstawiłem swoje buty na bok, ponieważ wydawało mi się, że byłoby rzeczą niestosowną deptać nimi te śliczne róże. Już po kilku krokach poczułem ostre kłucie cierni, które boleśnie raniły moje stopy. Musiałem się zatrzymać i wrócić. «Chyba lepiej będzie, jak nałożę buty» - powiedziałem mojej Przewodniczce. «Tak masz rację, ale muszą być bardzo solidne i mocne» - odparła. Nałożyłem swoje buty i wróciłem na różaną ścieżkę. Zjawiło się też kilku ludzi, prosząc mnie, bym im pozwolił iść ze sobq. Podążali za mną niewypowiedzianie cudną aleją. Lecz w miarę posuwania się tym wyrażniej zauważyłem, że stawała się ona coraz to węższa i niższa. Wiele gałęzi zwisało w dół, jak girlandy, inne natomiast opadały wprost na ziemię. (...) Moje nogi zaczęły słabnąć z bólu i prawie że nie byłem w stanie przejść przez tą gęstwinę róż. Doznawałem coraz to boleśniejszych i ostrzej szych ukłuć. Z trudem tylko posuwałem się naprzód. Przedzierałem się na poranionych od cierni nogach poprzez gmatwaninę niskich gałęzi. (...) Róże zwisające nade mną miały gęste kolce, które nieustannie raniły moją głowę. Mimo to, zachęcony przez Najświętszą Pannę, posuwałem się naprzód. (... ) W międzyczasie ludzie stojący wzdłuż alei, obserwując mnie, wydawali okrzyki: «jak szczęśliwyjest Ksiądz Bosko! Jego droga życia usłana jest różami» (... ) Nie widzieli, bo widzieć nie mogli, cierni, które tak boleśnie i krwawo kłuły moje biedne stopy. Zachęcałem wielu księżyy, kleryków i ludzi świeckich, by szli za mnq. Na moje wezwanie ruszali radośnie...

oczarowani urokiem kwiatów. Gdy jednak spostrzegli się, że trzeba iść po ostrych, kłujących ciernrniach, iże nie ma możliwości ich ominąć, zaczęli głośno krzyczeć: «Oszukano nas». WiWielu z nich natychmiast się wycofało... Wrróciłem się i próbowałem przywołać ich z powrotem, lecz bezskutecznie... Łzy płynęły po mojej twarzy i, nie mogąc powstrzymać szloch, zapytałem samego siebie: «Czy muszę podążać tą bolesną drogą samotnie?» Wkrótce jednak doznałem pociechy. Uj grupę księży i świeckich zbliżajgcych się ku mnie. «Oto jesteśmy» - rzekli. «Należymy do ciebie, gotowi pójść z tobq». Ruszyłem na ich czele. Tylko nieliczni stchórzyli i opuścili nas. Większość dzielnie podążała za mną. Przemierzywszy całą długość alei, znalazłem się w zachwycającym ogrodzie, otoczony przez moich towarzyszy drogi. Czuli się bardzo zmęczeni, mieli poszarpane ubrania i krwawili, lecz chłodny przyjemny wietrzyk błyskawicznie przywracał im doskonałe samopoczucie. Potem gwałtowny podmuch wiatru przeniósł mnie w tajemniczy sposób do niezliczonej liczby chłopców, młodych kleryków, braci koadiutorów a nawet księżyy, którzy chcieli mi pomóc w wychowaniu chłopców. Wielu z tytych chętnych pomocników znałem osobiście, lecz jeszcze więcej twarzy widziałem po raz pierwszy...

Najświętsza Panna, która przez całą wędrówkę pełniła rolę mojej Przewodniczki, teraz zapytała mnie: «Czy rozumiesz znaczenie tego wszystkiego, co widziałeś i na co patrzysz obecnie?» «Nie» - rzekłem - «Proszę wytłumacz mi to». Odpowiedziała następująco: «Aleja zasłana różami i ciernrniami jest obrazem twego powołania życiowego wśród chłopców. Musisz włożyć butyty, symbol umartwienia (...). Ciernrnie to także przeszkody, cierpienia i rozczarowania, których doświadczycie. Lecz nie wolno wam upaść na duchu. Miłość i umartwienie pomogą wam przezwyciężyć wszystkie trudności i cieszyć się różami bez kolców».

Po słowach Matki Bożej, obudziłem się, stwierdzając, że jestem w

swoim pokoju"28.

Czytając między wierszami tych dwóch snów oraz znając historię pierwszego Oratorium, wiemy, że Ksiądz Bosko nie znalazł stałej pomocy wśród innych kapłanów z jego środowiska i nawet ich nie szukał, jak to normalnie robiły inne instytucje dobroczynne (Rosminianie, Księża J. Cottolengo), które rozwijały się u jego boku. Szybko spostrzegł się, że `pasasterzy' musiał znależć w `swojej owczarni'. Byli nimi Rua, Cagliero, Francesia, Cerutti, Bonetti... 1 to im, bardzo młodym, powierzył największe odpowiedzialności swego powstającego Zgromadzenia.

Pewnego dnia, w ten oto sposób przedstawił swoją myśl: „Wiielka korzyścią jest przyjmowanie, gdy jeszcze są mali, tych, którzy zostana Salezjanami. Dorosną, przyzwyczajając się bezwiednie do pracowitego życia, poznają cały mechanizm Zgromadzenia i z łatwością podejmą każdą sprawę. Od zaraz są dobrymi asystentami i dobrymi nauczycielami, łącząc ducha i metodę i nie potrzebując, aby ktoś im wyjaśniał nasz system, ponieważ nauczyli się go, gdy byli uczniami... Uważam, że aż do naszych czasów nie powstało jeszcze Zgromadzenie lub Zakon, które miałyby taki komfort przy wyborze jednostek najbardziej dla niego odpowiednich... Ci, którzy przez długi czas żyli wśród nas, natchną innych naszym duchem"29.

b) Ksiądz Bosko nie bał się wzywać swoich chłopców do odważnych przedsięwzięć, a z ludzkiego punktu widzenia zuchwałych.

Pierwszym przykładem, jaki przywołam jest z okresu wybuchu cholery, na początku lata 1854 r. Był to czas strachu dla Turynu. Pod koniec lata doliczono się 1248 zmarłych (miasto miało wówczas as 117 tys. mieszkańców). Szczególnie dotkniętym było Borgo Dora. „Paraffia św. Szymona i Judy Tadeusza, paraffia Oratorium, miała 53% wszystkich zgonów"30. Strach powodował „zamykanie sklepów oraz natychmiastową ucieczkę z miejsca, gdzie ta zaatakowała. Co więcej. W pew

28 MB III ss. 32-36. Niektóre zdania zaznaczyłem kursywą.

29 MB XII, s. 300. Niektóre zdania zaznaczyłem kursywą.

30 P. BRAIDO, Don Bosco, prete dei giovani nel secolo della liberti. Tom I (Roma:

LAS, 2003), s. 263.

nych miejscach, jak tylko ktoś ją złapał, sąsiedzi, a nawet sami krewni tak byli przestraszeni, że porzucali go bez pomocy i opieki"". opieki"". opieki"". opieki"". opieki"". opieki"". opieki"". opieki"". opieki"". opieki"". Jeden szpital dla zakaźnie chorych urządzono na zachód od Valdocco. Jednak niewielu było odważnych do opieki nad chorymi. Ksiądz Bosko zwrócił się do najstarszych ze swoich chłopców.

Wśród nich był sam kwiat jego przyszłych Salezjanów. Czterem z nich (między innymi Rua i Cagliero), w dniu 26 stycznia owego 1854 roku ogłosił pierwszą propozycję „podjęcia z pomocą Bożą i św. Franciszka Salezego praktycznej próby okazywania miłości względem bliźniego, aby potem przejść do obietnicy. Później zaś, gdy będzie to możliwe i stosowne, złożenie ślubu Bogu. Od tego wieczora nadane zostało imię Salezjanów tym, którzy postanowili i postanowią sobie tę praktykę'12. Pomimo to nie bał się, że jego pierwszy rozwój mógł być zniszczony przez zuchwały gest miłosierdzia. Powiedział im, że burmistrz zwraca się z apelem do najlepszych w mieście, aby zamienili się w pielęgniarzy i asystentów chorych na cholerę. Jeżeli ktoś pragnął połączyć się z nim w tym dziele miłosierdzia, to dziękował mu w imieniu Boga. Offiarowało się czternastu, „a potem innych trzydziestu, którzy poświęcili się z tak wielką gorliwością, wyrzeczeniem i odwagą, że zyskali publiczne uznanie""". W dniu 5 sierpnia, święto Matki Bożej Śnieżnej, Ksiądz Bosko mówiąc do umieszczonych w szpitalu, powiedział: „Chcę, abyśmy oddali duszę i ciało w ręce Maryi (...) Jeżeli wszyscy będziecie żyć w łasce Bożej i nie popełnicie żadnego grzechu ciężkiego, to zapewniam was, że nikt z was nie zostanie dotknięty cholerą"1414.

Były to dni bardzo gorące, pełne trudu, niebezpieczeństw i odrażającego smrodu. Michał Rua (17 lat) obrzucony został kamieniami przez rozwścieczonych ludzi gdy wchodził do lazaretu. Pospólstwo myślało, że w środku zabijano chorych. Jan Francesia (16 lat) wspominał: „Ileż to razy, ja młodziutki musiałem zachęcać starszych, aby udali się do lazaretu. -Tam mnie dobiją. -Co wy mówicie! Będzie wam lepiej. No

" " G. BONETTI, Cinque Lustri di Storia dell'Oratorio Salesiano fondato dal sacerdote D. Giovanni Bosco (Torino: fi Salesiana, 1892), ss. 420-421. 32 MB V s. 9. Por. ASC 9.132 Rua.

" " G. B. FRANCESIA, Vi breve e popolare di D. Giovanni Bosco (San Benigno Canavese: Libreria Salesiana, 1912) s. 183.

i ja tam będę. - Tak? Zatem zabierzcie mnie, gdzie chcecie". Jan Cagliero (16 lat) służył chorym w lazarecie razem z Księdzem Bosko. Pewien lekarz zobaczył go i wrzasnął: „Ten chłopak nie powinien i nie może tu przebywać! Nie wydaje się to księdzu wielką nieroztropnością?" „Nie, nie, Panie doktorze - odrzekł Ksiądz Bosko - Ani on, ani ja nie boimy się cholery i nic nam się nie stanie""". Jan Anfossi, w procesie beatyffikacyjnym Księdza Bosko zeznał: „Miałem to szczęście towarzyszyć Księdzu Bosko w wielu wizytach u chorych na cholerę. Ja miałem wówczasjedynie 14 lat, ale pamiętam, że pracując jako pielęgniarz, odczuwałem wielki spokój, żyjąc nadzieją, że się uratuję, nadzieją, którą Ksiądz Bosko potraffił natchnąć swoich uczniów"36

Wraz z jesiennymi deszczami zaraza ustąpiła. Spośród najmłodszych wolontariuszy Księdza Bosko żaden nie zachorował na cholerę.

Drugim przykładem, który chcę przypomnieć jest pierwsza wyprawa misyjna rozpoczęta 11 listopada 1875 roku. Pod koniec stycznia Ksiądz Bosko zakomunikował Salezjanom i młodzieży, że pierwsi misjonarze niedługo wyruszą na misje do południowej Argentyny. Następnie, dnia 5 lutego officjalnie ogłosił to w liście okólnym, prosząc Salezjanów o ich gotowość37. Wzbudził nieopanowany entuzjazm"".

Jednak wśród starszych wzbudziło to obawy i zakłopotanie, gdyż przedsięwzięcie wydawało się zuchwałe. „Musimy przenieść się w tamte czasy - pisze ks. Ceria - kiedy Oratorium nie było jeszcze środowiskiem w pewnym sensie międzynarodowym, a Zgromadzenie nosiło w sobie atmosferę rodziny mocno skupionej wokół swojej Głowy"39 W dniu uroczystego ogłoszenia „niektórzy przełożeni okazali się oporni do zajęcia miejsca na scenie z obawy, że w praktycznej realizacji brak osób i środków udaremniłby wyprawę``0. Dzieł otwartytych we Wło

34 MB V ss. 83-84.

ss MB V s. 101.

36 Tam2Ze

37 Letttt. 5 febbraio 1875, E II s. 451.

'$ Por. G. BARBERIS, Cronichetta, quad. 3, ss. 3-25: ASC A 001.

s9 E. CERIA, Annali della Society Salesiana dalle origini alla morte di S. Giovanni Bosco (1841-1888) (Torino: SEI, 1941) s. 249.

40 MB XI s. 143.

szech było już wiele, a personel jedynie ten konieczny. Przy wyjeżdzie dziesięciu misjonarzy (a Ksiądz Bosko nie zamierzał wysyłać `odpadów', ale to, co najlepsze w Zgromadzeniu), główne dzieła pozostawały zrujnowane.

Trudno było sobie wyobrazić kolosalne dzieło na Valdocco (700 chłopców i około 60 Salezjanów), bez Jana Cagliero. W wieku 37 lat stał się jedną z dwóch młodych kolumn Zgromadzenia: Rua, cichy i wiernrny cień Księdza Bosko, Cagliero, entuzjastyczny umysł i silne ramię Księdza Bosko. Jako dyplomowany teolog był wykładowcą dla kleryków, niedoścignionym mistrzem i kompozytorem muzyki, oraz kierownikiem duchowym powstałego od dwóch lat Instytutu Córek Maryi Wspomożycielki. Równie trudno było wyrwać wątłej strukturze salezjańskiego dzieła w Varazze dyplomowanego kapłana, ks. Józefa Fagnano. I tak samo z wszystkimi pozostałymi, którzy, wyjeżdżając na misje uszczuplali salezjańskie siły w różnych dziełach. A mimo to Ksiądz Bosko wysłał tę grupę Salezjanów za ocean. „Kto wie - mówił - czy to nie będzie ten wyjazd i to coś małego, jako ziarno, z którego kiedyś wyrośnie wielka roślina? Kto wie czy nie będzie to niczym ziarenko prosa czy gorczycy, które będzie powoli rozrastać się i nie przyczyni się do wielkiego dobra?"41 Oni udali się na nieznaną ziemię, mając jako jedyny pewnik słowo Księdza Bosko. I tak oto, tych dziesięciu, z całkowitym zaufaniem do niego, dało początek wielkim misjom salezjańskim.

Napełnia mi serce słodyczą, gdy patrzę na salezjański świat i także dzisiaj widzę, że nie boimy się podjąć odważnych przedsięwzięć i po ludzku mówiąc, zuchwałych. Synowie Księdza Bosko są obecni w wielu najuboższych peryferiach wielkich miast, gdzie ryzykuje się utratą zdrowia a nawet życia. Na oddalonych i zagubionych obszarach, zapomnianych przez wszystkich, w wioskach andyjskich, w puszczach, które chronią zagrożone ludy tubylcze i na niekończącej się af ykańskiej sawannie, istnieje wrzaskliwa radość salezjańskich oratoriów. Gdybyśmy zapomnieli o tej odwadze i o tej zuchwałości, gdybyśmy się na jakiejś ziemi przyjęli mieszczański styl życia, lub rozleniwili się, to Ksiądz

Bosko przywoła nasas, „byśmy szukali (młodzieży) w jej środowisku i wychodzili jej naprzeciw poprzez formy posługi odpowiednie do stylu jejżycia" (Konnt. 41). „Za jego przykładem chcemy wyjść jej naprzeciw,przekonani, że najskuteczniejszym sposobem odpowiedzi na ich ubóstwo,jest działanie uprzedzające".

e) Towarzystwo Niepokalanej, założone przez śww. Dominika Savio,

było małym polem, na którym zakiełkowały pierwsze ziarna salezjańskiego rozwoju.

Dominik przybył do Oratorium jesienią 1854 roku, po zakończeniu śmiertelnej zarazy, która zdziesiątkowała Turyn. Od razu został przyjacielem Michała Rua, Jana Cagliero, Jana Bonettiego, Józefa Bongiovanni, z którymi razem udawał się do szkoły w mieście. Prawdopodobnie nic nie wiedział o `Towarzystwie salezjańskim', o którym Ksiądz Bosko zaczynał mówić z niektórymi ze swoich chłopców w styczniu tegoż roku. Jednak następnej wiosny zrodził mu się pomysł, którym podzielił się z Józefem Bongiovanni. W Oratorium było wielu wspaniałych chłopców, ale było też trochę małych chuliganów, którzy żle się zachowywali. Byli też i cierpiący chłopcy, mający trudności w nauce, ogarnrnięci tęsknotą za domem. Każdy na swój sposób starał się im pomóc. Dlaczego zatem najbardziej usłużni chłopcy nie mogliby połączyć się razem w `tajnym towarzystwie', stając się w ten sposób zwartą grupą małych apostołów wśród masy innych? Józef odpowiedział, że się zgadza. Potem rozmawiali o tym z innymi. Spodobał się ten pomysł. Zdecydowano zatem, że grupa nazywać się będzie „Towarzystwem Niepokalanej". Ksiądz Bosko udzielił swojej zgody, aby spróbowali ułożyć mały regulamin. On sam pisał: „Jednym z tych, który najbardziej pomógł Dominikowi Savio w założeniu i sporządzeniu regulaminu, był Józef Bongiovanni"43.

Z protokołów Towarzystwa zachowanych w Archiwum Salezjańskim wiemy, że członków, którzy zbierali się raz w tygodniu, było blisko dziesięciu: Michał Rua (wybrany przewodniczącym), Dominik Savio,

42 KG26, 98.

43 G. Bosco, `Vita di Domenico Savio', w: Biograffie ifi (Roma: UPS, 2007)s.76.

Józef Bongiovanni (wybrany sekretarzem), Celestyn Durando, Jan Ch. Francesia, Jan Bonetti, kleryk Angelo Savio, Józef Rocchietti, Jan Turchi, Alojzy Marcellino, Józef Reano, Franciszek Vaschetti. Brakowało Jana Cagliero, jako że był na rekonwalescencji po ciężkiej chorobie i przebywał w domu u swojej mamy.

Końcowy artytykuł regulaminu, zatwierdzonego przez wszystkich, także przez Księdza Bosko, mówił: „Szczere, synowskie i nieograniczone zaufanie do Maryi, szczególne uczucie żywione do Niej, oraz stałe nabożeństwo, pozwolą nam przezwyciężyć każdą przeszkodę, uczynią wytrwałymi w postanowieniach, surowymi wobec nas samych, serdecznymi wobec bliżniego i dokładnymi we wszystkim".

Członkowie Towarzystwa postanowili `zatroszczyć się' o dwie grupy chłopców, którzy w tajemniczym języku protokołów nazywani byli `klientami'. Do pierwszej grupy należeli niezdyscyplinowani, ci, którzy dużo przeklinali i bili rękoma. Każdy z członków przejmował jednego z nich, zostając jego `aniołem stróżem', na czas konieczny (Michał Magone miał wytrwałego `anioła stróża'!).

Drugą grupę stanowili nowoprzybyli. Pomagano im radośnie przeżywać pierwsze dni, kiedy jeszcze nie znali nikogo, nie umieli grać, mówili jedynie dialektem swojej wioski i tęsknili za domem. (Franciszek Cerutti miał za `anioła stróża' Dominika Savio, opowiadając w czarujący sposób ich pierwsze spotkania).

W protokołach dostrzega się przebieg każdego z zebrań: chwila modlitwy, kilka minut czytania duchowego, wzajemna zachęta do korzystania ze spowiedzi i Komunii Św. „Potem mowa jest o powierzonych klientach. Zachęca się do cierpliwości i zaufania Bogu w stosunku do tych, którzy wydawali się całkowicie głusi i niewrażliwi; roztropności i słodyczy wobec tych, którzy zdają się być łatwi do przekonania"''.

Porównując nazwiska przynależących do Towarzystwa Niepokalanej z nazwiskami pierwszych `przyjętych' do Pobożnego Towarzystwa, odnosi się ze wzruszeniem wrażenie, że `towarzystwo' to, było 'generalną próbą' Zgromadzenia, które Ksiądz Bosko zamierzał założyć. Byłoono małym polem, na którym kiełkowały pierwsze ziarna salezjańskiego rozwoju.

`Towarzystwo' stało się zaczynem Oratorium. Prostą formułą przemieniało ono zwykłych chłopców w małych apostołów: cotygodniowe zebrania połączone z modlitwą, wysłuchanie strony dobrego tekstu, wzajemna zachęta do przyjmowania Sakramentów, konkretny program, jak i komu pomóc w środowisku, w którym się żyło, spontaniczna rozmowa o powodzeniach i zawodach ostatnich dni.

Ksiądz Bosko bardzo był z tego zadowolony i chciał, aby było ono przeniesione do każdego rodzącego się salezjańskiego dzieła, i by również tam istniał ośrodek zaangażowanych chłopców oraz przyszłych powołań salezjańskich i kapłańskich.

Na czterech stronach rad, jakich Ksiądz Bosko udzielił Michałowi Rua, który udawał się z misją założenia pierwszego domu poza Turynem, w Mirabello, ((est to jedna z najlepszych syntez jego systemu wychowania i będą one przekazywane każdemu nowemu dyrektorowi salezjańskiemu), można przeczytać te dwie linijki: „Postaraj się założyć Towarzystwo Niepokalanego Poczęcia. Będziesz jednak tylko jego promotorem, a nie kierownikiem. Uznaj to za dzieło młodzieży"45.

W każdym salezjańskim dziele grupa zaangażowanych chłopców, nazywana jak to uznamy za stosowne, będąca jednak fotokopią dawnego `Towarzystwa Niepokalanej'! Czy nie jest to przypadkiem tajemnica, którą Ksiądz Bosko powierza nam, abyśmy wzbudzali nowe powołania salezjańskie i kapłańskie?

3. KONSEKROWANI BOGU W MŁODZIEŻY

Dopiero po długiej i ciężkiej praktyce Ksiądz Bosko doszedł do przekonania, że „wybór chłopców, którego dokonał, mając nieco ponad trzydzieści lat (1844-1846), potrzebował koniecznej gleby konsekracji, aby stać się `posłannictwem' Salezjanów46. Od samego początku starał się on skupić wokół siebie grupę współpracowników,

45 MB VII s. 526.

46 F. MOTTO, Ripartire da Don Bosco. Dalla Storia alla vita oggi (Torino-Leumann: Elledici, 2007) s. 83.

duchownych i świeckich. Jednak nikt z tych pierwszych pomocników nie wstąpi do Zgromadzenia. Z niedostatku współpracowników, spróbował w końcu zaczerpnąć z własnego podwórka. W lipcu 1849 r. skierował na drogę kapłańską grupę czterech chłopców, współpracujących z nim w Oratorium. Ci czterej klerycy (Józef Buzzetttti, Karol Gastini, Jakub Bellia, Feliks Reviglio) „pozostali na zawsze związani z Księdzem Bosko i jego dziełem, przez całe ich życie, lecz nigdy zostali kapłanami salezjanami"47. Jedynie Buzzetttti zostanie potem koadiutorem i umrze jako salezjanin.

Kto wie, czy właśnie nie dzięki temu doświadczeniu, Ksiądz Bosko zrozumiał i obronił nierozerwalny w życiu salezjańskim splot konsekracji i posłannictwa. W ten sposób ksiądz diecezjalny „stopniowo stawał się... zakonnikiem, nauczycielem i twórcą wspólnoty konsekrowanych 48. Jasnym staje się już w pierwszym artykule Konstytucji, a potem wiele razy sprecyzowanym, że Ksiądz Bosko stawiał posłannictwo młodzieżowe za cel Zgromadzenia49. Był przekonany i było to charakterystyczną cechą jego duchowości, że „postęp w kierunku `świętości' realizuje się zwłaszcza w działaniu na służbie najbardziej potrzebującej młodzieży"50.Oddanie się Bogu było dla niego koniecznym warunkiem oddania się młodzieży. Pisał do Salezjanów w roku 1884: ,Poświęciliśmy się Bogu nie po to, aby przywiązać się do stworzeń, lecz by praktykować miłość do bliżniego, pobudzeni miłością samego Boga""".

3.1 Synowwie Konsekrowanych Założycieli

Grupa, która założyła `Towarzystwo św. Franciszka Salezego' w wieczór 18 grudnia 1859 roku, składała się razem z Księdzem Bosko,

4' F. DESxAMAUT, `Don Bosco fondatore', in M. MIDALI (a cura di), Don Bosco Fondatore della Famiglia Salesiana. Atttti del Simposio (Roma, 22-26 gennaio 1989) s. 129. Por. MB III ss. 549-550.

48 P. BRAIDO, Don Bosco, prete dei giovani nel secolo delle liberti.. Tom I (Roma: LAS, 2003) s. 435.

49 Por. G. Bosco, Costituzioni della Society di S. Francesco di Sales 1858-1875. Introduzione e testi critici a cura di F. MOTTO [Roma: LAS 1982] ss. 72-73.

50 F. DESRAMAUT, Don Bosco en son temps (1815-1888) (Torino: SEI, 1996) s. 573.

51 MB XVII s. 17.

z osiemnastu osób. Nazywali się oni `przyjętymi 'S1. Dwóch z nich (Cagliero i Rua), należeli do tych, którzy pięć lat wcześniej, tj. 26 stycznia 1854 r.53, zobowiązali się do podjęcia „z pomocą Bożą i św. Franciszka Salezego, praktycznej próby okazywania miłości względem bliźniego, aby potem przejść do obietnicy. Później zaś, gdy będzie to możliwe i stosowne, złożyć ślub Bogu"54. Około trzech lat później, po tym 18 grudnia, w dniu 14 maja 1862 roku, razem w dwudziestu dwóch zostali pierwszymi `Salezjanami' konsekrowanymi, wypowiadając pierwsze officjalne śluby55, podczas gdy sam Ksiądz Bosko oddawał się „w offierze Panu, gotowy na wszystko, ażeby działać na rzecz większej Jego chwały i zbawienie dusz"s6

W protokole `Kapituły Wyższej', pod datą 14 maja 1862 roku czytamy:

„Współbracia Towarzystwa św. Franciszka Salezego, zwołani zostali przez Generała i w większości (odbyli roczny nowicjat), utwierdzili się w powstającym Towarzystwie poprzez formalne złożenie ślubów trzechletnich. To zaś dokonało się w następujący sposób: Ksiądz Bosko, Generał, ubrany w komżę, zaprosił każdego do uklęknięcia, i uklęknąwszy on sam rozpoczął odmawianie Veeni Creator (...), odmówiono też Litanię do Matki Bożej. (...) Po zakończeniu

52 Z tych osiemnastu dwóch było kapłanami (Ks. Bosko i ks. Alasonatttti), jeden świeckim (Józef Gaia), a pozostali klerykami ze średnim wiekiem poniżej 21 lat. (Por. P P STELLA, Don Bosco nella storia economica e sociale (1815-1870) [Roma: LAS, 1980] s. 295.

53 Ów rok miał być niczym "wododział" pomiędzy czasem Oratorium a czasem Towarzystwa Salezjańskiego. Tak wg. A. J. LENTI, Don Bosco. History and Spirit. III: Don Bosco Educator, Spiritual Master, Writer and Founder of the Salesian Society. Edited by A. GIRAUDO (Roma: LAS, 2008) ss. 312.316-319.

54 MB V s. 9. Innymi dwoma, którrzy zobowiązali się owego 26 stycznia 1854 r. razem z Cagliero i Rua, byli Rocchietttti i Artiglia. Rocchietttti, mimo że nie należał do zgromadzonych w dniu 18 grudnia 1859 r. należy do grupy profesów z 14 maja 1862r. Por. także E. CERTA, Vi del servo di Dio Don Michele Rua, primo successore di San Giovanni Bosco (Torino: SEI, 1949) s. 29.

ss Spośród zawezwanych 18 grudnia 1859 r. trzech nie doszło do pierwszej profesji w dniu 14 maja 1862 r.: Marcellino Alojzy, Pettiva Secondo i Rovetttto Antoni. Pozostałych ośmiu przystąpiło w ciągu trzechlecia: Albera Paweł, Boggero Jan, Gaia Józef, Garino Jan, Jarac Alojzy, Oreglia Fryderyk, Rocchetti Józef, Ruffifino Dominik.

ss MB VII s. 163. Por. FDB 1873, Epistolario 5-6.

tych modlitw współbracia in sacris (wyświęceni): ks. Alasonatti Wiktor, ks. Rua Michał, ks. Savio Angelo, ks. Rocchietti Józef, ks. Cagliero Jan, ks. Francesia Jan Ch., ks. Rufffmmo Dominik; klerycy Durando Celestyn, Anfossi Jan Ch., Boggero Jan, Bonetti Jan, Ghivarello Karol, Cerruti Franciszek, Chiapale Alojzy, Bongiovanni Józef, Lazzero Józef, Provera Franciszek, Garino Jan, Jarac Alojzy, Albera Paweł; świeccy: kawaler Oreglia Fryderyk od św. Szczepana i Gaia Józef, na głos i wyrażnie wszyscy razem wypowiedzieli formułę ślubów (...) Potem każdy podpisał się w specjalnie przygotowanej księdze"".

Ks. Bonetti, w swojej kronice pisze dalej: „Złożyliśmy zatem śluby w liczbie 22, bez Księdza Bosko, który klęczał między nami przy stoliku, na którym stał krucyffiks. Jako że nas było wielu razem, powtórzyliśmy formułę za ks. Rua, który ją odczytywał. Potem Ksiądz Bosko, wstając zwrócił się do nas klęczących, kierując kilka słów... Między innymi powiedział nam: « (... ) Ktoś mi powie: - Czy Ksiądz Bosko też złożył te śluby? - Podczas gdy wy składaliście przede mną te śluby, także i ja składałem je na całe życie przed tym Krucyffiksem, oddając siebie w offierze Panu, gotowy na wszystko, ażeby działać na rzecz większej Jego chwały i zbawienie dusz, zwłaszcza zaś dla dobra młodzieży. Niech nam Pan pomoże wiernie dochować naszych obietnic (...). Moi drodzy, żyjemy w burzliwych czasach (...) Ja nie tylko przypuszczam, ale mam dowodyy, że jest to wola Bożą aby nasze Towarzystwo zaczęło żyć i trwało. (...) Wszystko to dowodzi, że mamy za sobą Boga (...) Kto wie czy nie chce On posłużyć się tym naszym Towarzystwem, by dokonać wielkiego dobra w swoim Kościele! (... ) Za dwadzieścia pięć lub trzydzieści lat, jeżeli Pan nadal będzie nas wspierał, jak to dotychczas czynił, nasze Towarzystwo rozsiane w wielu częściach świata, wzrośnie nawet do liczby tysiąca członków"".

Na liście 22 wymienionych w protokole pojawia się osiem nowych nazwisk, młodych i bardzo młodych chłopców, od dwudziestodwuletniego Dominika Ruffmo do siedemnastoletniego Pawła Albert' i Jana Garino.

57 MB VII s. 161.

58 MB VII ss. 162-164. Por. FDB 992, Epistolario 10. -Niektóre zdania zaznaczyłem kursywą.

Pierwsze śluby wieczyste, poprzez które dokonywało się oddanie Bogu na całe życie, Ksiądz Bosko obiecał swoim synom ich złożenie po wypełnieniu ślubów trzechletnich. Protokół opisuje: „W dniu 10 listopada 1865 roku, po tym, jak zebrali się wszyscy współbracia Pobożnego Towarzystwa św. Franciszka Salezego, ks. Jan Chrzciciel Lemoyne (26 lat, od trzech lat kapłan Diecezji Genueńskiej, przybyły z ppomota' Księdzu Bosko) (...), złożył przed Generałem, ks. Janem Bosko śluby wieczyste czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, mając u boku dwóch świadków, ks. Jana Cagliero i ks. Karola Ghivarello".

"W dniu 15 listopada - czytamy dalej w protokole - złożyli śluby wieczyste wobec Generała, ks. Jana Bosko: Rua Michał, kapłan; Cagliero Jan, kapłan; Francesia Jan, kapłan; Ghivarello Karol, kapłan; Bonetti Jan, kapłan; Bonetttti Henryk, kleyk; Racca Piotr, kleryk; Gaia Józef, świecki; Rossi Dominik, świecki"s9

W dniu 6 grudnia do listy `wieczystych konsekrowanych' dochodzą: Durando Celestyn, kapłan; Oreglia Fryderyk, świecki; Jarach Alojzy, kleryk; Mazzarello Józef, kleryk; Berto Jochim, kleryk60. Ksiądz Bosko wiele razy na konferencjach przygotowujących do ślubów tłumaczył, że `konsekrowany' znaczy `przynależący do Boga', `poświęcony Bogu'. W wypowiedziach Księdza Bosko `konsekracja', `profesja' i `święte śluby' są synonimami.

Jan Bosko zawsze czuł się `konsekrowanym'

Jan Bosko zawsze czuł się `należącym do Boga'. Kiedy latem noc była piękna, Mama Małgorzata i jej dzieci wychodzili z domku i siadali na progu, zażywając świeżego powietrza (istnieje on do dziś zużyty przez czas, ale pozostający milczącym świadkiem). Patrząc w górę, w kierunku jedynego istniejącego wówczas `video' - nieba wypełnionego gwiazdami. Mama zaś mówiła półgłosem: „To Bóg stworzył wszystko i umieścił wiele gwiazd w górze". 1 tak Janek czuł się otoczony tajemniczą obecnością tej wielkiej niewidzialnej Osoby, która dała życie wszystkiemu, także i jemu, i czego matka uczyła go odkrywać we

wszystkim: w niebie, na cudownych polach, w twarzy ubogich, w sumieniu mówiącym jego głosem i powtarzała: „Dobrze zrobiłeś, żle zrobiłeś". Czuł się `zanurzony w Bogu' i `Bożym'.

Jest to największy dar, jaki jego święta mama mu złożyła. `Poświęcenia Bogu' Janek Bosko dokonał w sposób nieświadomy, jako dziecko, trzymając swoją matkę za rękę.

Janek Bosko nigdy nie potrzebował klęcznika, aby się modlić. Modlił się wcześnie rano, kiedy obudziła go mama, klęcząc na podłodze kuchni, obok braci i matki. A potem `rozmawiał z Bogiem', modlił się na trawie, na sianie, goniąc za krową, która odeszła, spoglądając w niebo. W gospodarstwie Moglia, mama Dorota i szwagier Jan pewnego dnia znalcAAi go klęczącego „trzymającego książkę w dyndających rękach; miał zamknięte oczy i twarz zwróconą ku niebu"61. Musieli wstrząsnąć nim, tak bardzo był pogrążony w swojej reflfleksji. Kiedy był jeszcze bardzo młodym rolnikiem, były lata, „w których do głębi ugruntowała się w nim świadomość Boga i kontemplacji, mogąc wejść w nią przez samotność i rozmowę z Bogiem, w czasie prac polowych"62.

Stopniowo, modlitwa dla Jana Bosko (rolnika, ucznia, seminarzysty, kapłana), stawała się atmosferą otaczającą każde działanie i nie przerywającą tempa pracy. Papież Pius XI, który jako młody kapłan przeżył z nim jedynie dwa dni, mając sześćdziesiąt osiem lat, odkrył ją. Była to atmosfera, która do głębi przenikała każde działanie Księdza Bosko. On sam opisał ją w pięciu słowach: „Ksiądz Bosko był z Bogiem".

Papież prosi o konsekrację przez śluby

W roku 1857 Ksiądz Bosko zwierzył się swojemu kierownikowi duchowemu, ks. Cafasso, z trudności, jakie napotykał w stabilizacji i zabezpieczeniu swojego dzieła. Pomyślał, że poważna obietnica pozostania z nim ze strony najlepszych spośród swoich współpracowników, byłaby wystarczającą. Jednak fakty zaprzeczały temu. Nie potrafifił zatrzymać chłopców i kleryków do pomocy w jego przedsięwzięciu. Ks. Cafasso nie myślał nad tym długo, odpowiadając: «Dla waszych dzieł

61MBIs.196.

sz P. STELLA, Don Bosco nella storia della religiositr cattolica. Tom L L Vita e Opere [Roma: LAS, 19792] s. 36.

nieodzownym jest zgromadzenie zakonne. (...) Niech to stowarzyszenie będzie połączone ślubami i niech będzie zatwierdzone przez najwyższą władzę Kościoła. Wówczas w sposób wolny będzie mogło dysponować swoimi członkami»63

Ksiądz Bosko, nie będąc przekonanym, skonsultował się z ks. Bp. Losaną z Biella. Następnie zaś zwrócił się w formie listu do swojego Arcybiskupa, J.E. ks. Fransoniego, przebywającego na wygnaniu w Lionie. W odpowiedzi polecono mu, „aby udał się do Rzymu, prosząc nieśmiertelnego Papieża Piusa IX o radę i stosowne normy""".

Ksiądz Bosko okazał posłuszeństwo swojemu Arcybiskupowi i we wprowadzeniu do Reguł Towarzystwa śww. Franciszka Sałezego, w wydaniu z r. 187765, napisał: „Pierwszy raz, gdy Papież mówił o Towarzystwie Salezjańskim wyrzekł te oto słowa: « w zgromadzeniu lub towarzystwie zakonnym konieczne są śluby, ażeby wszyscy członkowie byli związani z przełożonym więzłem sumienia, przełożony zaś utrzymywał siebie i swoich poddanych w łączności z Głową Kościoła, a przez

to i z samym Bogiem»"66

Praktycznie wszyscy mówili mu, że „ziarnrno nie może kiełkować w górę (posłannictwo), bez jednoczesnego rozpuszczenia w dół jego korzeni" (konsekracja).

Odtąd Ksiądz Bosko już się wahał. Przekonał się, że także jego pomocnicy, oprócz pozostania z nim i pracy, musieli `być Bożymi', aby móc poświęcić całe życie zbawieniu młodzieży. „Czasowe oddanie się Bogu w młodych, którzy czują się pociągnięci do bycia z Księdzem Bosko, stopniowo przekłada się na przylgnięcie do stanu duchownego

i zakonnego"67.

s' MB V s. 685.

sa MB V s. 701.

ss W tym Wprowadzeniu, "w redakcji którego, Ks. Bosko skorzystał z pomocy ks. Barberisa i innych" zostały „podkreślone ewangeliczne i duchowe zasady życia zakonnego". (G. Bosco, Costituzioni della Society di S. Francesco di Sales 1858-1875. Introduzione e testi critici a cura di F. MOTTO [Roma: LAS 1982] s. 20).

ss Regole o Costituzioni della Society di S. Francesco di Sales secondo il Decreto di Approvazione del 3 aprile 1874 (Ed. Torino 1877) `Ai Soci Salesiani', s. 19.

67 P. STELLA, Don Bosco nella storia della religiositr cattolica. Tom Il: Mentalitr religiosa e Spiritualitr [Roma: LAS, 1969] s. 393.

3.2 Nauczania Księdza Bosko do swoich Salezjanów

Do Salezjanów „Ksiądz Bosko mówi o Towarzystwie Salezjańskim, jako prorok i przepowiadacz (...). Przebywanie z Księdzem Bosko zawiera się w planie Bożym. Pojedynczy salezjanie są wybrani i przeznaczeni do bycia, jak Ksiądz Bosko, narzędziem chwały Bożej i zba

wienia dusz"68.

Na początku księgi Reguł, Ksiądz Bosko pisze długi list `do Współbraci Salezjanów', obejmujący czterdzieści stroniczek, które salezjańscy nowicjusze czytali i studiowali przez około sto lat. Ksiądz Bosko szeroko przedkłada na nich zasady ewangeliczne i swoją myśl na temat życia zakonnego, konsekracji, ślubów, salezjańskiego życia. Na koniec zaś pisze: „Przyjmijcie te wstępne myśli jako pamiątki, które zostawiam wam przed odjazdem do mojej wieczności, którą zauważam, że się zbliża wielkimi krokami"69

Oto zatem `sama istota rzeczy' i kwiat stron poświęconych naszej konsekracji i naszym ślubom. Słuchajmy z szacunkiem tego `dziedzictwa' naszego Założyciela.

Osoba konsekrowanego

Przez nasze śluby „poświęcamy się Bogu i w ręce przełożonego oddajemy własną wolę, mienie, siły ffizyczne i moralne, abyśmy wszyscy tworzyli jedno serce i jedną duszę dla szerzenia większej chwały Bożej, zgodnie z naszymi Konstytucjami (...). Śluby sąwspaniałomyślną ofifiarą. (...) Doktorowie Kościoła zwykli także porównywać śluby zakonne do męczeństwa (... ). Chociaż, mówią, w ślubach brak natężenia, to jednak zastępuje je trwanie"70.

„Człowiek, który poświęca się Bogu w wierze... żyje w większej czystości serca, woli i uczynków, a w konsekwencji każde jego dzieło,

68 P. STELLA, Don Bosco nella storia della religiositr cattolica. Tom 11: Mentalitr religiosa e Spiritualitr [Roma: LAS, 1969] s. 402.

Il Regole o Costituzioni della Society di S. Francesco di Sales secondo il Decreto di Approvazione del 3 aprile 1874 (Ed. Torino 1875) `Ai Soci Salesiani', s. xLI.

70 Regole o Costituzioni della Society di S. Francesco di Sales secondo il Decreto di Approvazione del 3 aprile 1874 (Ed. Torino 1877) `Ai Soci Salesiani', ss. 19-20.

każde słowo zostaje spontanicznie offiarowane Bogu w czystości ciała i serca""".

„Poprzez zachowywanie ślubów zakonnych zajęta tym, co przynosi większą chwałę Bożą... (osoba konsekrowana) może w sposób wolny zająć się służbą Bożą, powierzając każdą obecną i przyszłą myśl w ręce Boga i swoich przełożonych, którzy Go zastępują"'Z.

„Kto poda kubek świeżej wody z miłości do Ojca Niebieskiego otrzyma swoją nagrodę. Ten zaś, kto opuszcza świat, wyrzeka się każdego ziemskiego zadowolenia, oddaje życie i dobra, idąc za boskim Nauczycielem, jakiej zapłaty nie otrzymałby w niebie?"73

„W wypełnianiu naszych obowiązków, w każdej naszej pracy, cierpieniu i przykrości nie zapominajmy nigdy, że poświęciwszy się raz Bogu, dla niego samego powinniśmy się trudzić i od niego j edynie oczekiwać zapłaty. On prowadzi bardzo dokładny rachunek z każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy, wykonanej dla jego świętego imienia, i jak my wierzymy, w swoim czasie nagrodzi nas obfficie. Kiedy u kresu życia staniemy przed jego Boskim trybunałem, wówczas On, spoglądając na nas miłościwym wzrokiem, powie: Dobrze sługo dobry i wiernrny! Byłeś wiernrny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię: wejdż do radości twego Pana""".

Święte śluby

Posłuszeństwo

„Prawdziwe posłuszeństwo czyni nas drogimi Bogu i ludziom, polega ono na czynieniu w dobrym duchu tego wszystkiego, co polecają nam nasze Konstytucje lub nasi przełożeni, którzy są poręczycielami naszych czynów wobec Boga... Polega na poddawaniu się nawet temu, co trudne, przeciwne naszej miłości własnej, i wypełnieniu go w męce i cierpieniach. W tych wypadkach posłuszeństwo jest czymś trudniejszym, ale za to o wiele bardziej zasługującym na nagrodę. ł jak zapew

" " Tamże, s. 16. ' Tamże, s. 17.

73 Tamże, s. 18. 74 Tamże, s. 40.

nia nas Jezus Chrystus prowadzi nas ono do posiadania Królestwa Niebieskiego". Osoba konsekrowana, „w wielkim zaufaniu, powie za św. Augustynem: «Panie, daj, co nakazujesz, i rozkaż, co chcesz»"75.

Ubóstwo

Konsekrowany „uważany jest dosłownie nic nie posiadającego, gdyż sam stał się ubogim, aby zostać bogatym z Jezusem Chrystusem. Naśladuje on przykład Zbawiciela, który narodził się w ubóstwie, żył w niedostatku i umarł obnażony na krzyżu (...)".

„To prawda, że będziemy niekiedy doznawać niewygód w podróży, w pracy, w zdrowiu i w chorobie, nieraz pożywienie, odzież lub co innego nie będzie się nam podobało, lecz właśnie w tych wypadkach pamiętajmy, że złożyliśmy ślub ubóstwa i że powinniśmy znosić jego następstwa, jeżeli chcemy mieć za to zasługę i nagrodę. Strzeżmy się bardzo pewnego rodzaju ubóstwa, wielce zganionego przez św. Bernarda, że niektórzy chlubią się być nazywani ubogimi, lecz nie chcą towarzyszy ubóstwa... Inni znowu są zadowoleni, że są ubogimi, byleby im niczego nie brakowało"76.

Czystość

Czystość jest „cnotą najbardziej potrzebną, cnotą wielką, cnotącnotącnotącnotącnotąanielską, cnotą, której towarzyszy orszak wszystkich innych cnót... Zbawiciel zapewnia nas, że ci, którzy posiadają ten skarb nieoceniony, już w tym śmiertelnym życiu są podobni do aniołów Bożych".

„Nie wstępujcie do Zgromadzenia bez uprzedniego poradzenia się osoby roztropnej, która osądzi, czy będziecie mogli zachować tę cnotę".

A prawie na koniec tego długiego listu Ksiądz Bosko dodaje: „Kto poświęca się Panu w świętych ślubach, tan składa Boskiemu Majestatowi jedną z najcenniejszych i najwdzięczniejszych offiar"77.

Sen o konsekrowanym Towarzystwie Salezjańskim

Pod koniec roku 1881 Ksiądz Bosko (66 lat) bierze do ręki pióro i przekazuje wszystkim Salezjanom sen, który miał w nocy między 10

's Tamże, ss. 19.27.

76 Tamże, ss. 28.29.

" " Tamże, ss. 30.31.41.

a 11 września. Jest to słynny `sen o diamentach'. Kroczy on razem z dyrektorami domów salezjańskich, kiedy

„pojawił się między nami człowiek o tak majestatycznym wyglądzie, że nie mogliśmy oprzeć się jego spojrzeniu (...). Bogaty Płaszcz pokrywał jego osobę (...). Na jego wstędze widniał lśniący napis: Pobożne Toowarzystwo Salezjańskie w roku 1881, a na jej pasku umieszczone były słowa: Jakim powinno być. Dziesięć diamentów, o nadzwyczajnej wielkości i blasku, jedynie z wielkim trudem

pozwalały pozwalały pozwalały pozwalały pozwalały pozwalały pozwalały pozwalały pozwalały nam zatrzymać wzrok na tej Dostojnej Osobistości (... ).

Pięć diamentów zdobiło tył płaszcza (...). Jeden większy i promieniujący umieszczony był pośrodku ... i zawierał napis: Posłuszeństwo. Na pierwszym z prawej można było przeczytać: Ślub ubóstwa (...). Po lewej, od góry było napisane: Ślub czystości (...). Brylanty te wysyłały promienie w kształcie ogników, które wznosiły się i zawierały wypisane różne sentencje (...).

Na promieniach Posłuszeństwa: Fundament całej budowy i kompendium świętości. Na promieniach Ubóstwa: Do nich należy Królestwo Niebieskie. Bogactwa to ciernie. Ubóstwa nie buduje się słowami, lecz sercem i działaniem. Ono otworzy bramy Nieba i pozwoli wam wejść. Na promieniach Czystości: Razem z nici przychodzct wszystkie cnoty. Ci, którzy sct czystego serca zobaczct tajemne sprawy Boże i Boga samego (...).

Ponownie pojawiło się światło, które otaczało znak, na którym widniał napis: Co grozi Pobożnemu Toowarzystwu Salezjańskiemu w roku zbawienia 1900 (...). Znowu pojawiła ta sama Osobistość (...). Jej płaszcz był spłowiały, podziurawiony i rozdartyty. Miejsce gdzie umieszczone były diamenty było zaś poważnie uszkodzone (...). Na miejscu Posłuszeństwa nie było nic innego jak tylko szerokie i poważne uszkodzenie pozbawione napisu. W miejscu Czystości: Pożctdliwość i wyniosłe życie. Miejsce Ubóstwa zastąpiły słowa: Łóżko, ubrania, picie i pienictdz.

Widząc to wszyscy byliśmy przerażenie".

Ksiądz Bosko kontynuuje opowiadanie, mówiąc, że w owej chwili słodki głos jakiegoś chłopca napomniał ich:

„Słudzy i narzędzia Boga Wsszechmocnego, zwróćcie uwagę i zrozumiejcie. Badżcie silni i odważni. Too, co widzieliście i usłyszeliście to Boże napomnienie skierowane do was i do waszych braci. Miejcie się na baczności i dobrze zrozumcie to przesłanie...

Nie ustawajcie głosić w chwilach pomyślnych i niepomyślnych. A to, co głosicie, czyńcie to ustawicznie, aby wasze dzieła były niczym światło, które przekazywane będzie z pokolenia na pokolenie, jako pewna tradycja waszym braciom i waszym synom.

Uważaj cie i zrozumcie: waszym rozmyślaniem porannym i wieczornym nie będzie zachowywanie Konstytucji.

Jeżeli tak będziecie postępować, to nigdy wam nie zabraknie pomocy Wsszechmocnego. Będziecie podziwiani przed światem i aniołami, a wasza chwała będzie chwała Boża" (...).

Ksiądz Bosko swój rękopis zamyka tymi słowami: „Ten sen trwał całą noc, a o poranku obudziłem się całkiem wycieńczony (...). Nasze

Towarzystwo otrzymało błogosławieństwo Nieba, które pragnie, abyśmy wypełniali nasze dzieło. Unikniemy zagrażających nam niebezpieczeństw, jeżeli będziemy mówić o cnocie i o grzechach w nim zaznaczonych; jeżeli to, co głosimy będziemy wypełniać i przekazywać

naszym braciom jako praktyczną tradycję tego, co czyniono i będzie się czynić (...). Maryjo Wspomożycielko Wiernrnych - Módl się za

nami'178.

Któryś z historyków salezjańskich stwierdził, że w tym śnie jest niewiele ze snu, a dużo ojcowskiej zachęty naszego świętego Założyciela. Niech i tak będzie. To jednak niczego nie odbiera sile stwierdzeń (w większości przytoczonych z Biblii), które Ksiądz Bosko razem z

Chrystusem przekazuje wszystkim swoim synom. Powinny one stanowić podstawowe kierunki naszego życia i tematy naszych rozmyślań, aby kroczyć w duchu `salezjańskich osób konsekrowanych'.

4. NASZE KONSTYTUCJE DROGĄ WIERNOŚCI

4.1 PPierwwsza fotografia, kktórej pragną KKsidz Boskko

Listopad 1875 roku. Ksiądz Bosko stoi przed ukoronowaniem swojego snu o wysłaniu pierwszych misjonarzy salezjańskich do Ameryki Południowej, w kierunku Patagonii. Wówczas to, pierwszy raz w swoim życiu życzy sobie zrobienia fotograffii. Musi uwiecznić to wydarzenie, aby było ono szeroko znane i by służyło jako bodziec Salezjanom i ich młodzieży. Z tej właśnie racji zwraca się do najlepszego fotografa Turymm, Michała Schemboche79. W jego studiu pozuje w `ofificjalnym stroju' razem z dziesięcioma misjonarzami. fi ta ukazuje w swoich szczegółach znaczenie, jakie Ksiądz Bosko pragnie dać temu wydarzeniu. Wyjeżdżający ubrani są w stroje hiszpańskie z charakterystycznym płaszczem, na którym odznacza się krzyż misyjny, konsul Argentyny ma na sobie mundur galowy, Ksiądz Bosko zaś, ubrany jest w pelerynę i piuskę, jak w przy wielkich okazjach, kiedy staje przed Papieżem. Pozuje on w momencie przekazania głowie wyprawy, ks. Cagliero, książkę, którą są Reguły Towarzystwa Salezjańskiego. Pragnie on podkreślić ten gest, który dla niego ma głębokie znaczenie.

Ks. Rua, jego następca napisze: „Kiedy Czcigodny Ksiądz Bosko wysłał swoich pierwszych synów do Ameryki chciał, aby ta fotograffia przedstawiała go wśród nich w akcie przekazania ks. Janowi Cagliero, głowie wyprawy, księgi naszych Konstytucji. Ileż rzeczy wyrażał ksiądz Bosko w tej postawie! Jakby mówił: «Przepłyniecie morza, udacie się do nieznanych krajów, będziecie mieć do czynienia z ludżmi różnych języków i zwyczajów, byś może będziecie narażeni na poważne niebezpieczeństwa. Ja sam chciałbym towarzyszyć wam, pocieszać was, podnosić na duchu i chronić. Jednak tego, czego sam nie mogę uczynić, zrobi ta książeczka. Strzeżcie jej jak cennego skarbu»"80.

79 G. SoLDk, Don Bosco nella fotograffia dell'8800. 1861-1888 (Torino: SEI, 1987) s. 124.

80 Listy okólne Ks. Rua do Salezjanów (Torino: Tipograffia Salesiana, 1910) s. 409.

4.2 Długa i ciernista droga

Najdrożsi, zapraszam was do przebycia długiej i ciernistej drogi, którą kosztowała naszego świętego Założyciela ta `książeczka' naszych Reguł.

Po założeniu naszego Towarzystwa, Ksiądz Bosko musiał napisać Reguły (lub Konstytucje) i uzyskać ich zatwierdzenie przez władzę kościelną. Normą było uzyskanie najpierw zatwierdzenia przez Diecezję, potem ewentualnie zatwierdzenie papieskie. Ponieważ zaś Arcybiskup Turynu przebywał na wygnaniu w Lionie, a kontakty z nim za pośrednictwem osób trzecich (niezbyt sprzyjających Księdzu Bosko), były trudne, nasz Założyciel pomyślał o tym, by zwrócić się bezpośrednio do Papieża.

Myślał, że będzie to prosta i krótka sprawa. Faktycznie, pierwsza redakcja (1858) była punktem dojścia ponad dziesięciu lat wychowawczego doświadczenia w Oratorium. Było to 58 artytykułów, podzielonych na dziewięć krótkich rozdziałów. Mówiło się w nich w sposób prosty, że Towarzystwo składałoby się z duchownych i świeckich, złączonych ślubami, pragnących poświęcić się dobru ubogiej młodzieży i `podtrzymywać wiarę katolicką' w środowiskach ludowych, `poprzez słowo i pisma'.

Stronice te odzwierciedlały klimat pogodnego braterstwa, a Przełożony był ojcem wielkiej rodziny. Wypływająca z nich duchowość, była prostą i zakorzenioną w Ewangelii. Członkowie poświęcali się Bogu, postanawiając sobie naśladować Chrystusa, `boskiego Zbawcę', który `zaczął czynić i nauczać'. Ich posłannictwo zaś polegało na praktykowaniu miłości względem młodzieży, zwłaszcza najuboższej, oraz `prostego ludu'. Był to niezwykle prosty charyzmat, który nowe Towarzystwo zakonne zamierzało przynieść Kościołowi.

Cztery lata wcześniej, ustawa podpisana przez ministra Ratazziego likwidowała `korporacje zakonne', czyli zakony i zgromadzenia, oraz `konffiskowała' ich domy i dobra. Ustawa ta, na początku zastosowana w samym Piemoncie, miała być rozszerzona na całe Włochy. Aby nie przydarzyło się to jego Towarzystwu, Ksiądz Bosko (za radą tegoż samego ministra, który go szanował), dołączył artytykuł, w którym potwier-

dzano, że Salezjanie byliby w pełni zakonnikami wobec Kościoła, ale i obywatelami zachowującymi swoje prawa cywilne wobec Państwa. To sformułowanie (które podobało się nawet Papieżowi Piusowi IX) było absolutną nowością, otwierającą nowe perspektywy dla Kościoła. Stosując je Zakonnicy, nie byliby już gnębieni przez Państwo.

Ksiądz Bosko mylił się w odniesieniu do `krótkiej i prostej sprawy'. Od pierwszego zarysu (w r. 1855), do deffinitywnego zatwierdzenia upłynęło prawie dwadzieścia lat$'. Ksiądz Bosko ubolewał bardzo z tego powodu. Tę drogę udręki streścił w następujących słowach: ,Brano nasze biedne reguły i przy każdym słowie znajdywano nieprzezwyciężone trudności. Ci, którzy mogli więcej dla mnie zrobić, byli tymi, którzy w bardziej zdecydowany sposób okazywali się przeciwnymi"82. Żal Księdza Bosko nie był żalem bez powodu. Pokazują to „następujące po sobie, przez prawie dwadzieścia lat korekty, dodatki, poprawki, przeróbki i zmiany przygotowywanego tekstu... Te ubogie zeszytyty, te proste i zniszczone kartki, świadczą o tym, ile kosztowało Księdza Bosko zredagowanie pewnych artytykułów lub rozdziałów"83.

Główna krytyka skierowana była na dwa punkty, co do których Ksiądz Bosko nigdy się nie poddał: rozróżnienie Salezjanina `zakonnika' poddanego Kościołowi i `obywatela zachowującego prawa cywilne' (odniesienie do `praw cywilnych' dokuczało, ponieważ mogło wydawać się uznaniem Państwa, które prześladowało Kościół); oraz władza Przełożonego Zgromadzenia w odniesieniu do dopuszczania do święceń Salezjanów, których on uznawał za godnych.

Dnia 3 kwietnia 1874 roku, tekst Reguł, nieznacznie zmieniony w kilku punktach, został wreszcie zatwierdzony. Jednak, co do ostatniego kroku potrzeba było osobistego głosu Papieża Piusa IX. Zniesione zostało historyczne-duchowe Proemium, a przyjęte `wprowadzenie' nowicjatu i studiów. Ponadto formuła `prawa cywilne' został zmienio

" " POR. M. WIRTH, Da Don Bosco ai nostri giorni. Tra storia e nuove fi (Roma: LAS, 2000) s. 145.

82 MB IX s. 499. W tej ostatniej linijce Ks. Bosko ukrywa poważne przeszkody postawione przez LLE. ks. Gastaldiego, Arcybiskupa Turynu od 1871 roku.

83 G. Bosco, Costituzioni della Society di S. Francesco di Sales 1858-1875. Introduzione e testi critici a cura di E E MOTTO [Roma: LAS 1982] s. 15.

na na `pełna władza, co do dóbr osobistych', zaś `władza dopuszczania do święceń' przyznana została jedynie jako `przywilej', na okres dzie

sięciu lat84.

Telegramem z Rzymu Księdzu Bosko wywołał wielkie święto na Valdocco, gdzie na modlitwie oczekiwano upragnionego zatwierdzenia. Przyznał jednak, że `gdyby wcześniej wiedział ile to miało go kosztować, to być może nie wystarczyłoby mu na to odwagi'.

4.3 Świętość Reguł zatwierdzonych przez Kościół

Zaraz potem u samego Księdza Bosko pojawiło się uczucie szacunku w stosunku do nowej świętości, nabytej przez Reguły Salezjańskie. Ta książeczka nie była już polem bitwy, gdzie dokonywały się korekty, dodatki i przeróbki. Było to wyłożenie (pozostające zasadniczo nienaruszonym w czasie długiej walki), niezwykle prostego charyzmatu, który nowe Towarzystwo zakonne pokornie przynosiło do Kościoła i które Kościół zatwierdzał.

„Nasze konstytucje - napisał w liście do `Salezjanów Członków', który otwierał księgę Reguł - zostały deffinitywnie zatwierdzone przez Stolicę Apostolską, dnia 3 kwietnia 1874 roku. Wydarzenie to... jest zapewnieniem, że w zachowywaniu naszych reguł opieramy się na trwałych, pewnych, i możemy dodać, nieomylnych podstawach, jako że nieomylnym jest osąd Najwyższej Głowy Kościoła, który im nadał moc prawną"85. Swoim praktycznym zmysłem Ksiądz Bosko, zaraz dodaje: „Jednak jakąkolwiek wartość niosłoby ze sobą to zatwierdzenie, okazałoby się ono mało owocnym, gdyby reguły te nie były poznane i wier

nie zachowywane"86.

84 Por. M. WIRTH, Da Don Bosco ai nostri giorni. Tra storia e nuove fi (Roma: LAS, 2000) ss. 154-155.

85 Regole o Costituzioni della Society di S. Francesco di Sales secondo il Decreto di Approvazione del 3 aprile 1874 (Ed. Torino 1877) `Ai Soci Salesiani', s. 3. Warto zauważyć, że kiedy w r. 1875 ks. Bosko napisał te słowa we wprowadzeniu do pierwszego wydania zatwierdzonych Konstytucji upłynęło zaledwie 5 lat od defifinicji przez Sobór Watykański 1 dogmatu o nieomylności Papieża.

86 Tamże, s. 3.

4.4 Stały refren Księdza Bosko i Księdza Ruy

Od tej chwili zachowywanie Reguł (tzn. konsekracji i posłannictwa), stanie się stałym refrfrenem Księdza Bosko. W liście okólnym z 6

stycznia 1884 roku mówi on i powtarza, nalega i odnawia tę zachętę:

„Zachowywać nasze Reguły, które Święta Matka Kościół zechciała zatwierdzić dla pokierowania nami, dla dobra naszej duszy oraz duchowego i czasowego pożytku naszych ukochanych wychowanków. Reguły te czytaliśmy, studiowali, a teraz stanowią one przedmiot naszych obietnic i ślubów, przez które poświęciliśmy się Panu. Stąd polecam wam z całej duszy, aby nikt nie wyrzekł przykrych słów, a jeszcze gorzej żalu, z powodu podobnego poświęcenia się Panu (...)

Ktoś z was mógłby powiedzieć: ale zachowywanie naszych Reguł wymaga trudu. Zachowywanie Reguł wymaga trudu u tego, kto niechętnie je zachowuje, kto zaniedbał się w nich. Lecz u gorliwych, i tego, kto kocha dobro duszy, to zachowywanie staje się, zgodnie ze słowami boskiego Zbawiciela, słodkim jarzmem, lekkim ciężarem (... ).

1 dalej, moi drodzy, chcemy może dostać się do Raju karocą? (...) Poświęciliśmy się Bogu nie po to, by rządzić, ale by być posłusznymi; nie po to, by przywiązywać się do stworzeń, ale by praktykować miłość do bliźniego, poruszeni przez miłość Bożą; nie po to, by prowadzić wygodne życie, ale by być ubogimi z Jezusem Chrystusem, cierpieć z Nim na ziemi, stając się godnymi jego chwały w Niebie""".

Ks. Rua, pierwszy następca Księdza Bosko, nazwany `żywą Regułą' i dziś błogosławiony, nazywał Reguły: „Księgą życia, rdzeniem Ewangelii, nadzieją naszego zbawienia, miarą naszej doskonałości, kluczem raju. Czcijcie ją jako najpiękniejszą pamiątkę i najcenniejszą re

likwię naszego najukochańszego Księdza Bosko! """.

" " Lettere circolari di Don Bosco e di Don Rua ed altri loro scritttti ai Salesiani (Torino: fi Salesiana, 1989) ss. 21-22. ss Listy okólne Ks. Rua do Salezjanów (Torino: Tipograffia Salesiana, 1910) s. 123.

4.5 Odnowa Konstytucji

Po Soborze Watykańskim II Kapituła Generalna Specjalna (19711972), wezwana została do całkowitego przerobienia Konstytucji, biorąc pod uwagę dwa wymagania wskazane przez Sobór: powrót do pierwotnego charyzmatu Zgromadzenia oraz dostosowanie Konstytucji do potrzeb czasów.

Było to prawie siedem miesięcy intensywnej pracy „w atmosferze werwy, a czasami i napięcia, pomiędzy protagonistami tradycji i protagonistami zmian, pomiędzy wymaganiami jedności i decentralizacji, a także pomiędzy wymaganiami władzy centralnej i współodpowie

dzialności"89.

W swojej treści i stylu odnowione Konstytucje okazały się „Reguła życia bardziej duchową niż prawną, określającą nie tylko przepisy, ale dającą także motywacje ewangeliczne, teologiczne i salezjańskie"90 Odnowione Reguły zostały zatwierdzone `ad experimentum' na okres sześciu lat, a potem na kolejnych sześciu.

W roku 1984 Kapituła Generalna XXII, po kolejnych absorbujących obradach, zatwierdziła deffmmitywny tekst naszych odnowionych Reguł. Przełożony Generalny, ks. Idzie Viganò, siódmy następca Księdza Bosko, w przemówieniu zamykającym Kapitułę Generalną mógł stwierdzić: „Jest to tekst organiczny, głęboki, poprawiony, przesiąknięty Ewangelią, bogaty w autentyczność początków, otwarty ty na powszechność i skierowany ku przyszłości, skromny i odpowiedni, obffitujący w zrównoważony realizm i przyjęcie soborowych zasad. Jest to tekst przemyślany wspólnotowe w wiernrności Księdzu Bosko i w odpowiedzi na wyzwania czasów"91

4.6 Słowa testamentu

Ksiądz Bosko w ostatnich trzech latach swojego życia zapisał w notesie, w pewnych odstępach czasu swój `duchowy testament'. testament'. testament'. testament'. testament'. testament'. testament'. testament'. testament'. testament'. testament'. Nieregu

89 M. WIRTH, Da Don Bosco ai nostri giorni. Tra storia e nuove sffide (Roma: LAS, 2000) s. 451.

90 M. WIRTH, tamże, s. 452.

91 KG22, 134 (DRG 311 (1984) s. 139).

lamme i wymęczone pismo ukazuje niedostateczny stan wzroku i ffizyczne zmęczenie. Jego styl jest prosty, treściwy i sugestywny. Ten, kto zre

dagował jego krytytyczne wydanie pisze: „W ten sposób można by odczytać, niczym w zwierciadle, autoportret Księdza Bosko (... ) W obliczu

pewnych fragmentów, trudno nie ulec sugestii, że staje się w obecności `świętego' tekstu, tak bardzo bowiem jest on przesiąknięty nie błahymi i nie przelotnymi słowami"92. W `testamencie' tym Ksiądz Bosko poświęca pięć stroniczek na pozdrowienia dla swoich Salezjanów. Po

niżej przedstawiam najistotniejsze słowa:

„ Moi drodzy i ukochani synowie w Jezusie Chrystusie!

Zanim przeniosę się do wieczności, muszę spełnić względem was pewne obowiązki i tak zaspokoić żywe pragnienie mego serca. Przede wszystkim dziękuję wam z głębi serca za posłuszeństwo, jakie mi okazaliście i za wszystko, co zrobiliście w celu utrzymania i rozwoju naszego Zgromadzenia (...) Polecam wam nie opłakiwać mojej śmierci (...) Zamiast płakać, uczyńcie mocne i skuteczne postanowienie, by wytrwać w powołaniu, aż do śmierci (...).

Jeżeli kochaliście mnie w przeszłości, to kochajcie mnie i nadal przez dokładne zachowywanie naszych Konstytucji (...).

Do zobaczenia, drodzy synowie, z Bogiem! Oczekuję was w niebie. Tam będziemy rozmawiać o Bogu, o Maryi, Matce i ostoi naszego Zgromadzenia; tam będziemy wiecznie błogosławili nasze Zgromadzenie, którego Reguły, wiernrnie przestrzegane, przyczyniły się wielce i skutecznie do naszego zbawienia"93

Testament ten zawiera cenne i wymagające dla nas wszystkich słowa. Uważam, że po Ewangelii, księga Reguł powinna stać się drugą

księgą naszego codziennego rozmyślania. Będzie to stały pokarm naszego salezjańskiego życia oraz realizacja upomnienia zawartego w `śnie

o diamentach' : „niech waszym rozmyślaniem rano i wieczorem będzie zachowywanie Konstytucji".

``F. MOTTO, `Memorie dal 1841 al 1884-5-6. A' suoi fifigliouli salesiani', w: P P BRAIDO (a cura di), Don Bosco Educatore. Scritttti e testimonianze (Roma: LAS 19922) s.391.

93 F. MOTTO, tamże, ss. 410-411.

5. KSIĄDZ BOSKO ZAŁOŻYCIELEM „SZEROKIEGO RUCHU OSÓB, KTÓRE NA RÓŻNE SPOSOBY DZIAŁAJĄ DLA ZBAWIENIA MŁODZIEŻY (Konst. 5)

Narodzeni 150 lat temu, jako Towarzystwo staliśmy się bardziej świadomi faktu, że nasz Ojciec nie myślał jedynie o nas, ale od samego początku pragnął stworzyć „szeroki ruch osób, które na różny sposób działają dla zbawienia młodzieży" (Konnt. 5). Zostaliśmy pomyślani jako ewangelizatorzy i animatorzy charyzmatycznej Rodziny. Tak zresztą wyrażała się KGS: „Ksiądz Bosko otrzymał nadprzyrodzone natchnienie do stworzenia w łonie Rodziny wspólnoty zakonników, która pod jego tchnieniem posiada szczególne zadanie ożywiania wszystkich członków tejże Rodziny duchem tego samego posłannictwa. Przeprowadzał on swój plan stopniowo, zawierając najpierw przyjażń ze swoimi najlepszymi wychowankami, poddając ich następnie praktycznej próbie pełnienia dzieł miłości względem bliżniego, by wreszcie poprzez złożenie obietnicy doprowadzić ich do zakonnej konsekracji, wyrażającej się w ślubach. Tak się rodziła pierwsza wspólno

ta salezjańska"94.

5.1 Synowwie OOratorim rozrzuceni po całm śwwiecie"

Profesor pedagogii, Józef Rayneri, w swojej krótkiej publikacji dla uczczenia Księdza Bosko napisał: „Po południu, pewnej niedzieli roku 1851 (Ksiądz Bosko miał wówczas 36 lat i brakowało jeszcze 8 lat do założenia Towarzystwa salezjańskiego) przeprowadzono loterię. Zwycięzców było wielu i byli bardzo zadowoleni. Na koniec Ksiądz Bosko rozrzucił z balkonu cukierki na lewo i prawo, mimo że było wielu, których usta były osłodzone. Nie było trudnym podwoić wiwatowanie. Ksiądz Bosko zszedłszy z balkonu został wzięty i podniesiony do góry niczym w geście tryumfu i na znak największej radości, kiedy to pewien uczeń rzekł: - O, Ksiądz Bosko mógł zobaczyć we wszystkich częściach świata i w każdej z nich wiele Oratoriów! Ksiądz Bosko (udało

mi się ujrzeć go) skierował w około dostojne i łagodne spojrzenie i odrzekł: - Kto wie, czy nie przyjdzie dzień, kiedy synowie Oratorium będą rozsiani po całym świecie! "99

Dziś, kto patrzy na świat dostrzega, że Ksiądz Bosko był prorokiem.

5.2 Szeroka sieć Rodziny Salezjańskiej

Ksiądz Bosko nie wzbudzał świetlistych i płonnych nadziei, lecz był rozdawcą radosnych i rozpływających się słów. Ksiądz Bosko był wielkim i masywnym drzewem. Miał w sobie życie Boże i je rozdawał. My, Salezjanie, jesteśmy najpiękniejszym i najbujniejszym owocem jego całkowitego poświęcenia się Bogu i jego pasji zobaczenia, zwłaszcza najuboższej i zagrożonej młodzieży, osiągającej pełnię życia ludzkiego i chrześcijańskiego.

Jednak my nie jesteśmy jednym owocem tego wielkiego i masywnego drzewa. „Salezjanie - stwierdziła KGS - nie mogą określić w pełni swego powołania w Kościele bez uwzględnienia tych, którzy razem z nimi są realizatorami woli Założyciela. Dlatego zabiegają o większą jedność wszystkich, niezależnie od autentycznej różnorodności każdego z nich"96. Tego wymaga to samo wspólne powołanie salezjańskie, jako że chodzi o to samo Boże wezwanie „organicznej realizacji, jakkolwiek w całej swej złożoności, zbawienia młodzieży biednej i opuszczonej, w duchu Księdza Bosko"97.

I tak Ksiądz Bosko zobaczył `synów Oratorium rozsianych po świecie', szeroką sieć osób poświęcających swe życie młodzieży ubogiej i zagrożonej, z tą samą pasją do Boga i do młodych synów Bożych. Ta szeroka sieć złożona u początków z grup założonych przez samego Księdza Bosko (najpierw `Towarzystwo św. Franciszka Salezego', potem Instytut Córek Maryi Wspomożycielki, Stowarzyszenie Współpracowników Salezjańskich i Stowarzyszenie Czcicieli Maryi Wspomożycielki) stopniowo rozszerzyła się i dziś stanowi wielką Rodzinę Salezjańską obejmującą 26 grup.

9s MB IV, s. 318. 9s KGS 151.

97 KGS 171.

Zrodziły się także inne grupy, które oczekują aż spełnione zostaną wymagania do uznania ich za członków Rodziny Salezjańskiej. W międzyczasie przygotowuje się teren, na którym mogłyby wyrazić się jeszcze inne grupy.

My Salezjanie, pierwotne jądro powstałe w ogniu pasji Księdza Bosko, jesteśmy przez niego wezwani, aby mieć wielkie serce, które przyjmuje i uznaje jako braci i siostry wszystkich wchodzących w skład Rodziny Salezjańskiej; do wdzięcznego i radosnego przyjęcia różnorodności, jako znaków Ducha Świętego, który mówi wieloma językami; do woli kroczenia razem, do wspólnego celu, którym jest Królestwo Boże przynoszone młodzieży i ubogim.

5.3 To, co Ksiądz Bosko usłyszał i zobaczył

Ks. Juliusz Barberis, wybrany przez Księdza Bosko w roku 1874 na `magistra nowicjatu' całego Towarzystwa Salezjańskiego, w `procesie beatyffikacyjnym' Księdza Bosko zeznał pod przysięgą, że w roku 1876, kiedy otworzył on jedynie trzy domy, opowiedział, że widział we śnie Zgromadzenie rozszerzające się we wszystkich stronach świata. „Byli tam zebrani ludzie każdego koloru skóry, w różnych strojach, z każdego narodu [...] Było tam wielu Salezjanów, którzy jakby za rękę prowadzili gromady chłopców i dziewcząt. Potem przychodzili inni, z dalszymi gromadami, potem jeszcze inni, których już nie znał i nie mógł rozróżnić, a ich liczby nie dało się opisać"98.

Rok póżniej, w styczniu 1877 r., w czasie dorocznej konferencji z okazji święta św. Franciszka Salezego, zwracając się „do wszystkich profesów, przyjętych i aspirantów Oratorium" zaczął mówić o ziarnrnie, które należało zasiać, tj. o dziele Współpracowników Salezjańskich: „Co dopiero się ono rozpoczęło, a już wielu jest przyjętych (...). Za niedługo zobaczy się całe społeczeństwa i miasta zjednoczone w Panu ze Zgromadzeniem Salezjańskim duchowym węzłem (...). Nie upłynie wiele lat, a całe miasta i społeczeństwa nie będą odróżniać się od Salezjanów, jak tylko zamieszkaniem. Jeżeli teraz jest stu Współpracowni-

98 MB XII, s. 466.

ków, to ich liczba wzrośnie do tysięcy i tysięcy, a jeżeli jest nas teraz tysiąc, to będą nas miliony, starając się przyjąć i zapisać tych najbardziej odpowiednich. Mam nadzieję, że taka będzie wola Pana"99

Dziś na naszych oczach realizuje się nie statycznie, lecz dynamicznie, nie zatrzymane na teraźniejszości, lecz skierowane ku przyszłości, to, co Ksiądz Bosko usłyszał i zobaczył w snach, przez które Bóg tajemniczo otwierał go na przyszłość. Komentuje ks. Stella: „Ksiądz Bosko zapalał w Salezjanach projekty, które miały w sobie coś wielkiego, jeżeli nie wręcz utopijnego"10° Rodzina Salezjańska jest jednym z nich. Aby nie pozostał on utopijnym, zależeć będzie od nas wszystkich, członków Rodziny Księdza Bosko.

ZAKOŃCZENIE

Najdrożsi Współbracia! Zaprosiłem was do opowiedzenia historii początków naszego Zgromadzenia. Jak widzicie ja sam dokonałem pierwszej próby. Zrobiłem to jednak, nie wspominając jedynie to, co się zdarzyło, lecz starając się nauczyć czegoś z historii. Nasze początki są najlepszym przewodnikiem do dalszego opisywania historii salezjańskiej w sposób życiowy i owocny. Chciałem wydobyć te elementy, które moim zdaniem były decydującymi o powodzeniu tego cudownego planu Bożego: młodzież, naszą apostolską tożsamość osób konsekrowanych, wiernrność Księdzu Bosko poprzez Konstytucje, świadomość integralnej przynależności do Rodziny Salezjańskiej oraz nieodzowne zadanie jej animacji.

Nie wydaje mi się przesadą stwierdzić, że u początków Zgromadzenia młodzi razem z Księdzem Bosko byli prawdziwymi `współzałożycielami'. Niektórzy z nich faktycznie stanowili pierwszy ośrodek, który zobowiązał się do erygowania się jako Towarzystwo lub Zgromadzenie. Mam nadzieją, że ta rocznica przyczyni się do odnowienia w każdym salezjaninie odwagi proponowania młodzieży salezjańskie

99 MB XIII, s. 81.

10° P. STELLA, Don Bosco nella storia della religiosità cattolica. Tom II: Mentalità religiosa e Spiritualità [Roma: LAS, 1969] s. 368.

go powołania konsekrowanego i stanie się naprawdę okresem wielkiego rozkwitu powołań.

Obchody 150. rocznicy narodzenia naszego Zgromadzenia powinno pomóc nam uświadomić sobie naszą tożsamość osób konsekrowanych, oddanych prymatowi Boga, naśladowaniu Chrystusa: posłusznego, ubogiego i czystego oraz całkowicie poświęconych młodzieży. Tę naszą tożsamość powinniśmy przeżywać z radością i ukazywać ją przez ewangelizacyjną gorliwość i duszpasterski zapał, natchniony programemżycia Księdza Bosko i wyrażonym w motcie: „da miki animas, cetera tolle".

Świadomość tego, że cały Ksiądz Bosko zawarty ty jest w Konstytucjach iże nasza wiernrność jemu realizuje się poprzez wiernrność naszemu Projektowi Życia, staje się wezwaniem do pogłębienia, rozważania i modlenia Konstytucji, które wskazują nam drogę do wiernrności charyzmatowi Księdza Bosko i naszemu powołaniu. Co więcej, powiedziałbym, że tylko ten salezjanin, który czyni z Konstytucji swój projekt życia staje się dziś wcieleniem, żywą ikoną, Księdza Bosko. Ta droga nawrócenia dla coraz lepszego wypełnienia zobowiązań uświęcenia, wyznaczonych przez Regułę życia doprowadzi każdego z nas do odnowienia własasnej profesji zakonnej, dokładnie w dniu rocznicy 18 grudnia, jako punktu wyjścia do ponownego oddania naszego życia Bogu i młodzieży tak jak Ksiądz Bosko.

Wreszcie narastająca świadomość tego, że Ksiądz Bosko nie myślałjedynie o Zgromadzeniu, lecz od zawsze pragnął stworzyć „szeroki ruch osób, które na różny sposób działają dla zbawienia młodzieży" (Konnt. 5), powinna przypomnieć nam jako Zgromadzeniu, że w Rodzinie Salezjańskiej spoczywa na nas szczególna odpowiedzialność za jedność ducha i braterską współpracę. Nie możemy żyć poza nią, jako że jest ona naszą rodziną. Ona zaś nie może wzrastać i rozmnażać się bez nas, którzy jesteśmy sercem jej animacji.

Najświętszej Maryi, Matce Bożej i Wspomożycielce Wiernrnych, zawierzam wszystkich i każdego z osobna. W chwili gdy obchodzimy Zwiastowanie Pańskie oraz z radością i wdzięcznością wspominamy 75. rocznicę Kanonizacji naszego ukochanego Założyciela i Ojca, Księdza Bosko. Maryja Wspomożycielka i Ksiądz Bosko pomogą nam radośnie, wspaniałomyślnie i wiernie przeżywać nasze salezjańskie powołanie i odnależć w nim drogę naszego uświęcenia.

Z wyrazami serdeczności i poważania

Ks. Pascual Chàvez Villanueva

Przełożony Generalny